The Crucible w reżyserii Nicholasa Hytnera to jeden z moich ulubionych filmów. Od dawna marzyłam, żeby przeczytać literacki oryginał i wreszcie się udało. Jeśli chodzi o czytelniczy aspekt mojego życia, rok 2015 otwiera dramat Arthura Millera Czarownice z Salem.

Arthura Millera chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Zdobywca nagrody Pulitzera za dramat Śmierć komiwojażera (1949). Uznany dramaturg, scenarzysta oraz, przez kilka lat, mąż Marilyn Monroe. Obok wymienionej już Śmierci komiwojażera właśnie Czarownice z Salem są najpopularniejszą sztuką Millera, wielokrotnie wystawianą na deskach teatrów całego świata, także w Polsce.

Na początek kilka słów o formie literackiej napisanego w 1952 roku dzieła, które miało teatralną premierę już w styczniu 1953 roku. W moje ręce trafiła książka wydawnictwa Prószyński i S-ka w przekładzie Anny Bańskowskiej. Jest to pierwsze pełne wydanie w języku polskim. Dramat jest podzielony na cztery akty, przy czym scena druga drugiego aktu jest zamieszczona na końcu książki w formie aneksu. Powodem jest pominięcie jej podczas premierowego spektaklu jak i w wydawanych przed 1971 rokiem zbiorach twórczości Millera. Ta najkrótsza w dramacie scena może wydawać się średnio istotna dla przebiegu akcji Czarownic z Salem, ale jest niezwykle ciekawą reprezentacją gry toczącej się pomiędzy Johnem Proctorem a jego byłą kochanką Abigail Williams i świetnym uzupełnieniem portretów tych dwojga bohaterów. Oprócz charakterystycznego dla utworu dramatycznego podziału na akty i sceny dzieło Millera zawiera także dość obszerne didaskalia oraz – co nietypowe – komentarze autora. Komentarze te to kilkuakapitowe narracyjne fragmenty pojawiające się bezpośrednio w tekście dramatu, co może zaskoczyć i początkowo irytować czytelnika. Ja najpierw zadałam sobie pytanie, dlaczego te wywody nie znalazły się gdzieś pod tekstem głównym, czy w przypisach, jednak szybko przywykłam do nietuzinkowego sposobu opowiadania. Doszłam nawet do wniosku, że to intrygujące i godne podziwu, że twórca wyszedł poza utarte schematy i normy gatunkowe, stworzył coś innego, eklektyczną formę, która jest zarazem dziełem literackim, wykładem z historii, jak i formą dialogu z czytelnikiem. Miller wyraźnie puszcza oko do odbiorcy, wyprzedza niektóre fakty, dokładnie objaśnia okoliczności opisywanych w dramacie zdarzeń tak, aby czytelnik jak najlepiej poznał i zrozumiał nie tylko sam tekst literacki, ale i intencję jego twórcy. W komentarzach znajdziemy dodatkowych informacje, dla których zabrakło miejsca w dziele literackim, dane historyczne, wzmianki na temat motywów działań i pobudek poszczególnych bohaterów, które są cenną podpowiedzą dla reżysera teatralnego czy filmowego. Należy pamiętać, że Miller opisuje autentyczne zdarzenia, które miały miejsce w 1692 roku w Salem w stanie Massachusetts. Amerykański artysta starał się wiernie sportretować opisywanych bohaterów i tylko wtedy, kiedy nie dysponował dostatecznymi danymi, zdał się na własną intuicję i wyobraźnię – oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i w zgodzie z prawdopodobieństwem historycznym i psychologicznym.

