Poematy prozą opublikowane przez Wydawnictwo Literackie, to dwujęzyczny zbiór utworów napisanych przez Przybyszewskiego przed rokiem 1900. Z wyjątkiem Androgyne teksty te tworzył najpierw w języku niemieckim. W zbiorze zamieszczono zarówno oryginalne jak i przełożone przez samego autora na język polski utwory. Redaktorzy uzupełnili wydanie obszernym wprowadzeniem i przypisami.

O poematach Przybyszewskiego można by napisać tysiące stron, dlatego w dzisiejszym tekście postanowiłam skupić się na jednym tylko motywie – motywie kobiety. Jest to – obok szatana, apokalipsy, kreacji, niszczenia, płodności, chuci i miłości – temat dominujący w twórczości młodopolskiego artysty. Z resztą wszystkie te lejtmotywy przenikają się w utworach Przybyszewskiego i nie sposób pisać o nich w oderwaniu, jednak postaram się skoncentrować na obrazie kobiety i relacji kobieta – mężczyzna w utworach zamieszczonych w zbiorze Poematy prozą.

Jest to dość złożona kwestia, ponieważ podmiot liryczny poematów Przybyszewskiego ma do kobiety skrajnie ambiwalentny stosunek. W kobiecie skupiają się abiektalne odczucia mężczyzny: miłość miesza się z nienawiścią, pożądanie z odrazą i wstrętem, rozkoszy nieodmiennie towarzyszy ból, etc. U Przybyszewskiego kobieta ma dwa krańcowo różne oblicza. Raz jest delikatną, ulotną pięknością, raz krwiożerczym wampirem. Raz animą, utraconą cząstką bez której nie można żyć, której się niestrudzenie poszukuje, jak w Androgyne:

I błądził całymi dniami po ulicach miasta, całymi godzinami siadywał w alejach, co miasto opasywały – tysiące ludzi przesuwało się przed jego oczyma, w każdej twarzy dziewczęcej dopatrywał się jej, każde spojrzenie zdawało się wświecać w jego żyły tę samą rozkosz, jaką jej oczy mu serce aż do dna przepaliły – ale wciąż to samo rozczarowanie: to nie ona!

Kiedy indziej jawi się jako osaczające mężczyznę monstrum, które ten chce nie tylko wyrwać z siebie, ale wręcz zdeptać, zamordować, zniszczyć na zawsze:

Stoi za moim krzesłem, przechyla się nade mną, szydzi i śmieje się ze mnie, chodzi naokół jak upiór cichymi, powłóczystymi, niesłyszalnymi krokami. Słyszę ją na wschodach, za sobą, w drzwiach, na podwórzu. Słyszę jej głos – zawsze, zawsze jest naokoło mnie. A gdy się obrócę, widzę ciemne jamy jej oczu i patrzę w czarne piekło jej nienawiści i pragnienia zemsty.

Kobieta w twórczości artysty nazywanego Meteorem Młodej Polski to istota często nieposiadająca żadnej podmiotowości. Jest wytworem wyobraźni. Mężczyzna nosi jej obraz w sobie. Pozwala jej się narodzić, przyoblec w fizyczną postać. Kobieta wywodzi się z mężczyzny, jest Ewą stworzoną z żebra Adama. Nie ma i nie może być kobiety bez mężczyzny. Mężczyzna to demiurg, kreator równy bogu, to nadczłowiek, posiadacz „nadmózgu”, a jednocześnie istota niepełna, rozdwojona. Potrzebuje drugiej połowy, dlatego pozwala imaginacyjnej kochance się zmaterializować. Ale kobieta reprezentuje naturę, jej domeną są instynkty, płodność, chuć, którym – w przeciwieństwie do mężczyzny – nie umie się oprzeć. Rozpoczyna się walka między ciałem a duchem. Ciało jest więzieniem duszy, popęd seksualny pozwala zatracić się na chwilę w rozkoszy, ale zamyka drogę do absolutu. Nie pozwala osiągnąć transcendencji, do której mężczyzna dąży.

