Czytanie ostatnich słów i patrzenie na ostatnie litery książki Joanny Bator to dla mnie mała trauma. Z dwóch całkowicie sprzecznych powodów. Po pierwsze dlatego, że książka się kończy, po drugie dlatego, że się nie kończy…

Hipnotyzująca i surrealistyczna proza Bator działa na mnie zupełnie jak filmy Davida Lyncha. Całkowicie zatapiam się w tym wyimaginowanym świecie, a koniec opowieści wywołuje we mnie niezrozumiałe przygnębienie i uczucie pustki. Co! Już koniec? Dlaczego ta powieść taka krótka? Mogłaby mieć kolejne czterysta stron… Ale paradoksalnie powieści Joanny Bator nie mają wyraźnego zakończenia ani jednoznacznej puenty. Z jednej strony ten brak finału irytuje, z drugiej cieszy, bo historie Bator się nie zamykają. Pozostają niedomknięte. To pewne, że będą miały swój dalszy ciąg. Co więcej sama mogę sobie zalążek tej nowej opowieści wyobrazić. Początek i koniec zawsze jest podróżą, ruchem. Każdy kto czytał poprzednią książkę pisarki, Wyspę Łzę, dostrzeże, że Rok królika jest jej przedłużeniem, ale też alternatywną wersją. Z jednej strony czymś na kształt kontynuacji, z drugiej przeobrażoną i przeniesioną na bardziej nam znany grunt historią o podróży, uciekaniu przed sobą i jednoczesnym gonieniu siebie.

Tadeusz Różewicz pisał w Niejasnym wierszu:

mówiłem że cię nie znam
ale mówiłem w tobie
mówiłem że ciebie nie ma
ale byłem w tobie
uciekałem od ciebie
[…]
mówiłem jesteś złudzeniem
[…]
uciekałem nie wiedząc
że cię gonię

Dokładnie to samo robi bohaterka Bator. To samo i wiele więcej.

Rok królika to kolejna po Wyspie Łzie opowieść o poszukiwaniu sobowtóra, utraconej bliźniaczki. Nie wiadomo na ile prawdziwej, a na ile wyimaginowanej. Alter ego pisarki  i podróżniczki z Wyspy Łzy, któremu nadała imię Anna Karr, w Roku Królika staje się alter ego Julii Mrok, również pisarki. Do tego  faktycznie istniejąca zaginiona kobieta, Sandra Valentine, której poszukiwania opisała Bator w poprzedniej książce, w najnowszej powieści pojawia się jako Sandra, jedno z trzech ogniw tajemniczej więzi łączącej trzy kobiety istniejące na styku realności i fantazji. Do tego dochodzi jeszcze bohaterka powieści tworzonej przez narratorkę Roku królika. Jest tylko papierowym portretem, a może ożyła i zamieszkała w świecie, który zapełniają równie nietuzinkowe i groteskowe postacie?

Bezdomny starzec, który ozdabia wielką choinkę śmieciami; właścicielka lumpeksu, która wygląda jak zawodowy bokser; chłopiec z zajęczą wargą, mówiący zagadkami; detektyw na opak, nieudacznik, zamiast kawy z mlekiem pijący mleko z kroplą kawy; zakochany w głównej bohaterce szaleniec, na każde pytania odpowiadający, tak samo jak ty, etc.

Rok Królika – analogicznie do Wyspy Łzy – zaczyna się od zniknięcia. Zniknęła bez śladu, słowa które były genezą poprzedniej książki Bator, stają się rdzeniem kolejnej literackiej opowieści. Julia Mrok przeczuwa, że coś jej grozi, istnieją poszlaki, że ktoś dybie na jej życie, więc postanawia zniknąć. Buduje od podstaw nową tożsamość. Odrobinę tyje, zmienia kolor włosów i oczu, staje się  Anną Karr. „Przed” przestaje dla niej istnieć, zaczyna nowe życie jako ktoś inny. A ponieważ jest dość znaną pisarką, ze skłonnością do ekscesu i dramatu, śledzi doniesienia o własnym zniknięciu w prasie, staje się czytelniczką swojego życia, czekającą na następny rozdział, równolegle tworząc własną powieść, bo wysłuchiwanie i spisywanie historii to jedyna rzecz, którą potrafi i chce robić. To jeden z niewielu atrybutów poprzedniego życia, z których nie zamierza rezygnować. Z czasem okazuje się, że miejsce – które przyciągnęło ją za sprawą prasowego nagłówka o morderczym Króliku Grozy siejącym śmierć i spustoszenie w Ząbkowicach Śląskich – w niczym nie przypomina tradycyjnego „sennego miasteczka”. To piekło na granicy jawy i snu.

