Nietrudno się domyślić, że książka Affinity Konar zainteresowała mnie ze względu na motyw bliźniąt. Miała to być następna lektura pozwalająca zbliżyć się o kolejny krok do tajemnicy motywu sobowtóra i poznać kilka nowych faktów o niesamowitej więzi bliźniąt, tymczasem stała się podróżą do przeszłości – jednego z najbardziej dramatycznych okresów w dziejach świata – oraz wyprawą w głąb umysłu dziecka rozdzielonego ze swoją drugą połową i zamkniętego w obozie zagłady.

Długo zajęło mi przeczytanie tej powieści. Zazwyczaj sobowtórowe historie połykam w dzień, góra dwa, tym razem lektura trwała ponad tydzień, ale to dlatego, że trafiłam na coś więcej niż tylko książkę z motywem sobowtóra/bliźniąt w tle. Chociaż Affinity Konar opisuje tylko mały wycinek obozowego świata i egzystencji w Auschwitz, chociaż poświęca książkę właśnie bliźniętom, które stały się przedmiotem (sic!) eksperymentów doktora Mengele, Mischling, czyli kundel nie jest historią którą czyta się ot tak, dla rozrywki czy przyjemności obcowania z literaturą. To dramatyczne, bolesne i poruszające doświadczenie, powieść, którą trawi się powoli, którą trzeba przerywać, bo cisnące się do oczu łzy nie pozwalają dalej czytać… Choć jest to fikcja literacka, wytwór wyobraźni Affinity Konar, książka jest mocno zakotwiczona w rzeczywistości i historii. Autorkę zainspirowały losy sióstr bliźniaczek Evy i Miriam Mozes oraz innych dzieci pochodzących z mnogich ciąż, na których – zafascynowany genetyką i eugeniką – Josef Mengele prowadził swoje obłąkańcze eksperymenty. Tych które przetrwały obóz i tych, o których świat zapomniał.

Pierwsza książka Konar, The Illustrated Version of Things, przeszła bez echa. Mischling, czyli kundel, jej druga powieść dowodzi, że autorka ma pisarski talent, opowiada jak wytrawny i doświadczony pisarz. Niespełna czterdziestoletnia autorka łączy na kartach książki przejmujący obraz wojennego okrucieństwa z pięknem i lirycznością dziecięcego świata, ucieczki w wyobraźnię, marzenia. Dostrzegam w tej powieści tylko jedną wadę. Na początku lektury miałam wrażenie, że autorka nie może się zdecydować czy chce prowadzić narrację z perspektywy dziecka, czy dorosłego wracającego do dzieciństwa we wspomnieniach. Podczas lektury daje się wyczuć, że bardzo infantylny, dziecięcy punkt widzenia miesza się z dojrzałym tonem, zaskakującym nawet jeśli dotyczy dziecka wyjątkowo inteligentnego i wrażliwego.  To jedyny aspekt tej opowieści, który mnie w jakiś sposób uwierał. Może to zamierzony zabieg, ukazać że narratorki tej opowieści tkwią okrakiem między teraźniejszością a traumatyczną przeszłością, opisują i analizują dawne przeżycia bogatsze o późniejsze życiowe doświadczenia…

Michling, czyli kundel ma dwie narratorki, siostry bliźniaczki Stusię i Perłę. Dziewczynki mają po dwanaście lat, kiedy trafiają do obozu koncentracyjnego i choć właściwa opowieść zaczyna się właśnie wtedy, poprzedza ją niezwykłe piękny prolog. Już te pierwsze zdania powieści sprawiają, że „zakochuję się” w Mischlingu

Zostałyśmy stworzone, pewnego razu. Moja bliźniaczka Perła i ja. A właściwie dokładniej rzecz ujmując, to Perła została uformowana, a ja się z niej wydzieliłam. Ona wycisnęła swoje piętno w łonie, a ja skopiowałam jej sygnaturę. Przez osiem miesięcy istniałyśmy w owodniowej zadymce, dwie różowe mitenki ułożone na wyściółce u matki. Nie wyobrażałam sobie niczego znakomitszego niż wspólne łono, lecz gdy rusztowania naszych mózgów upodobniły się do kości słoniowej, a śledziony dojrzały, Perła nabrała chęci, by zobaczyć więcej świata. I wydarła się z matki, wypluty noworodek. Chociaż była wcześniakiem, to równocześnie zmyślnym dowcipnisiem. Zapewniałam siebie, że to jeden z jej żartów, że zaraz wróci i będzie się ze mnie śmiała. Gdy jednak nie wróciła, straciłam oddech. Czy zdarzyło ci się kiedyś musieć żyć bez najlepszej cząstki siebie, która zdryfowała nie wiedzieć jak daleko? Jeśli tak, z pewnością zdajesz sobie sprawę z niebezpieczeństw wynikających z takiego stanu. Gdy zostałam bez tchu, serce także ucichło, a mózg ogarnęła gorączka. Cała w płodowej różowości stanęłam przed taką oto prawdą: bez niej zmienię się w odłupek pozbawiony wszelkiej wartości, w człowieka niezdolnego do kochania. Dlatego poszłam w ślady siostry i pozwoliłam, by dłonie lekarza wyrwały mnie na zewnątrz, przyłożyły klapsa i wystawiły na światło. Zaznaczmy przy tym, że wcale nie płakałam w czasie tej gwałtownej i niechcianej zmiany. Nawet wówczas gdy rodzice zignorowali moje życzenie, by i mnie dać na imię Perła.