Dodatkowo kobieta uzyskawszy autonomię, staje się bezwzględną uwodzicielką, kusicielką, współczesną Salome pragnącą zguby mężczyzny. Niejednokrotnie roznieca w kochanku ukryte głęboko skłonności sadystyczne. Martwa zaś wzbudza nekrofilskie pożądanie. Nie sposób się od niej uwolnić. Mężczyzna rości sobie prawo własności do ciała kobiety, nie zdając sobie sprawy, że kobieta wzięła w posiadanie jego duszę. Nieprzypadkowo w poematach Przybyszewskiego jest nazywana i ukazywana  naprzemiennie jako niewolnica i pani.

W Poematach prozą pojawia się jeszcze jeden intrygujący aspekt, a mianowicie motyw androgynii. U Przybyszewskiego okazuje się, że podział na męskość i żeńskość jest podziałem sztucznym, tak naprawdę każda istota zawiera w sobie obie płcie i całe jej cierpienie wynika z ich rozdzielenia, zagubienia. Poszukiwanie kochanki idealnej to tak naprawdę poszukiwanie żeńskiego pierwiastki w sobie. Tęsknota za kobietą, to tęsknota za jednością, mistyczną pełnią, integracją psychiczną i fizyczną dwóch rozdzielonych cząstek ja.

Na uwagę zasługuje także fakt, iż Przybyszewski nie tylko stworzył własny świat, oryginalną kosmogonię, genezę świata opartego na chuci, ale niejako wyprzedził przełomowe odkrycia z dziedziny psychologii, szczególnie psychoanalizy. Całe uniwersum Przybyszewskiego opiera się na walce między popędem płciowym, rozumem i duszą, które odpowiadają kolejno id, ego oraz superego. Przedstawił ten trójpodział życia psychicznego jeszcze zanim Freud sklasyfikował go i odpowiednio nazwał. Opisał także nieświadomość zbiorową, na długo przedtem nim Jung ukuł ten termin. Polski pisarz intuicyjnie wyczuwał jej istnienie oraz wpływ na ludzkie pragnienia.

Podsumowując, pomimo nasyconego mizoginizmem portretowania kobiecości, cenię twórczość Przybyszewskiego. Daleko mi do wojującej feministki i dlatego nie oceniam pisarstwa młodopolskiego autora z feministycznej perspektywy. Wręcz przeciwnie, jestem od lat zafascynowana twórczością i biografią Przybyszewskiego i chociaż rozumiem, że literatura ze swej natury jest mocno zanurzona w ideologii to staram się, na ile to możliwe, oddzielić ten – domniemany lub znany – światopogląd autora od jego artystycznych kreacji. W przypadku Przybyszewskiego zaś szczególnie będę bronić opinii, iż stworzone przez niego obrazy kobiecości są na tyle zróżnicowane i niejednoznaczne, że chyba nie jest do końca uzasadnione określanie go mizoginem. Bohaterowie jego utworów bowiem równie często znęcają się psychicznie nad kobietami, jak je hołubią. Nade wszystko zaś twórczość Przybyszewskiego dowodzi, że mężczyzna i kobieta tworzą jedność, są sobie przeznaczeni, a to że nie mogą się odnaleźć i połączyć, jest największym źródłem cierpienia i tragedią ludzkości.

Jeśli o mnie chodzi, mam chyba słabość do halucynacyjnych lekko histerycznych opisów stanów wewnętrznych pióra Przybyszewskiego. Jest to artysta, z którego twórczością na pewno warto się zapoznać. Nawet jeśli nie przypadnie do gustu, bez wątpienia stanie się źródłem wielu emocji i głębokich przemyśleń.

*

Zbiór zawiera następujące utwory: Requiem Aeternam, Wniebowstąpienie, Z cyklu Wigilii, Na tym padole płaczu, Nad morzem, Androgyne, Nokturn.

img019

Autor: Stanisław Przybyszewski
Tytuł: Poematy prozą
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Seria wydawnicza: Biblioteka Poezji Młodej Polski
Liczba stron: 582
Wydanie: I (2003)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 11,5 x 16,5 cm
ISBN: 83-08-03548-5