Czy bohaterka szuka czegoś/kogoś, czy szuka siebie? Czy ucieka przed śmiertelnym zagrożeniem, a może przeciwni,e śmierć ją przyciąga, kierowana przez destrudo, popęd śmierci, pragnie rozpłynąć się w niebycie…?

dsc_4734

Rok królika to wielowątkowa i wieloznaczna historia, dla mnie jednak jest przede wszystkim opowieścią o podwojeniach. Sobowtóry, bliźnięta, kopie i półkopie czyhają tu na każdym kroku. Zaczyna się od pseudonimu drobnego oszusta, od którego bohaterka kupuje broń i fałszywe dokumenty. Osobnik ów ukrywa się pod pseudonimem Dwojak – z rosyjskiego sobowtór. Jest to też wyraźne nawiązanie do Sobowtóra Dostojewskiego. Podwojona jest litera „r” w nowym nazwisku głównej bohaterki. Julia/Anna opuszcza dwóch partnerów, starszego Aleksandra i młodszego Ala, którzy czasem powtarzają to samo zdanie jednocześnie, co daje wrażenie niesamowitości i grozy… Dawniej miała innego kochanka, Leona, którego ojciec, Leon Senior, prowadził w sekrecie dwa, bliźniaczo podobne, życia,  miał dwie rodziny, jego obie żony nosiły to samo imię, obaj synowie byli w tym samym wieku, bo spłodził ich niemal w tym samym czasie. W powieści są dwie porzucone przez właścicieli gazety, które stają się znakiem i przyśpieszają nieuniknione. Jest Wiktoria Frankowska – właścicielka hotelu, w którym ukrywa się uciekinierka – kobieta o dwóch, dosłownie, obliczach. Do tego wszystkie te podwojone, rymujące się i lustrzane imiona… Siostry Fabiola i Mariola, których – podobnie jak bezimiennych bliźniaczek z Piaskowej Góry – nikt nie odróżnia. Te dojrzałe kobiety poruszają się i mówią jakby były jednym organizmem, syjamskimi bliźniętami dzielącymi ciało i umysł. Kiedy o czymś opowiadają, dzielą zdania na pół, ziewają natomiast równocześnie i synchronicznie. Nie zabrakło też legendarnego już zdjęcia bliźniaczek, mocno przytulonych dziewczynek w uroczych sukieneczkach, których uczesane w kitki włosy wyglądają na przewiązane jedną białą kokardą, a noga przy nodze na wspólną kończynę. Są też dwie makabryczne lalki barbie powieszone na choince oraz dziwne plastikowe okulary które dublują obraz i pokazują w miejsce jednego dwa księżyce i dwóch staruszków. Nawet domy są jak bliźnięta syjamskie, identyczne i zrośnięte ze sobą… Wreszcie Sandra i Julia, domniemane rozdzielone bliźniaczki wiodące lustrzane życia. Życie Julii Mrok i Sandry Jasnej biegło równolegle, ale tego, co zdarzało się pierwszej, druga doświadczała w spotęgowanej i wynaturzonej formie. 

dsc_4727

Przykłady podwojenia w Roku królika można by mnożyć i mnożyć. W powieści Bator wszystko nosi znamiona szeroko rozumianej sobowtórowości. Ludzie, przedmioty, architektura. Chyba można mówić w tym przypadku o konwergencji świata przedstawionego, bo niemal wszystko jest tu do czegoś podobne, a jeśli nawet nie, to z czasem się upodabnia. Do tego pojęcia takie jak prawda, rzeczywistość, ja, są u Bator płynne. Wszystko nieustannie transformuje, dlatego jedna rzecz może być wieloma, a wiele okazać się jedną i tą samą…

Dałam się zwieść pozorom. Julia Mrok i ja, Sandra Jasna i Sandra z „Marcowych dzieci” byłyśmy warstwami skóry na tym samym ciele, obdarzonym godną potwora zdolnością transformacji i maskarady.

