Od premiery pierwszej części Xiąg Nefasa zatytułowanej Trygław. Władca Losu minął niemal dokładnie rok. Do księgarń trafiła właśnie kontynuacja powieści Małgorzaty Saramonowicz, tom W zaświatach. Nefas powraca do świata żywych i do snucia niesamowitej opowieści o dziejach Polski w XII wieku. Nadal jest to książka w dużej mierze oparta o historyczne podania, ale w drugim tomie stężenie niesamowitości i fantastyki jest znacznie większe niż w powieści inicjującej cykl.

Jak wspominałam przy okazji recenzowania pierwszej odsłony cyklu o Nefasie, nie jestem fanką fantastyki, jednak wyjątkowo dobrze mi się czyta prozę Saramonowicz. Autorka z powodzeniem łączy konwencję powieści historycznej z fantastyczną, i ma dar tworzenia wciągającej narracji. W tomie W zaświatach pojawia się arsenał istot nadprzyrodzonych znanych z folkloru. Cały słowiański bestiariusz pod postacią wszechobecnych upiorów, wampirów, rusałek, dusiołków, topielic, etc. Ale powieść zainteresuje nie tylko miłośników mitologii i demonologii słowiańskiej.

W pierwszej części cyklu istoty nadprzyrodzone stanowiły swoisty smaczek, dodatek dla bardzo realistycznej opowieści. W drugim tomie są już pełnoprawnymi bohaterami historii. Świat nie dzieli się na ludzi i demoniczne istoty, demony są tu integralną częścią świata. Co więcej, mają moce, które sprawiają, że na drabinie istnienia, stoją wyżej niż zwykli śmiertelnicy. Bóstwa i duchy inspirują i manipulują ludźmi, wspierają bądź odwrotnie krzyżują ich szyki. To one zdają się decydować o ludzkim losie.

Horror, niesamowitość i frenezja w wykonaniu Saramonowicz zasługują na miano mistrzowsko skompilowanych, czerpiących z tego, co najlepsze w tradycji literatury grozy.

Kościół opustoszał. Szron pokrył kolumny i drewniane ławy (…) Naraz z bocznej nawy wysunęła się upiorna postać. Kobieta bez głowy szła w jego stronę, ciągnąc po ziemi swój zakrwawiony czerep za długie, czarne włosy (…) Bezgłowa postać nie przelękła się modłów ni krzyża, którym zasłaniał się biskup. Podeszła blisko, tak blisko, że trupi odór uderzył w nozdrza, i powoli podniosła do góry swą głowę. Krew z odciętego łba poczęła kapać na ziemię, na buty Baldwina i na jego postrzępiony, zszarzały ornat. Wielka Kapłanka trzymała teraz swoją głowę na wysokości twarzy Baldwina. Trupie usta poczęły szeptać mu coś do ucha (…) Gdy sine wargi zamilkły, Baldwin naraz począł się śmiać. I śmiał się coraz głośniej, coraz mocniej, szaleńczo. Mara zniknęła, a on śmiał się i śmiał. Wreszcie padł na kolana i począł dziękować za wieść, którą objawiła mu upiornica.

Książka podzielona jest na bardzo krótkie rozdziały, dzięki czemu ta dość złożona i wielowątkowa powieść staje się wartka i dynamiczna. Poza fragmentami kroniki Nefasa zatytułowanej Dzieje nie ma tu zbędnych słów. Żadnego bajdurzenia, same konkrety. Saramonowicz bardzo umiejętnie oddaje klimat dawnych wieków, zadbała o stylizację języka. Zarówno słownictwo, jak i składnia, to jak zindywidualizowany jest język poszczególnych bohaterów, przydaje autentyzmu i pozwala przenieść się w wyobraźni do tych zamierzchłych czasów. Choć to może krzywdzące dla autorki i dowiedzie tylko jak bardzo stereotypowo postrzegam literaturę, ale na usta ciśnie mi się określenie „proza w męskim stylu”… Obrazowo, dosłownie i bez skrępowania o zabijaniu, seksie, rywalizacji, zdradzie – kobiety rzadko piszą w taki sposób. Może Saramonowicz przeciera szlaki…

nefas2

Obfitująca w intrygi książka Saramonowicz, to nie tylko historia walki o władzę, to głównie opowieść o ludzkich pragnieniach i słabościach. Tym smaczniejsza, że przebrana w stare szaty. Perfekcyjnie wystylizowana, mroczna i pociągająca. 

logo_znak

Dziękuję Wydawnictwu Znak za nadesłany egzemplarz recenzencki.