W 1948 roku Rosja była dla przeciętnego Amerykanina terra incognita. Miejscem nieznanym, takim o którym trochę się słyszy, ale prawie nic z tego co się słyszy, nie jest prawdą. Tak samo wyglądała inwersja tej sytuacji. Dla Rosjanina Ameryka była równie tajemniczym i okrytym złą sławą krajem, znanym z opowieści, plotek, propagandy… To co obce i nieznane zawsze budzi w człowieku lęk. Amerykański pisarz, John Steinbeck, postanowił ten strach oswoić. Pokazać – bo intuicyjnie to wyczuwał – że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tak rozpoczęła się podróż do krajów ZSRR. Od niewiadomej oraz pragnienia poznania i oswojenia legendarnego sowieckiego potwora.

Późniejszy laureat literackiej Nagrody Nobla wyruszył w nieznane wraz z fotografem – a właściwie fotoreporterem wojennym – Robertem Capą. Wspólnie stworzyli reportaż abstrahujący od polityki i uprzedzeń, aspirujący do ukazania konkretnych miejsc i codziennego życia ich mieszkańców.

Nikt nie pisze o rzeczach, które nas interesują najbardziej. Jak ubierają się Rosjanie. Co jadają na kolację? Czy urządzają przyjęcia? Jaka jest tamtejsza kuchnia? Jak uprawiają seks i jak umierają mieszkańcy Rosji? O czym rozmawiają? Czy tańczą, śpiewają, oddają się rozrywkom? Czy dzieci chodzą do szkoły? (…) Capa wrócił z około czterema tysiącami negatywów, ja przywiozłem kilkaset stron notatek. Zastanawialiśmy się, w jaki sposób opisać tę podróż, i po wielu dyskusjach zdecydowaliśmy się na zapis chronologiczny, dzień po dniu, zdarzenie po zdarzeniu, bez podziałów. Opiszemy, co widzieliśmy i słyszeliśmy. Takie odejście od tendencji nowoczesnego dziennikarstwa wydało nam się odświeżającym pomysłem.

Odwiedzili Rosję i kilka innych krajów za żelazną kurtyną w momencie szczególnym. Był to czas wielkich przemian, podnoszenia się po drugiej wojnie światowej. Sytuacja w ZSRR dynamicznie się zmieniała. Jak ujął to Steinbeck, „to co jednego dnia jest prawdą, następnego dnia może już nią nie być”.

1

Dziennik z podróży do Rosji to relacja ze zderzenia dwóch światów. Mieszkający na stałe w USA uznany pisarz i fotograf, który „zna wszystkie języki świata poza rosyjskim” wyprawiają się w nieznane. Czytelnik otrzymuje właściwie dwie równoległe opowieści – opowieść o Rosji i metaopowieść o tym, jak mozolnie tę historię tworzono. Zebranie materiału do książki nie było łatwym zadaniem. Rosyjska biurokracja, trudności komunikacyjne, absurdalne strzeżenie wszelkich informacji – nawet dotyczących rolnictwa, czy danych demograficznych – na równi z tajemnicami wojskowymi, paranoiczny lęk przed aparatem fotograficznym, cenzura – wszystko to utrudniało pracę nad reportażem.

Jednak, mimo przeszkód, Steinbecka nie opuszczało poczucie humoru. Mamy okazję przeczytać anegdotki o procesie – bo w Rosji lat czterdziestych to był cały skomplikowany proces – zjedzenia posiłku w hotelowej restauracji, wszechobecnych pieczątkach i kwitach; o amerykańskim filmie puszczonym w kinie przez pomyłkę od końca, który znacznie bardziej przypadł reporterom do gustu, niż oryginalna wersja; o kleptomańskich skłonnościach towarzysza podróży Steinbecka, kradnącego napotkanym ludziom książki, dzięki czemu zawsze miał w kieszeni lekturę, ratującą przed nudą w czasie oczekiwania. A tego oczekiwania, było sporo. Momentami doświadczenia Steinbecka i Capy przypominają te opisywane przez Kapuścińskiego. Czy to Rosja, czy Afryka, reporterowi potrzeba dużo cierpliwości. Czekanie i czekanie, nigdy nie wiesz, kiedy wyruszysz w dalszą podróż. Wielkie plany weryfikuje nieprzychylna rzeczywistość i nieżyciowe procedury.

2

W jednym miejscu Steinbeck oddaje głos Capie. Fotoreporter nie pozostaje dłużnym przyjacielowi, który nie raz na kartach książki pokpiwał sobie z niego i serwuje nam krótki, parodystyczny opis Steinbecka i życia z nim pod jednym dachem. Bez rozdziału „Uzasadniona skarga”, autorstwa fotografa, i jego zdjęć ta opowieść byłaby niepełna.

