CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Sentymentalna podróż do świata Lovecrafta – „W górach szaleństwa i inne opowieści”

Opowiadania Lovecrafta po raz pierwszy wpadły mi w ręce na początku szkoły średniej. To był czas fascynacji horrorem. Po przeczytaniu dziesiątek książek Stephena Kinga, Deana Koontza, Grahama Mastertona i kilku innych popularnych autorów, sięgnęłam po bardziej wyrafinowaną literacką grozę. Stefan Grabiński, Edgar Allan Poe, Howard Phillips Lovecraft – pokochałam ich od pierwszego przeczytania i do dziś mam ogromny sentyment do przesiąkniętych atmosferą gotyckiej grozy opowiadań pióra tych nieżyjących już klasyków.

Jeśli o samego Lovecrafta chodzi to nie pamiętam, która jego książka wpadła mi w ręce jako pierwsza, pamiętam za to, że pewnej zimy, siedziałam po turecku na podłodze przyciśnięta plecami do grzejnika i jak zahipnotyzowana czytałam zbiór opowiadań, który zawierał utwór Zimno. Obrazy, które odmalował słowami Lovecraft, na zawsze wyryły się w mojej pamięci. 

Minęło piętnaście lat i Wydawnictwo Zysk i S-ka przyszykowało fanom Lovecrafta nie lada niespodziankę. Obszerną, ważącą chyba ze dwa kilogramy, antologię opowiadań Samotnika z Providence. Tom pod wspólnym tytułem W górach szaleństwa i inne opowieści zawiera siedemnaście tekstów Lovecrafta, zarówno krótszych opowiadań, jak i dłuższych nowel, które były wydane jako samodzielne książki. Liczący ponad siedemset stron tom w imponującym formacie powinien się znaleźć w domowej biblioteczce każdego miłośnika fantastyki grozy. Takie klasyki jak Coś na progu i W górach szaleństwa pamiętam jeszcze w wydaniach z serii Kameleon z końcówki lat dziewięćdziesiątych. Oprócz nich w tomie znajdziecie: Zapomniane miasto, Herbert West – Reanimator, Przyczajona groza, Zew Cthulhu i kilka innych opowiadań i minipowieści. 

Tym, którzy choć raz sięgnęli po teksty Lovecrafta, na pewno nie trzeba autora przedstawiać. Ale dla moli książkowych, które nie miały dotąd okazji zanurzyć się w uniwersum Lovecrafta, pokrótce scharakteryzuję jego prozę. Najpierw jednak małe wyznanie – zazdroszczę wam, że będziecie po raz pierwszy czytać Lovecrafta. Oczywiście ponowne spotkanie z mistrzem grozy też jest nadzwyczajnie straszne i emocjonujące, ale pierwszy raz, to pierwszy raz. Niezapomniane doznania. Cały ten mrok oplata wasz umysł jak macki, myślicie, niemożliwe, ale i tak wasz kark pokrywa gęsia skórka, zaczynacie się bać, że dobrze znany świat, wcale nie jest tym czym się wydaje, pod spodem czai się coś bardzo ohydnego i złego…

Lovecraft był mistrzem budowania napięcia. Gdybyście przeczytali u kogoś innego o mężczyźnie, który zobaczył coś tak potwornego, że zemdlał, pewnie parsknęlibyście śmiechem, ale nie u Lovecrafta. Tu nie ma nic śmiesznego. Z każdego zdania wyziera tajemniczość i podskórny lęk. Bohaterowie Lovecrafta widzieli rzeczy, od których traci się rozum. Mroczne siły,  które potrafią opętać ciało i umysł, przejąć kontrolę nad zmysłami, odebrać wolność i tożsamość.

Lejtmotywy twórczości Lovecrafta to: równoległe wszechświaty, zacieranie granicy między jawą a snem, życiem a śmiercią, zjawiska nadprzyrodzone, pradawne wierzenia, okultyzm, wreszcie szaleństwo. I oczywiście specyficzny – można by powiedzieć lovecraftowski – typ bohatera. Nadwrażliwiec i odludek, nierzadko dotknięty jakąś tajemniczą chorobą ciała lub umysłu, neurotyk, somnambulik… Prozę Lovecrafta można porównać do pisarstwa tworzącego częściowo w tym samym czasie Edgara Allana Poego. Podobny klimat, inspiracje gotykiem, tyle że Lovecraft poszedł w swoich fantazjach znacznie dalej niż Poe. Stworzył cały system mitologiczny zwany mitologią Cthulhu. Makabra i groza, która u Poego często nie ma konkretnego źródła ani nazwy, u Samotnika z Providence została skrupulatnie sklasyfikowana. Podziemne monstrum, stwór, który ma swoich wysłanników i chce spętać ludzkość. Raz przychodzi w snach, raz na jawie, a kto się z nim zetknie, marnie kończy.