Bator jest jedyną znaną mi pisarką która używa przestarzałego słowa „samotrzeć”. Jedyną. W dodatku używa go dość często. Ten archaiczny wyraz oznacza we troje, we trzy, we trzech. U Bator rzeczy są podwójne, ale nierzadko też potrójne. To właśnie trójca jest ideałem i pełnią.

Julia Mrok dokładnie tego pragnęła, wspólnoty złożonej z niej i dwóch mężczyzn, i to był dla niej ostateczny i jedyny argument by spróbować.

Bator obraca na nice jedną z powszechniejszych męskich fantazji, by być z dwoma kobietami – najlepiej bliźniaczkami – na raz. W jej wersji to kobieta ma dwóch partnerów, w sferze seksualnej, ale i w codziennym życiu. Jest to z jednej strony zaspokojenie erotycznych pragnień, z drugiej coś głębszego. Chęć życia w małym stadzie. Potrzeba bezpieczeństwa i symetrii, która wypełnia się gdy po dwóch stronach bohaterki stoi dwóch bliźniaczych mężczyzn, Aleksander i Al.

Ważną rolę odgrywa w tej opowieści znany od wieków symbol, trzy splecione w okrąg króliki, obecny w logo powieściowego Spa Pod Królikiem.

trzy-kroliki

Znamienne jest to, że zwierzęta mają tylko trzy uszy. Wspólne, które zrastają się w symboliczny trójkąt, tworząc z trzech królików jeden organizm, króliczą wersję uroborosa i trójjedni. Bator pisze, że królik jest symbolem androgynii, bo niegdyś wierzono, że może w cyklu życia zmieniać płeć. Królik symbolizuje sprzeczne cechy, biegunowo różne przymioty jak odwaga i tchórzliwość. Jest zatem jak oryginał i jego doppelganger, coincidentia oppositorum, jedność przeciwieństw, dopełniające się antytezy, charakterystyczna dla motywu sobowtóra dychotomia i komplementarność. Nietrudno odczytać potrójnego królika wpisanego w okrąg jako metaforę nieskończoności, ciągłego ruchu i stawania się, a to prowadzi z powrotem do kwestii początku i końca – a dokładniej ich braku – w powieściach Bator, a także pewnej sobowtórowości, lustrzaności jej pisarstwa, szczególnie dwóch ostatnich książek, Wyspa Łza i Rok Królika.

1

W Roku królika pojawiają się te same motywy (poszukiwanie prawdy o sobie pod pretekstem tropienia fantazmatycznej bliźniaczki), wątki (trzęsienie ziemi i tsunami na japońskiej wyspie Honsiu jako efekt motyla, który zaburza równowagę w mikrokosmosie sennego miasteczka), swoiste artefakty (zdjęcie bliźniaczek), co w poprzednich książkach Bator, ale historia ta nie jest powtórzeniem, ani kopią. Jest oryginałem tyle że wyrosłym z czegoś na kształt prototypu, pierwowzoru. Rok królika jest czymś podobnym, a jednocześnie różnym od Wyspy Łzy. Podobnym na tyle, by istniała więź i tożsamość – wykraczająca poza nazwisko autorki – pomiędzy obiema opowieściami, różnym na tyle, by mówić o stworzeniu nowego uniwersum, w którym te same motywy, postaci oraz lustrzane wydarzenia odgrywają nowe role, tworzą nowy spektakl.

Derrida – twórca niejednoznacznego terminu différance przetłumaczonego na język polski jako „różnia” – powiedział kiedyś słowa, które można by streścić następująco: coś jest sobą o tyle, o ile różni się od czegoś drugiego. Bator zdaje się trzymać tej zasady, ale przesuwa granicę tak bardzo jak tylko się da.

Mnie cieszyło każde podobieństwo między Aleksandrem i Alem, podobnie jak widoczne od początku różnice między nimi. Miałam wrażenie, że są podobni i różni dokładnie tak jak trzeba, żebyśmy razem stanowili całość. 

Notuje pisarka w imieniu Julii Mrok. I coś podobnego można by powiedzieć o jej książkach. Stanowią całość, są w jakiś sposób nierozdzielne, ale są też odrębnymi, suwerennymi historiami. Powiedziałabym, że Rok królika jest – w stosunku do poprzedniej książki – pójściem o krok, a raczej dwa kroki, dalej.

