Buszujący w zbożu to powieść często określana mianem kultowej. Zaraz po wydaniu w 1951 roku, wzbudziła wiele kontrowersji i stała się książką zakazaną. Obecnie należy do kanonu lektur szkolnych w Ameryce i znajduje się na liście stu najpopularniejszych książek według dziennika „Le Monde”.

Miałam okazję przeczytać kilka dłuższych opowiadań J. D. Salingera. Franny i Zooey, Wyżej podnieście strop cieśle i Seymour – Introdukcja to utwory, w przypadku których na usta ciśnie się określenie „literatura wysoka”. Pisane finezyjnym stylem i bogatym językiem historie członków rodziny Glassów, bardzo różnią się od Buszującego w zbożu. Tutaj narratorem jest zbuntowany nastolatek, opowieść ma więc adekwatną do jego osobowości i wrażliwości formę. Potoczny, naznaczony wulgaryzmami język; skłonność do hiperbolizacji; pełna dygresji, sprawiająca wrażenie chaotycznej narracja. Dzięki takiej stylizacji ponad trzydziestoletniemu wówczas autorowi udało się stworzyć realistyczną i wiarygodną opowieść przekazywaną z perspektywy nastolatka.

Historia opisana przez amerykańskiego pisarza jest banalnie prosta. Szesnastoletni Holden Caulfield zostaje – nie po raz pierwszy – wydalony z prestiżowej uczelni. Zamiast wrócić do domu i stawić czoła problemom, spędza kilka dni wałęsając się po Nowym Jorku. Spotyka dziwnych ludzi, wpada w tarapaty, zostaje bez grosza… Lecz wbrew pozorom nie jest to pusta opowieść o przygodach rozpieszczonego dzieciaka. Chociaż w wielu momentach Holden zachowuje się dziecinnie i nieodpowiedzialnie, nie można nie zauważyć, że jest inteligentnym, dojrzałym chłopakiem, posiadającym dar obserwacji. Jest ogarniętym pesymizmem, samotnym i zagubionym młodym człowiekiem, który nie akceptuje rzeczywistości, jest rozczarowany sytuacja społeczną, religią oraz wieloma innymi aspektami życia.

Buszujący w zbożu to także opowieść o autorytetach, a raczej ich braku. Brak wzorców do naśladowania, brak zaufania dla dorosłych, którzy albo zostawiają dzieci samym sobie, albo nadużywają ich ufności.

Holden znajduje się na granicy dzieciństwa i dorosłości. Z jednej strony zatapia się w infantylnych fantazjach, odgrywa dramatyczne sceny rodem ze starego kina, pragnie pozostać beztroskim dzieckiem, z drugiej ma świadomość, że musi zacząć myśleć o przyszłości, towarzyszy mu niepewność i lęk, że dokona złych wyborów, popełni błąd i „spapra sobie życie”. „Pewne rzeczy powinny pozostać niezmienne” – mówi Holden. Nie chce być dorosły, bo dorosłość utożsamia z obłudą, hipokryzją, pogonią za sukcesem finansowym, zaprzedaniem ideałów, utratą tożsamości.

Buszujący w zbożu to relacja z wielopoziomowej podróży. Jest podróż dosłowna, jest też podróż w głąb siebie, a także podróż fantazmatyczna – projektowane w umyśle marzenie o ucieczce, zostawieniu za sobą świata, który rozczarował, codzienności, która tłamsi i odnalezieniu spokojnego miejsca na ziemi. Miejsca, w którym będziemy się dobrze czuć i do którego będziemy pasować. Jednocześnie Salinger zawarł w powieści myśl, że jeśli człowiek nie znajdzie w sobie wewnętrznej harmonii, to choćby szukał na drugim końcu świata, nigdzie nie będziesz szczęśliwy. „Tobie nic i nigdzie się nie podoba” – mówi do głównego bohatera młodsza siostra, Phoebe, a i on sam w końcu dochodzi do wniosku, że: Człowiek nie może znaleźć sobie nigdzie miłego, spokojnego miejsca, bo takiego miejsca nie ma”.

Sama nie wiem, na czym polega fenomen tej książki. Może na tym, że jest to utwór o nas wszystkich. Nie trzeba mieć doktoratu z filozofii, żeby wiedzieć, że każdy z nas był kiedyś młody i, mimo pewnych różnic, łączy nas wszystkich charakterystyczna dla okresu dojrzewania wspólnota doświadczeń. W Buszującym w zbożu znajdziemy całe spektrum uczuć i emocji. Samotność, strach, gniew, rozczarowanie, miłość, przyjaźń, lęk o przyszłość, etc. Wszystko, co każdy z nas czuł ze zwielokrotnioną mocą w młodości i czego na pewno jeszcze nie raz przyjdzie nam doświadczyć. Dodatkowo utwór Salingera jest wciągającą opowieścią, którą czyta się błyskawicznie. Kilka godzin lektury i rodzi się myśl: „Szkoda, że już koniec, ale za jakiś czas znów ją sobie przeczytam”. Dla mnie było to drugie spotkanie z Buszującym w zbożu. Po raz pierwszy czytałam go prawie dziesięć lat temu, po maturze, podczas pobytu za granicą. Zrobił wtedy na mnie ogromne wrażenie. Na pewno łatwiej było mi utożsamić się z bohaterem, w tym konkretnym momencie mojego życia. Znalazłam się w nieznanym miejscu, wśród obcych ludzi. Mniej więcej w tym samym czasie dostałam wiadomość, że nie przyjęto mnie na studia. Byłam samotna i zagubiona. Zupełnie nie widziałam, co dalej robić. Wszystkie te czynniki sprawiły, że opowieść Salingera była mi wyjątkowo bliska.

Sześćdziesiąt lat temu książka mogła szokować, ale obecnie, kiedy dla literatury – i szerzej, sztuki – nie ma już tematów tabu, Buszujący w zbożu jest zwyczajną historią o zwyczajnych ludziach napisaną w bardzo niezwyczajny sposób. Dla mnie lektura powieści Salingera była jak podróż do przeszłości, do czasów kiedy wszystko było niepewne, kiedy nie wiedziałam jaką drogą podążyć, co zrobić ze swoim życiem, aby w przyszłość osiągnąć choć namiastkę szczęścia. Myślę że Buszujący w zbożu to książka, do której trzeba wracać. Czytać co dekadę, aby móc spojrzeć z dystansem na przeszłość, przeanalizować dotychczasowe życie, a tym samym docenić to co mamy i kim jesteśmy.

Buszujący w zbożu to powieść, którą polecam absolutnie wszystkim – od nastolatków po ludzi starszych. Jeśli o mnie chodzi to na pewno nie koniec mojej przygody z J. D. Salingerem. Już planuję sprawić sobie pod choinkę tomik Dziewięć opowiadań oraz wydaną w tym roku biografię pisarza pióra Kennetha Slawenski’ego.

Autor: J. D. Salinger
Tytuł: Buszujący w zbożu
Przekład: M. Słysz
Wydawnictwo: ALBATROS
Liczba stron: 304
Wydanie: XI (2013)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12 x 19 cm
Cena z okładki: Brak
ISBN: 978-83-7885-811-9