Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony. Droga z wody przez powietrze do ziemi wydaje się zbyt długa, nawet jak na ostatnią.
Smutek wyciągnął się na leżaku i czytał.
– Jak to jest – zapytał, składając gazetę – że ty w ogóle nie potrafisz płakać? Nie jesteś przecież zwierzęciem, tylko małym człowiekiem, powinnaś mieć tę sztukę w małym palcu. Zobaczmy, czy czasem nie płaczesz do środka.
Otworzył dziecku usta, w których po chwili wezbrała woda, przelała się i nie przestawała spadać po brodzie. Smutek przyłożył do niej palec i oblizał:
– Słone. Jest tak, jak myślałem.
Oderwał kawałek gazety, zagniótł w statek, włożył do niego mrówkę i zwodował w ciągle otwartych ustach.
– Tak – powiedział, patrząc, jak papier nasiąka, a mrówka wspina się na żagiel. – Tak – powtórzył, a miało to znaczyć tyle co westchnienie nad pięknem stworzonej przed chwilą figury.
Po jakimś czasie wyrzuciło statek na brzeg ust. Mrówka suszyła się przy nich dopóty, dopóki nie była w stanie przebierać nogami. Później poszła w dół. Gdy dziecko wylało już wszystkie zaległe łzy, smutek powiedział:
– Teraz nauczę cię jak się płacze. Jeśli tego nie pojmiesz, możesz utopić się w sobie.

Powyżej przytaczam w całości jedną z miniatur z tomiku Nakarmić kamień, zatytułowaną Statek. Wyróżnia się na tle zbioru czymś co nazwałabym surrealistycznym obrazowaniem. Jestem ciekawa czy autorka, oprócz pióra, sięga czasem po pędzel… Czytając ten krótki utwór miałam opisaną tu metaforyczną scenę – współczesną parabolę – wyraźnie przed oczami, jakby była powieszonym na ścianie płótnem, na które spoglądam.

dsc_4315

Dłuższy tekst na temat zbioru Bronki Nowickiej – oraz kontrowersji wokół zwycięstwa autorki w tegorocznej edycji Literackiej Nagrody Nike – przeczytacie na jednym z moich ulubionych blogów Cocteau & Co. Ja tymczasem napiszę dosłownie kilka osobistych refleksji i spostrzeżeń. Czym jest dla mnie Nakarmić kamień i jakie uczucia wzbudziła we mnie ta krótka lektura.

dsc_4316

Pomijając mistrzowską formę poematów prozą Nowickiej, jej miniatury są o czymś. Nie są wydumane. Są bardzo autentyczne. To obraz relacji rodzinnych, zapis dorastania, starzenia się, popadania w szaleństwo. Z jednej strony w tych historiach jest coś uniwersalnego, bliskiego doświadczeniu każdego z nas, z drugiej to zapis bardzo intymnego, jednostkowego przeżycia. Również perspektywa ukazywania tych pozornie wyrwanych z kontekstu scen jest dwoista. Raz z dystansem, „dziecko poszło”, „dziecko wzięło”, innym razem identyfikując się i utożsamiając z tym dzieckiem, „ja poszłam”, „ja wzięłam”.

Rozsiadając się wczoraj wieczorem na kanapie z lampką wina i przy subtelnej muzyce, byłam przygotowana na liryczną literacką podróż, ale nie byłam przygotowana na to, że Nakarmić kamień wyciśnie ze mnie łzy. Ból fizyczny i emocjonalne cierpienie. Gwałt na odległość. Rany zadawane obojętnością i nieobecnością. Nikt jeszcze nie pisał o przemocy tak jak Bronka Nowicka. Nikt.

Dziecko, które próbuje nakarmić kamień, zatroszczyć się o ten zimny, martwy przedmiot. Dziecko, które samo jest kamieniem. Opuszczonym, przez nikogo niezauważanym. Dziecko, które jest głodne i puste? Nienapełnione miłością i troską.  Dziecko, które mimo że czuje się niczym, chce powiedzieć: „Jestem”!

Tylko jeden komentarz przychodzi mi do głowy po lekturze Nakarmić kamień:

Pani Bronko, gratuluję i dziękuję.

z20584380qbronka-nowicka-nakarmic-kamien

Autor: Bronka Nowicka
Tytuł: Nakarmić kamień
Wydawca: Biuro Literackie

Seria wydawnicza: Poezje
Liczba stron: 56
Wydanie: II (2016)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 16 x 21 cm
ISBN: 978-83-65125-02-6