Lato zimą, zbiór trzynastu opowiadań, lektura w sam raz na jeden lub dwa jesienne wieczory.

Już otwierająca zbiór historia zatytułowana Amerykański kochanek trafia w czuły punkt. To niezwykle smutna i gorzka opowieść o kobiecie, która w wieku zaledwie trzydziestu lat czuje, że jej życie się skończyło. Ognisty i perwersyjny romans, nagle się kończy, ale okazuje się, że nie można zapomnieć. Ta historia wyniszczającego i spalającego od środka uczucia nie jest może niczym nowym, ale wyjątkowo mnie poruszyła. Zakończenie jest dokładnie takie, jakie sama bym napisała. Prawdziwe w swej prostocie i rozdzierające. Każdy kto doświadczył w życiu tęsknoty i niespełnienia, wraz z finałem tej opowieści poczuje lekkie ukłucie, może nawet uroni łezkę…

Tylko nie zrozumcie mnie źle. Opowiadania Rose Tremain absolutnie nie są ckliwe. Są za to bardzo autentyczne. Zwyczajne, można by powiedzieć, ale jest w nich jakiś ciężar i melancholia, która sączy się z stopniowo z kolejnych stron. Muszę jednak zaznaczyć, że poziom opowiadań jest dość nierówny. Jedne wdzierają się w umysł, jakby chciały tam zamieszkać na zawsze, inne niemal od razu ulatują, jak mało znacząca impresja. Na szczęście te dobre przeważają, dlatego bez wahania poleciłam zbiór Tremain, szczególnie kobietom.

Proza niemłodej już pisarki jest dość odważna. Przyznam, że trochę się zdziwiłam, uświadomiwszy sobie w jakim Rose Tremain jest wieku. Jednak pióro ma nadal bardzo sprawne i nie boi się tematów tabu.  Jednym z tych, które szczególnie często naświetla w tomie Lato zimą, jest miłość lesbijska i biseksualizm.

Brytyjska autorka spisuje własne wizje i alternatywne wersje wydarzeń znanych ze światowej historii i literatury, a podobne opowieści zawsze mnie pociągały. Znajdziemy tu historię – w dużej mierze opartą na faktach – ostatnich dni rosyjskiego literata Lwa Tołstoja, który opuszcza dom rodzinny i skłóconych najbliższych, by spokojnie umrzeć na odludziu. Przeczytamy o samotnej kobiecie, która stała się pierwowzorem demonicznej bohaterki powieści – a następnie jej bardzo znanej hitchcockowskiej ekranizacji – zatytułowanej Rebeka. Pomysł nie do końca oryginalny, bo już dekadę temu Sébastien Ortiz napisał książkę Panna Samotne Serce, wnikając w uniwersum innego dzieła Hitchcocka i kontynuując historię nietuzinkowej drugoplanowej bohaterki filmu Okno na podwórze. Niemniej Ochmistrzyni Tremain to niezwykle ciekawe opowiadanie. Napisane tak, że papierowa – a następnie ekranowa – postać ożywa. Pisarka oddaje w nim głos kobiecie, której biografia zostaje skradziona, a wizerunek zniekształcony i bez jej zgody sprzedany światu.

Wszyscy są przekonani, że jestem postacią wymyśloną: panią Danvers. Powiadają, że jestem tworem wyobraźni; w opinii wielu – najwspanialszym tworem wyobraźni panny du Maurier. Ale ja mam własną historię. Mam własną historię i mam duszę. Jestem żywym człowiekiem.

Pewnie nie zastanawialiście się do tej pory, jakby to było, stać się pierwowzorem bohatera literackiego. Bohatera – dodajmy – negatywnego. Postaci która budzi obrzydzenie i strach… Ale przecież taka sytuacja nie jest niemożliwa. A gdyby autor dodatkowo był kimś bardzo wam bliskim, kimś kto okazał się wyrachowanym manipulantem, który wykorzystał was i opuścił, czy nie chcielibyście przedstawić światu własnej wersji tych wydarzeń…?

Zbiór Lato zimą zamyka jeszcze jedna powszechnie znana opowieść. Historia współczesnych Romea i Julii. Napisana z perspektywy infantylnej młodej kobiety, w narracji i formie przypominająca słynny Dziennik Bridget Jones, tyle że bez happy endu, za to z wyraźnie uobecniającym się antycznym fatum.

Opowiadania Tremain są niezwykle intertekstualne. W zbiorze znalazło się miejsce na literacką ekfrazę. Zainspirowane malarstwem Josepha Stannarda opowiadanie Człowiek w wodzie to wniknięcie w obraz i kontynuacja odczytanego z płótna skrawka historii. Widok na Jezioro Górne jesienią wydaje się być uwspółcześnioną wersją opowiadania Letnicy Shirley Jackson. Z kolei tekst Lato zimą, z którego polskie wydanie tomiku zaczerpnęło nazwę (oryginalne wydanie nosi tytuł The American Lover od otwierającego zbiór opowiadania), jest wyraźnym hołdem dla utworu Zima latem Roberta Penna Warrena.

Jeśli już jesteśmy przy tym oksymoronicznym tytule, to trzeba wspomnieć, że cały zbiór w jakiś sposób opiera się na kontrastach. Chociażby opozycja kobiece – męskie. Są tu oczywiście historie i o kobietach, i o mężczyznach oraz ich relacjach, ale większość tekstów Tremain to opowieści o pojedynczym człowieku, reszta jest tylko tłem. Zdecydowanie bardziej trafiły do mnie opowiadania o kobietach. Ich portrety są wielowymiarowe, podczas gdy męskie wydają się płaskie, banalne i pełne stereotypów… Na przeciwnych biegunach są też dwa pojawiające się w utworach Tremain żywioły, wszechobecna woda i trochę mniej eksponowany – a może nie tyle mniej, co mniej dosłownie, metaforycznie – ogień.

Jak widać niełatwo w kilku zdaniach streścić o czym i jakie są teksty Rose Tremain. Brytyjka pisze o ludziach i ich traumach. O z pozoru błahych wydarzeniach, które niosą spustoszenie i mają ogromne konsekwencje. O biernej zgodzie albo rozpaczliwej niezgodzie na bycie niewolnikiem innego człowieka, własnych uczuć i wspomnień. O „wielkich i jedynych romansach”, których rozpamiętywanie jest jedyną treścią dalszego pustego życia… Cierpkie historie okraszone odrobiną humoru i absurdu, jak czkawka umierającego Tołstoja, czy alegoria ludzkiego życia przedstawiona w przedziwnym opowiadaniu o pojawiającym się znikąd zatęchłym materacu.

A puenta? Ja widzę taką. Czasami los jest niedorzeczny i nie da się z nim walczyć. Czasami jedyne co pozostaje, to rozłożyć się wygodnie i pozwolić ponieść. Życiu i literaturze.

dsc_3823

Autor: Rose Tremain
Tytuł: Lato zimą
Przekład: A. Przedpełska-Trzeciakowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 240
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12 x 19 cm
ISBN: 978-83-280-2741-1

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

logo wydawnictwo wab