CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Sarah Pinborough – „Co kryją jej oczy” [recenzja premierowa]

Po lekturze Co kryją jej oczy mam mocno mieszane uczucia. Świetna książka – myślałam jeszcze przedwczoraj. Rozkoszowałam się lekturą przez kilka dni i byłam tego zdania, dopóki nie przeczytałam do końca… Bo finał tej powieści mocno rozczarowuje. Zakończenie miało być totalnie nieprzewidywalne, ale je przewidziałam. Tyle że przez ostatnie sto stron powtarzałam sobie w duchu, niemożliwe, na pewno nie o to chodzi, a jednak…

Miał być triumf wyobraźni, a tymczasem nie ma tu nic, czego nie znalibyśmy z literatury i kina. Mogłabym wymienić co najmniej kilka tytułów o analogicznym zakończeniu, ale nie zrobię tego, bo zdradziłabym tym samym rozwiązanie zagadki i zakończenie, a może jednak zechcecie przeczytać i wyrobić sobie własną opinię. 

Co kryją jej oczy to opowieść o trójkącie miłosnym. David, zabójczo przystojny, pociągający i zamożny psychiatra, Adele, jego piękna, posłuszna i w każdym calu perfekcyjna żona oraz Louise, lekko zaniedbana rozwódka samotnie wychowująca kilkuletniego syna. Ich drogi przecinają się niby przypadkiem, ale nic tu nie jest przypadkowe. Jedno z nich jest mistrzem intryg i manipulacji. Pytanie tylko które.

Dopóki opowieść rozgrywa się na planie realistycznym książkę naprawdę dobrze się czyta. Złożone i wiarygodne portrety psychologiczne, bystre obserwacje, mocny thriller o uzależnieniu od drugiego człowieka, zaślepieniu i patologicznej miłości. Jednak w pewnym momencie historia zbacza w dziwnym kierunku. Mam wrażenie, że autorka przeszarżowała. Chciała zakończyć powieść efektownie, a wyszło efekciarsko. Oryginalności w tym nie ma za grosz i chociaż lubię opowieści z elementami niesamowitości, realizmu magicznego, etc., to co przeczytałam w powieści Pinborough lekko mnie zażenowało. Tak świetnie się zapowiadało, zmarnowany potencjał. Trzeba było nie mieszać w to zjawisk nadprzyrodzonych, ewentualnie dać czytelnikowi kilka tropów, ale nie wykładać tak ostentacyjnie kawy na ławę, traktując odbiorcę jak półgłówka. Ostatecznie całą tę tajemniczość, konsekwentnie budowany nastrój grozy i opresyjności diabli wzięli. 

Autorka umie pisać. Snuje fascynującą opowieść o zdradzie, przemocy i obsesji, ale wszystko to do czasu. Mogę zgodzić się tylko z częścią promujących książkę haseł. Mroczna, jak najbardziej. Wciągająca, owszem. Z wystrzałowym zakończeniem, o nie, to raczej niewypał. Mam nadzieję, że Pinborough wyciągnie wnioski i następnym razem zaserwuje nam solidny thriller psychologiczny bez uciekania się do łączenia absolutnie mistrzowskiego realizmu z nietrafionymi i po amatorsku zaserwowanymi wątkami rodem z fantastyki grozy.

Follow my blog with Bloglovin

fe3c3292bf

Autor: Sarah Pinborough
Tytuł: Co kryją jej oczy
Wydawca: Prószyński i S-ka

Przekład: Maciejka Mazan
Liczba stron: 400
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka
Format: 13 x 20 cm
ISBN: 978-83-8097-083-0

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

proszynski4

6 Comments

  1. Już gdzieś spotkałam się z rozczarowaniem dotyczącym zakończenia tej książki i widzę, że Ciebie również ono nie usatysfakcjonowało. Szkoda, że tak dobrze poprowadzona historia, z ciekawie sportretowanymi bohaterami tak zboczyła z toru, by dać czytelnikowi zupełnie nie to, czego mógł się spodziewać.

    • Karolina Nos-Cybelius
      Karolina Nos-Cybelius

      18 marca 2017 at 12:01

      Dokładnie. Chociaż ja akurat się spodziewałam ;) Taki trochę niestrawny miszmasz powstał. A czytałaś może inne książki tej autorki? Bo sprawdziłam z ciekawości i okazuje się, że to wcale nie debiut, jak sądziłam. Pinborough jest też scenarzystką, między innymi współpracuje z Netflixem. Można by sądzić, że ma łeb na karku… Ale tak jak napisałam – przekombinowała ;)

      • Nie miałam okazji nic jej autorstwa czytać :) Może pomysłów w głowie miała za dużo i zabrakło takiego momentu, który by pozwolił coś odsiać. Szkoda, bo z tego co piszesz potencjał w tej historii był spory :)

        • Karolina Nos-Cybelius
          Karolina Nos-Cybelius

          18 marca 2017 at 14:31

          Zgadza się, czytało się rewelacyjnie do pewnego momentu. Masz rację, że selekcji pomysłów zabrakło. Za dużo na raz chciała upchać. Wiem, że oryginalny i frapujący thriller psychologiczny też nie jest łatwo napisać, ale Pinborough to się udawało. Dopóki nie odpłynęła w krainę lunatyków ;)

  2. Echo z Północy

    23 marca 2017 at 08:15

    Teraz już wiem, o jaką książkę z oczami na okładce Ci chodziło. :) Do mnie też nie przemawia synkretyzm oddalonych od siebie konwencji pisarskich, bo z mezaliansów gatunkowych wychodzą czasem niezłe kurioza. :D

Dodaj komentarz