Rok Królika ponownie jest też książką o pisaniu, tworzeniu narracji, zszywaniu powieściowej fabuły na podobieństwo patchworka. Literacki utotemtyzm i metafikcja to stałe elementy prozy Bator. Pisarz jako demiurg, ale też monstrum, które pożera nie tylko siebie ale też innych, tworząc z nich spotworniałe portrety, zamieniając wspomnienia i intymne doświadczenia w powieściowe fantasmagorie. Bator/Mrok/Karr ma w głowie dobrze posegregowane archiwum z informacjami o własnym i cudzych życiach – podobne do kartoteki Jonesy’ego, bohatera Łowcy snów Kinga – z którego czerpie w miarę potrzeb. W Wyspie Łzie autorka „żerowała” głównie na sobie. Kto jest pierwowzorem bohaterów Roku królika? Może też ona sama. Jej ukryte głęboko urojone sobowtóry… Bator nie tylko umieszcza w nowej powieści refleksje na temat specyfiki pracy pisarza, swoistości dzieła literackiego, ale też strzępki zakulisowych działań wielkich wydawnictw oraz stosunek do krytyki literackiej, z której jawnie drwi. Parodiuje krytyków usiłujących rozebrać tekst literacki na czynniki pierwsze, nierzadko dopatrujących się w nim tego czego de facto tam nie ma. Ten artykuł pewnie też by wyśmiała… Pisarka kpi też z czytelnika, ale robi to z taką klasą, że nie można mieć jej tego za złe. Harlequinowskie wyimki z tworzonego przez Annę Karr romansu, są tandetne, przerysowane i nasycone stereotypami, ale i tak wchodzę w ten świat i czuję lekkie rozczarowanie, gdy pisarka przerywa w najciekawszym momencie. Bator wie dobrze jak stworzyć literacki pastisz i toczyć wyrafinowaną grę z odbiorcą, sięgając do pokładów ironii.

Autorka ma wielki dar. Potrafi tkać powieści całkowicie oderwane od rzeczywistości, a zarazem mocno w niej zakotwiczone. Odrealnionych ludzi i oniryczne miejsca, które są jak prawdziwe.

Zmyślanie na własnych prawach to najczystsza odmiana prawdy.

Jej bohaterowie mylą życie i tekst, autorka robi to samo. Miesza prawdopodobne z niesamowitym, faktografię żeni ze zmyśleniem, łączy różne konwencje i gatunki literackie, a ja pochłaniam to dokładnie tak, jak nazywana „narracyjną bulimiczką”, główna bohaterka. Sama Joanna Bator też zdaje się nią być, dlatego jestem przekonana, że już szykuje kolejną opowieść. Na razie może tylko karmi się historiami, ale niebawem zaczną się z niej wylewać i zapełniać strony nowej powieści. Bo gdy pisze, mam o czym opowiadać, a więc istnieję!, mam wrażenie, że pisze o sobie. Pisanie wychodzi Bator świetnie, więc nie ma wyjścia, musi to robić.

A jeśli chodzi o bliźniaczkę, nadal jest poszukiwana. Bohaterka nadal przed nią ucieka i nadal ją goni.

Jedynie moja bliźniaczka będzie mi towarzyszyć do końca, twarda jak kamień, nieuchwytna jak mgła, nieczuła ani na moje próby zwrócenia jej uwagi, ani pozbycia się jej. 

Te słowa sprawiają, że wierzę, iż uczucie straty i bóle fantomowe nie ustały. Bolesna pustka przy równoczesnym odczuciu obecności cienia, który jest tuż obok także. Dlatego prawdopodobnie to nie ostatnia opowieść Joanny Bator o mrocznej bliźniaczce.

dsc_4721

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, Rok królika to najlepsza współczesna Alicja w krainie czarów jaką czytałam!

*

Zainteresowanym parafrazami carrolowskiej Alicji w Krainie Czarów w literaturze i popkulturze polecam: ilustrowaną książkę Rolanda Topora, Alicja w Krainie Liter, powieść Aleksandry Zielińskiej, Przypadek Alicji, komiksy Alicja oraz Alicja po drugiej stronie lustra Jerzego Szyłaka.