Jestem typem człowieka, któremu zawsze wszystko się z czymś kojarzy i który wypatruje wszelkich analogii. I tym razem nie było inaczej. Czarownice z Salem od pierwszych stron lektury przywodziły mi na myśl znane dzieło polskiego twórcy Jerzego Andrzejewskiego. Dramat Millera chyba można porównać do powstałej kilka lat później powieści Ciemności kryją ziemię. W tej parabolicznej powieści polski autor dyskretnie skrytykował stalinizm umieszczając fabułę w Hiszpanii w czasach Inkwizycji. Miller z kolei jakiś czas wcześniej spłodził dramat, w którym metaforycznie ukazał zjawisko nagonki politycznej senatora McCarthy’ego, który w latach 50-tych wielu obywateli amerykańskich oskarżył o współpracę z komunistami. Polityk zasiał w społeczeństwie niepokój, podejrzliwość i paniczny strach. Miller – podobnie jak wielu innych prominentnych amerykanów i gwiazd show bussinesu – padł ofiarą makkartyzmu i dlatego napiętnował działania władz w symbolicznym dramacie o polowaniu na czarownice.

Oczywiście historie Andrzejewskiego i Millera różnią się, ale łączy je eksponowanie tematu teokracji oraz metaforyczne ukazanie mechanizmów władzy, która jest nadużywana kosztem ograniczenia wolności pewnych grup, prowadzi do prześladowania niewinnych ludzi, manipulacji i paniki moralnej. Jak widać zarówno Czarownice z Salem jak i Ciemności kryją ziemię to utwory posiadające drugie dno, opisujące jedno zagadnienie z sposób dosłowny, a drugie w niebezpośredni.

Pora na kilka słów o tematyce opowieści Millera. W skali makro jest to historia prowincjonalnego miasteczka Salem – jak określił je jeden z bohaterów dramatu, „miejsca przepastnego i ciemnego jak otchłań” – oraz zamieszkującej je społeczności, w skali mikro zaś opowieść o miłości i oddaniu dwojga ludzi: Elizabeth i Johna Proctorów. Mieszkańcy Salem uczestniczą w procesie o praktykowanie czarnej magii i zawieranie paktów z diabłem, tymczasem w domu małżonków również odbywa się coś na kształt rozprawy sądowej. Wzajemnie się obwiniają, obrzucają oskarżeniami, wskazują na to drugie, jako winne problemów małżeńskich. Wydaje się, że domowy sąd nigdy się nie zakończy, ponieważ po obu stronach brak woli kompromisu i przebaczenia. Dopiero oskarżenie – najpierw Elizabeth, a potem Johna – o konszachty z szatanem zbliża i jednoczy małżonków. Okazuje się, że łącząca ich więź jest silniejsza niż komukolwiek, nawet im samym, się zdawało. Dowodzą swojej wzajemnej lojalności, szczerości i bezwarunkowej miłości.

Proctor jako jeden z niewielu zdaje się dostrzegać, że tym co rozpanoszyło się w Salem, nie jest szatan i jego wiedźmy, a chęć zemsty i ludzka zachłanność. Podczas groteskowego procesu zamiast szukać prawdy i sprawiedliwości, załatwia się osobiste porachunki. Oto bowiem pojawiła się szansa, aby w majestacie prawa oskarżyć każdego, komu źle się życzy, do kogo chowa się urazę, komu się zazdrości,  etc. Salem było siedliskiem hipokryzji i fałszu, które zostały w dramatycznych okolicznościach zdekonspirowane. Miller dokładnie opisał ile zła musiało się stać, ilu ludzi musiało stracić życie, by z twarzy hipokrytów opadły maski, a z oczu głupców klapki i by dokonało się dzieło obalenia teokracji.

I jeszcze jedna refleksja, niezwiązana bezpośrednio z utworem, ale z samym aktem lektury. Dobrze, że nie żyjemy w XVII wieku, albo w innym momencie historycznym, kiedy szalała Inkwizycja, bo mole książkowe takie jak my mogłyby marnie skończyć. Nie zapominajmy, że jedna z bohaterek dramatu Millera, Pani Corey, o mały włos nie zawisła na szubienicy, ponieważ cierpiała na bezsenność i nocami po kryjomu czytała książki…

salem

Autor: Arthur Miller
Tytuł: Czarownice z Salem
Przekład: A. Bańkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 288
Wydanie: I (2009)
Oprawa: Twarda
Format: 13 x 19,5 cm
Cena z okładki: 28.00
ISBN: 978-83-7648-163-0