Za bohaterów prozy Lovecrafta można też uznać same książki, a raczej księgi, tajemnicze, mroczne i – jak mawiał pisarz – plugawe, ze słynnym Necronomiconem na czele. Odnalezione przypadkiem enigmatyczne woluminy, zakazane księgi, pamiętniki, listy – wszystkie te artefakty zamieniają historie Lovecrafta w szkatułkowe opowieści o człowieku, który znalazł się w pozycji mrówki albo robaka. W obliczu potworności i zagadkowości (wszech)świata jest niczym. Czasem lepiej nie wiedzieć, co czyha za progiem. Tylko ci nieświadomi, nie próbujący zaglądać za kurtynę tajemnicy, śpią spokojnie.

Natomiast sam Lovecraft jest dziś wszędzie. Nawet jeśli nie macie tego świadomości, on was otacza. W popkulturze, filmach, grach komputerowych i planszowych, w komiksach. To pisarz który położył fundamenty pod XX-wieczną grozę, i to nie tylko literacką. Wiele jego opowiadań zostało zekranizowanych (chociażby W paszczy szaleństwa w reżyserii Johna Carpentera z Samem Neillem czy nowele filmowe Necronomicon – oba z lat dziewięćdziesiątych). Ale nawet w autorskiej literaturze i kinie grozy znajdziecie lovecraftowskie motywy i inspiracje. Jeśli widzieliście takie z pozoru niezwiązane z uniwersum Lovecrafta filmy jak Mgła czy Klucz do koszmaru byliście w potwornym świecie Samotnika z Providence.

Howard

Howard Phillips Lovecraft (1890-1937), nazywany Samotnikiem z Providence

Wracając do tomu wydawnictwa Zysk i S-ka to jedno tylko mnie dziwi, że w publikacji brakuje wstępu bądź posłowia. Takie antologie zazwyczaj zawierają krótką notkę o autorze, kilka słów o jego życiu, inspiracjach i odbiorze jego twórczości. Może wydawca wyszedł z założenia, że to książka dla wiernych sympatyków Lovecrafta, którym takie informacje są znane, więc nie są tu konieczne… 

W górach szaleństwa i inne opowieści to esencja lovecraftowskiej niesamowitości i grozy. Koszmar na jawie. Na zapoznanie się z twórczością Lovecrafta nigdy nie jest za późno, choć nie ukrywam, że czas i okoliczności w jakich czyta się te mroczne historie może osłabić bądź zintensyfikować lekturowe doznania. Takie opowieści najlepiej czytać po zmroku, albo w deszczowe dni, kiedy posępna aura sprawia, że groza wisi w powietrzu. Kiedy byłam nastolatką Lovecraft zachwycił mnie i przeraził. Dziś lektura jego opowieści nadal wywołuje dreszcze i fascynuje. Jedno jest pewne, kiedy poznacie uniwersum Lovecrafta, nigdy nie będziecie już patrzeć na świat w ten sam sposób.

Po lekturze W górach szaleństwa mam ochotę pozostać jeszcze na jakiś czas w świecie weird fiction. Może odświeżyć też opowiadania Grabińskiego i współczesnego twórcy Thomasa Ligottiego

w-gorach-szalenstwa-i-inne-opowiesci-b-iext46668035-300x445

Autor: H.P. Lovecraft
Tytuł: W górach szaleństwa i inne opowieści
Przekład: R. Grzybowska, G. Iwańciw, R.P. Lipski, M. Wroczyński
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 738
Wydanie: I w tej edycji (2017)
Oprawa: Twarda
Format: 16 x 24 cm
ISBN: 978-83-7785-782-3

zysk

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka.

