Po przeczytaniu Odcieni czerwieni napisałam, że to wciągającą powieść, która zbyt szybko się kończy i pozostawia niedosyt. Nie inaczej jest w przypadku Mocy granatu. Pożarłam go błyskawicznie, ale nie miałabym nic przeciwko jeszcze jednemu. Na deser. Jednak nie od początku było tak kolorowo. Zaskoczył mnie słaby pierwszy rozdział książki. Wydaje się niedopracowany, pisany w pośpiechu, nie tak plastyczny i liryczny, jak przyzwyczaiła nas do tego Marta Motyl. Jeśli odniesiecie podobne wrażenie, przemęczcie się te trzydzieści kilka stron. Naprawdę warto, bo od drugiego rozdziału – zatytułowanego „Morskie opowieści” – jest już tak jak być powinno, a miejscami nawet lepiej. Obrazowo i zmysłowo, odważnie, pikantnie… Nowo poznana dziewczyna, nastoletnia lolitka, która od pierwszych chwil zafascynuje główną bohaterkę, okaże się jej zwierciadlanym odbiciem. Nią samą sprzed lat. Co wyniknie z takiego nieoczekiwanego spotkania ze swoim sobowtórem?

Z jednej strony Moc Granatu powtarza schemat znany z Odcieni czerwieni, z drugiej autorka idzie w tej powieści o krok dalej. Obie książki mają analogiczny początek, główna bohaterka i narratorka, Magda, poznaje sporo od siebie młodszą uwodzicielską lolitę, z którą wdaje się w romans. Szybko okazuje się, że związek jest równie toksyczny jak poprzednie relacje Magdy z kobietami i mężczyznami. Zmysłowa młoda dziewczyna o tlenionych na granatowo włosach, „bliźniaczka z serca, nie z brzucha”, sprawi, że Magda raz jeszcze wpadnie w błędne koło powierzchownych związków i romansów, ale ostatecznie dokona się w niej niespodziewana metamorfoza. Na ile trwała, okaże się dopiero w kolejnej powieści Marty Motyl.

Tym co najciekawsze w granatowej historii, jest portret(y) obu kobiet. Są tak bardzo do siebie podobne, że zdają się jedną osobą żyjącą w dwóch wymiarach czasowych. Niebieskowłosa kochanka tylko z początku będzie animą Magdy. Z wymarzonej drugiej połówki, z którą bohaterka uzyskała pełnię, zamienia się w energetycznego wampira, wysysającego siły witalne, dręczącego psychicznie nieustannymi gierkami i manipulacjami… Mimo lustrzanych doświadczeń, proporcjonalnej skłonności do autodestrukcji, identycznych ran i blizn, dziewczyna z każdym dniem wydaje się Magdzie coraz bardziej obca.  Mrok emanujący z kochanki szybko traci urok. Obie są już na innym etapie, a Magdzie nie wolno robić kroku wstecz.

Na swoją zgubę decyduje się jednak na taki właśnie krok i odnawia znajomość z Igorem. W myśl przysłowia, „stara miłość nie rdzewieje”, zanurza się w dobrze znany świat i znów wpada w pułapkę własnych wygórowanych oczekiwań i idealizowania partnera. Ma pewność, że Igor jest mężczyzną jej życia i jeśli z kimkolwiek może stworzyć związek oparty na wierności i intymności tylko we dwoje, to właśnie z nim. Wydaje się, że Igor bardzo się zmienił, praktykuje buddyzm, medytuje… Transcendentne doznania szybko okazują się ułudą. Kolejny miłosny zawód, kolejna kurtyna opada ukazując nagą prawdę. Czy Magda będzie potrafiła choć przez chwilę żyć sama? Odnaleźć prawdziwą siebie, stać się wolną i niezależną kobietą, która nie musi budować poczucia własnej wartości na kruchym fundamencie lepkich spojrzeń i dotyków innych?

Sceny erotyczne opisane w Mocy granatu wydają mi się jeszcze bardziej odważne od tych z poprzedniej książki autorki. Zarówno pod względem obrazowania jak i języka. Nadal jednak opisy są poetyckie, sensualne, nierzadko z zaskakującymi metaforami i nawiązaniami do świata sztuki i malowania słowem.

Znajdowałam się w narkotycznym ciągu pożądania. Nie opuszczałam erotycznego posterunku. Byłam zawsze wilgotną paletą, pokrytą farbą, która nie zasycha. Tylko z niej brać, tylko w niej zanurzać pędzel. 

W powieści jest wiele epizodów i scen które ma się ochotę czytać wielokrotnie. Nie tylko doznania zmysłowe, ale i emocje potrafi autorka opisać w niezwykle sugestywny sposób.

Czas spędzony z Tobą przypomina mi Twoją bransoletkę, tę uplecioną z muliny. Po naszym pożegnaniu odplątuję ją, aż otrzymuję pojedyncze pasemka. Rozkładam je obok siebie: spojrzenia, słowa, gesty, kroki. Delikatnie biorę jedno po drugim i sprawdzam, czy z każdej strony wyglądają identycznie, czy jaśnieją albo ciemnieją. Zbieram włóczki i kręcę nimi, coraz szybciej i szybciej, by wspomnienia ożyły. Kiedy wirują, gubią jednak ostrość, barwy, kilka wypada mi z ręki. Przestaję i podnoszę te, które upadły. Na nowo nizam na mulinę zapamiętane doznania. Przekładam jedną nitkę nad drugą, starannie wiążę supełki, dociskam. Niektóre zmieniają się w złączenie naszych ust lub palców. Kiedy na powrót stają się nierozerwalną plecionką, nie wiem już, co było rzeczywistością…

Marta Motyl już zbiera materiały do nowej powieści, jednak barwę, będącą jej motywem przewodnim, trzyma w sekrecie. Mam swoje podejrzenia co do tego koloru. Myślę, że będzie to biel… Po pierwsze dlatego, że książka kończy się sceną w której bohaterka pakuje się, by wyjechać w góry. Po drugie, w finale Mocy granatu w Magdzie dokonuje się pewna przemiana. Czy w kolejnym tomie bohaterka stanie się czystą kartą, a na jej ciele i duszy odmaluje się całkiem nowa historia?

16010073_1424101887639919_798759583_o

Autor: Marta Motyl
Tytuł: Moc granatu
Wydawca: Edipresse Książki

Liczba stron: 280
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 13 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-7945-741-0

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce, Marcie Motyl i wydawcy, Edipresse Książki.

edi