Sunęłam palcem po twardych grzbietach książek, od lewej do prawej, bez zatrzymywania się. Niech nie będą pewne, którą wybiorę – myślałam. Niech niecierpliwie czekają na uwolnienie z szeregu, żeby stać się wyjątkowymi w moich oczach i dłoniach. Kartkując tę wybraną, nie tylko przesuwałam wzrokiem po linijkach. Wsłuchiwałam się w szelest stronic. Sprawdzałam, czy papier jest gruby, czy cienki, chropowaty, czy gładki. Głaskałam śliskie ilustracje. Wokół mnie rozciągała się uporządkowana cicha przestrzeń.

– Marta Motyl „Moc granatu” –