10 Comments

  1. Ja osobiście jestem zakochana w wydaniu wydawnictwa Vesper („Zgroza w Dunwich” oraz „”Przyszła na Sarnath zagłada”). Cudne tłumaczenie i właśnie profesjonalne posłowia tłumacza, Macieja Płazy. Do wydania Zysku podchodzę podejrzliwie, bo mam wrażenie, że to nieco odcinanie kuponów od sukcesu tamtych edycji :/ A Lovecrafta uwielbiam :D

    • Karolina Nos-Cybelius
      Karolina Nos-Cybelius

      6 marca 2017 at 17:47

      Może nie do końca, bo te Kameleony, o których wspominam są właśnie od Zysku, więc oni pierwsi ponad dwadzieścia lat temu wydawali po polsku Lovecrafta. „Zgrozy w Dunwich” np. w tym tomie nie ma, drugiego wymienionego przez Ciebie tytułu też nie, więc może różni wydawcy mają prawa do konkretnych utworów… Jeśli chodzi o wydania vesperowskie to niestety nie mam, może kiedyś sobie sprawię. Mam za to tomik z poematami „Grzyby z Yuggoth”, biały kruk od niszowego wydawnictwa Lasthal Press :)

      • To chyba nie jest kwestia praw do opowiadań, tylko tłumaczeń ;) Zysk korzystał z tego, co już „miał”, a w Vesperze tłumacz sam wybrał opowiadania, które uznał za warte umieszczenia. Inna sprawa, że ponoć starszym tłumaczeniom dużo brakuje do ideału…

        • Karolina Nos-Cybelius
          Karolina Nos-Cybelius

          6 marca 2017 at 18:58

          Pewnie masz rację. Będę musiała jednak szybko dobrać się do tych Vesperów i porównać tłumaczenia :) Z drugiej strony te „klasyczne” przekłady wcale nie muszą być gorsze. W przypadku Lovecrafta wręcz niewskazane byłoby zbytnie uwspółcześnienie języka i stylu ;) Zatraciłby się klimat. Ale jeśli Płaza tłumaczył i opracowywał ,to chyba nie ma się czego obawiać, wierzę że są dobre i na pewno po nie sięgnę :)

          • Oj, uwspółcześnione to one nie są ;) Ale przekonaj się sama!

          • Karolina Nos-Cybelius
            Karolina Nos-Cybelius

            7 marca 2017 at 16:37

            To mnie uspokoiłaś ;) P.S. Zajrzałam na stronę Wydawnictwa Vesper i mają oba wymienione przez Ciebie tomy w promocyjnej cenie akurat. Chyba się skuszę, choć już w tym miesiącu wydałam fortunę na książki, a jeszcze nie ma nawet dziesiątego ;)

  2. Avatar
    Anna Koblowska

    18 marca 2017 at 16:48

    Tradycyjnie – sobotni, leniwy czas spędzam w towarzystwie Twoich „recenzji”. W cudzysłowie, bo nie są to dla mnie typowe „recenzje”, a mądre i wartościowe rozważania o książkach, człowieka, który wie o czym mówi (pisze).

    Twój blog, to jedyny literacki blog, który odwiedzam. Nie przeczytam tu streszczeń, a naładowane emocjonalnie zbiory Twoich przemyśleń, które towarzyszą mi przez kilka Bożych dni.

    Karolino dzięki za Twoje artykuły – krytycyzm i świetny literacki gust!

    • Karolina Nos-Cybelius
      Karolina Nos-Cybelius

      19 marca 2017 at 15:29

      Rany… dziękuję za te miłe słowa :) Czasami nachodzą mnie wątpliwości, czy takie uzewnętrznianie się ma sens, szczególnie, że pod niektórymi postami zero komentarzy i nieraz wydaje mi się, że nikt nawet tego nie przeczytał ;) Ale dzięki takim słowom jak Twoje widzę i wiem, że warto pisać. O książkach i nie tylko. Bardzo dziękuje za dawkę pozytywnej energii i motywacji. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej :D

  3. Avatar
    Anna Koblowska

    19 marca 2017 at 19:04

    Tak jak dawniej z utęsknieniem czekałam na sobotę o 11:40 – „Cappucino z książką”, tak teraz na Twoje nowe posty, bo są dla mnie sobotnimi literackimi drogowskazami :)

    Co do wątpliwości – już kilku osobom poleciłam i blog i „Pustki” i jednogłośnie stwierdzamy – Karolina „zna się na rzeczy” :)

    Dobrego wieczoru i wielu, wielu recenzji! :)

Dodaj komentarz