Kurt Vonnegut pisał w Rzeźni numer pięć: „Jednym z największych efektów wojny jest to, że pozbawia osobowości”. Steinbeck pokazuje społeczeństwo, którego nawet wojna nie jest w stanie złamać. Zahartowanych, silnych, zdyscyplinowanych, ludzi, którzy – mimo że muszą koczować w piwnicach pod gruzami swoich domów – zachowali godność, każdego dnia podejmują kolektywny wysiłek, by ich życie wróciło do normy. Pracują, chodzą do szkoły, odbudowują miasta… Ale od każdej reguły jest wyjątek. Szczególnie poruszająca i zapadająca w pamięć wydała mi się historia młodej kobiety, która doświadczenie okrucieństwa wojny przypłaciła obłędem. Jest jak dzikie, zastraszone zwierzę. Żałosne i piękne jednocześnie. Negatyw z jej fotografią był jednym z niewielu, które zarekwirowali rosyjscy urzędnicy podczas podróży powrotnej reporterów do Ameryki…

Tuż za hotelem, w miejscu niewidocznym z naszych okien, było małe wysypisko śmieci. Ludzie wyrzucali tam skórki melonów, kości, obierki ziemniaków i tym podobne rzeczy. Kilka metrów dalej stało coś w rodzaju ziemianki – przypominało kopiec kreta. Codziennie wczesnym rankiem wypełzała stamtąd młoda dziewczyna. Miała długie nogi, bose stopy, chude ramiona, brudne, matowe włosy. Skóra pokryta wieloletnim brudem była brązowa. Kiedy podniosła głowę, zobaczyłem jedną z najpiękniejszych twarzy, jakie kiedykolwiek spotkałem. Jej oczy miały przebiegły, lisi wyraz, ale nie były ludzkie. Dziewczyna nie wyglądała na niedorozwiniętą. Pewnego dnia w oblężonym mieście coś w niej pękło i uciekła w szaleństwo, w zapomnienie. Kucała przy śmieciach, zjadała skórki po melonach i wysysała szpik z wyrzuconych kości. Ten posiłek zazwyczaj trwał około dwóch godzin. Potem kładła się w zaroślach i zasypiała w promieniach słońca. Miała przepiękne rysy i poruszała się z gracją dzikiego zwierzęcia. Inni mieszkańcy piwnic rzadko coś do niej mówili, ale pewnego dnia zobaczyłem kobietę, która wyszła z jednego z otworów w ziemi i podała jej pół bochenka chleba. Dziewczyna prawie warknęła, chwyciła łapczywie chleb i przycisnęła do piersi. Popatrzyła na ofiarodawczynię oczami półdzikiego psa, nieufnie odprowadzając ją wzrokiem – aż tamta znikła w swojej piwnicy – a następnie rzuciła się na bochenek czarnego chleba, cały czas zachowując zwierzęcą czujność. Kiedy pochłaniała chleb, kawałek brudnego szala odsłonił nagą dziewczęcą pierś. Okryła się odruchowo, wzruszającym kobiecym gestem.

Właśnie z takich mikroświatów składa się książka Steinbecka. I tekst, i fotografie tworzą migawki zdarzeń. Historia chłopca, który codziennie staje pod pomnikiem upamiętniającym poległych na wojnie i wspomina zmarłego ojca; opowieść o wiejskiej rodzinie, która dzięki pomocy sąsiadów kończy właśnie budowę swojego pierwszego prawdziwego domu; obraz Stalingradu, postapokaliptycznego cmentarzyska, powojennego śmietniska, które łatwiej byłoby postawić od fundamentów w nowym miejscu, niż odgruzować i odbudować; relacja z przygotowań do obchodów 800-lecia Moskwy porównanych przez pisarza do Sylwestra na nowojorskim Times Square… I unoszący się nad tym wszystkim widmowy Stalin. Jest go wszędzie pełno. Istnieje jako wizerunek, swoista ikona, spoglądająca z portretów i posągów. Wielki Brat patrzy, obserwuje każdy ruch. Jest ciągle obecny, także w ludzkich umysłach.

3

Nie sposób nie zauważyć, że Steinbeck i Capa zaledwie musnęli powierzchnię rosyjskiej, ukraińskiej i gruzińskiej rzeczywistości. Dlatego ich opowieść wydaje się miejscami naiwna. Z drugiej strony sami mają tego pełną świadomość. Niełatwo podczas zaledwie dwumiesięcznego pobytu dotrzeć głębiej. Jednak, jak wspomniałam na początku, pisarz i fotograf nie rościli sobie prawa do ukazania jedynej i słusznej prawdy o Rosji. Ich książka to bardziej relacja z niezwykłej podróży, interesująco opowiedziana – bo Steinbeck ma talent do snucia prostych a zarazem hipnotyzujących narracji – historia spotkania z ludźmi, zetknięcia z odmienną kulturą, która ostatecznie nie wydaje się już tak bardzo inna i obca.

„Ci Amerykanie to tacy sami ludzie jak my”, wykrzyknął ze zdziwieniem jeden z dzieciaków pod koniec wizyty Steinbecka i Capy w jego rodzinnej wiosce. Pisarz i fotograf nie mogli wymarzyć sobie lepszej puenty dla swojej książki.

????????????????????????????????????

*

Dziennik z podróży do Rosji ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Niepublikowana dotąd w Polsce książka jest kolejnym – po wydanym na początku roku Zagubionym autobusie – tomem  dzieł Steinbecka. Na mojej półce jest już kilka egzemplarzy, które pięknie się prezentują. Wydawnictwo zadbało o spójną szatę graficzną serii. Wszystkie tomy mają minimalistyczne, utrzymane w kolorze sepii okładki. Dla miłośników prostych, ale w fascynujący sposób opowiedzianych historii, kolekcja dzieł Steinbecka jest lekturą obowiązkową.

dziennik-z-podrozy

Autor: John Steinbeck
Tytuł: Dziennik z podróży do Rosji
Tytuł oryginału: A Russian Journal
Tłumaczenie: M. Rychlik
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data premiery: 20 września 2016
Liczba stron: 248
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 13 x 20 cm
ISBN: 978-83-8069-447-7

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

proszynski4