Niesamowita, legendarna bliźniacza więź, oparta nie tylko na jednakowości ciał, ale przede wszystkim na połączeniu dusz, umysłów, intuicji… W książce Konar nie brakuje takich lirycznych, poetyckich fragmentów. Kontrastują z nimi opisy tortur i eksperymentów jakim poddawał Mengnele dzieci i dorosłych naznaczonych jakąś innością, w jakiś sposób niezwykłych. Bliźnięta, karły, chłopiec z ogonem…  Pomimo tematyki, kreślenia obrazu rzeczywistości, w której okrucieństwo jest na porządku dziennym, Konar nie epatuje obrazami brutalności i przemocy. Naprawdę mocne, wstrząsające obrazy zdarzają się tu rzadko, ale tym silniej oddziałują na odbiorcę, bo nie sposób przywyknąć do nazistowskiego bestialstwa, które co dzień dotykało bliźniąt i innych więźniów obozów zagłady.

Główne bohaterki, dorastające dziewczynki radzą sobie z obozową rzeczywistością najlepiej jak potrafią. Starają się chronić jedna drugą, brać na siebie cierpienie i ciężar bolesnych doświadczeń. 

Przeżycie zależało od planowania. Z pewnością. Uświadomiłam sobie, że będziemy musiały ze Stusią dzielić życiowe obowiązki. Zawsze przychodziło nam to naturalnie, więc tam, w ciemności wczesnego poranka, podzieliłyśmy się następująco: Stusia weźmie radość, zło i przyszłość. Ja zajmę się smutkiem, dobrem oraz przeszłością. Kategorie te nachodziły na siebie, ale miałyśmy z tym do czynienia już wcześniej. Moim zdaniem podział był sprawiedliwy, jednak Stusia po rozdzieleniu obowiązków zaczęła mieć wątpliwości. – Dostałaś gorszy zestaw – oceniła. – Zamienimy się. Ja wezmę przeszłość, a ty przyszłość. Przyszłość zawsze daje więcej nadziei. – Podoba mi się tak, jak jest – stwierdziłam. – Weź przyszłość. Ja już i tak mam radość, więc ty powinnaś mieć przyszłość. Będzie bardziej sprawiedliwie.

Ta wzruszająca historia siostrzanej miłości wywarła na mnie niezacieralne piętno. Wiem, że za jakiś czas na pewno wrócę do lektury Mischling, czyli kundel. To dla mnie jedna z TYCH książek. Opowieści, które poruszają moje czułe miejsca i które traktuję bardzo – może nawet za bardzo – osobiście.

Dodatkowo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Perła i Stusia, choć posiadają indywidualność i zostały literacko odmalowane jak żywe, istniejące osoby, są czymś na kształt symbolu. Z jednej strony konkretną parą bliźniąt, rodzeństwem, zainspirowanymi realnymi postaciami bohaterkami literackimi, które z drugie strony symbolizują wszystkich „podopiecznych” Mengelego, każde dziecko, któremu przyszło dorastać w obozie i które utraciło w czasie wojny niewinność.

Eva i Miriam Mozes opuszczająca mury Auschwitz wraz z niewielką garstką ocalałbych bliźniat po wyzwileniu Auschwitz przez Rosjan w 1945 roku.

Eva i Miriam Mozes  (dziewczynki na pierwszym planie trzymające się za ręce) opuszczające mury Auschwitz wraz z garstką innych ocalałych dzieci po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku.

mischling

Autor: Affinity Konar
Tytuł: Mischling, czyli kundel
Wydawca: Prószyński i S-ka

Przekład: Agnieszka Barbara Ciepłowska
Liczba stron: 416
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka
Format: 13 x 20 cm
ISBN: 978-83-8097-022-9

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

proszynski4