Powieść Larsa Keplera Piaskun ma mroczną i hipnotyzującą okładkę. Przyglądałam się jej dłuższą chwilę i pomyślałam, że może znajdę tu swój ulubiony motyw literacki. Nie pomyliłam się. Pojawia się w głębi lektury, ale jaki to motyw nie zdradzę wprost, aby nie psuć nikomu przyjemności z lektury.

Na wstępie kilka słów o Piaskowym Dziadku. To istota z germańskich wierzeń, od wieków pojawiająca się w folklorze i sztuce. Jednak wiele wskazuje na to, że – podobnie jak to było w przypadku Doppelgängera – Sandmann ma swój rodowód nie w kulturze ludowej, a w literaturze. Nie zachowały się żadne podania opisujące Piaskowego Dziadka, najstarszym tekstem, w którym pojawia się ta tajemnicza postać jest opowiadanie niemieckiego romantyka Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna – twórcy słynnej powieści Diable eliksiry – zatytułowane Piaskun. Możliwe zatem, że Piaskowy Dziadek najpierw pojawił się literaturze – w 1817 roku u Hoffmanna, a następnie, w 1841, w baśni Andersena – i stamtąd został wtórnie zaszczepiony na gruncie wierzeń ludowych.

Keplerowski Piaskun z legendarnym stworzeniem ma niewiele wspólnego. Tytuł powieści należy odbierać raczej jako symboliczny. Oczywiście w książce pojawiają się fragmenty legendy o Piaskunie, a nawet bezpośrednie odwołania do utworu Hoffmanna, ale na tym paralele się kończą.

W opowiadaniu Hoffmanna niańka takimi słowy wyjaśnia dzieciom kim jest Piaskun:

„To taki niegodziwiec, który przychodzi na zawołanie, kiedy dzieci spać iść nie chcą, i rzuca im garściami piasek w oczy, aż im z orbit wychodzą; wtedy je pakuje do worka i zanosi na księżyc swoim dzieciom do zjedzenia. Te zaś […] mają jak sowy ogromne zakrzywione dzioby, którymi łapczywie zjadają oczy powydzierane nieposłusznym dzieciom”.

Na dziesięcioletnim Natanielu słowa te wywierają takie wrażenie, że lęk przed Piaskunem towarzyszy mu przez resztę życia. Urojony wróg nieustannie dręczy mężczyznę, co ostatecznie doprowadza go do obłędu i śmierci. Współczesny Piaskun jest równie niebezpieczny i złowieszczy, ale znacznie bardziej materialny i przyziemny. A jeżeli o ziemi mowa, to zastępuje ona ofiarom Piaskuna ciepłe i wygodne łóżka. Tytułowym bohaterem powieści Keplera jest seryjny morderca o nazwisku Walter. Psychopata porywa stopniowo całe rodziny wprost z ich domów. Uprowadzonych zakopuje żywcem i podaje im przez rurkę tlen. Na to wypaczenie snu będą skazani dopóty, dopóki ostatni wolny członek porwanej rodziny nie zrobi tego, czego oczekuje oprawca, albo do momentu gdy wyczerpana ofiara nie umrze śmiercią „naturalną”. Zabójca jest wyjątkowo inteligentny i przebiegły, ale każdemu kiedyś powija się noga. Walter zostaje aresztowany i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym o zaostrzonych warunkach bezpieczeństwa, mimo to mieszkańcy Sztokholmu nie są bezpieczni. Ludzie nadal znikają. Porywacz siedzi w celi, ale zdaje się mieć wpływ na to, co dzieje się na zewnątrz.

Walter to skrzyżowanie Hannibala Lectera z powieści Harrisa z Joem Carollem z serialu The Following. Jest pozbawionym skrupułów socjopatą, wybitnym strategiem i mistrzem manipulacji. Nawet zakuty w kajdany stanowi zagrożenie. Zdaje się czytać ludziom w myślach, znać ich najskrytsze sekrety i obawy. Wystarczy kilka słów z jego ust, żeby człowiek – całkowicie nieświadomie – zrobił dokładnie to, czego od niego chce. Jest bardziej przenikliwy od niejednego psychiatry, a do tego zimny i opanowany. Piaskun usypia ludzką czujność i robi z człowieka somnambuliczną marionetkę. Jeśli nie jest w stanie zniewolić ciała, z łatwością zniewoli umysł. To potwór w przebraniu nieszkodliwego starca.

Jednak Piaskun to nie tyko historia psychopatycznego porywacza i mordercy, to także opowieść o tym jakie spustoszenie wywołuje w człowieku zło, które wkrada się w jego zwyczaje dotąd życie. Cierpi nie tylko ofiara zwyrodnialca, cierpią bliscy, którzy rozpaczliwie szukają swego dziecka, współmałżonka czy rodzeństwa. A jeśli, jakimś cudem, porwanemu uda się uwolnić i wrócić do domu, to czy będzie potrafił zapomnieć o traumie, normalnie żyć? Jakim człowiekiem się stał? Myślę, że autorów – pod pseudonimem Lars Kepler kryje się bowiem para pisarzy, małżeństwo, Alexander i Alexandra Ahndorilowie – z pewnością w jakimś stopniu zainspirowała historia Nataschy Kampusch. Bardzo oszczędny opis bunkra, z którego udało się uciec jednemu z bohaterów powieści, robi piorunujące wrażenie:

„Mikael [..] wzrok ma wbity przed siebie, kiedy opisuje miejsce, w którym spędził tyle czasu. Podłoga… była twarda i ciemna. Sześć kroków w tę stronę i cztery w tę… A ściany były zrobione z betonu, który jest głuchy, gdy się w niego uderza”.

Trudno wyobrazić sobie, że można spędzić w takim miejscu pół życia, a jednak historia Kampusch dowodzi, że jest to możliwe. Również opis włazu podziemnego więzienia do złudzenia przypomina pancerne drzwi do miejsca, gdzie przetrzymywana była Austriaczka, której w 2006 roku – po ponad ośmiu latach niewoli – udało się uciec porywaczowi.

Cokolwiek natchnęło autorów do napisania Piaskuna, uważam książkę za udane połączenie thrillera psychologicznego i kryminału. Klimat jest mroczny, opowieść wartka, a zakończenie… Słowo „zaskoczenie” nawet w połowie nie oddaje mojej reakcji. Ostatnią stronę przeczytałam trzy razy i zastanawiałam się, czy coś mi po drodze nie umknęło. Finału powieści nie można nazwać inaczej jak otwartym. Pozostaje tylko czekać na kolejną książkę szwedzkiego duetu, aby poznać pełne rozstrzygnięcie zagadki Piaskuna.

*

Zainteresowanych niemieckim folklorem odsyłam do leksykonów autorstwa Artura Szrejtera Demonologia germańska oraz Bestiariusz germański. Natomiast tym, których ciekawi historia Nataschy Kampusch, polecam książki 3096 dni oraz Dziewczyna z piwnicy.

 978-83-7536-833-8

Autor: Lars Kepler
Tytuł: Piaskun
Przekład: M. Rey-Radlińska

Wydawnictwo: Czarne
Seria wydawnicza: Ze Strachem
Liczba stron: 499

Wydanie: Wydanie I (2014)
Oprawa: Miękka
Format: 12,5 x 20 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-7536-833-8