Co za okładka! Androgyniczna twarz uwalana błotem i krwią. Dłonie dotykające twarzy i szyi. Dłonie dziwnie zdeformowane, z krogulczymi pazurami… Człowiek czy bestia? Żywy czy trup? Spoglądająca martwym wzrokiem postać przypomina zakopanego żywcem człowieka, który jakimś cudem wygrzebał się z grobu… Ból. Cierpienie. Pustka. Pragnienie zemsty… Co wyraża ta twarz…?

Oglądając tak mroczną okładkę, byłam przekonana, że mam przed sobą zbiór opowiadań grozy. Biorąc do ręki Historie śmiertelne myślałam, że wkraczam w świat horroru i makabry. Ale wydawca nieźle sobie zadrwił z czytelnika, albo to ja wpadłam w pułapkę stereotypów i szablonowego myślenia. Bo tom Mateusza Kuśmierka, poza tytułem i budzącą dreszczyk niepokoju okładką, niewiele ma z literacką grozą wspólnego. A wiecie co jest w tym najdziwniejsze – że wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Historie śmiertelne to kawał dobrej książki. Osadzonej głównie we współczesności, pełnej wyrazistych bohaterów, opowiadającej o ludziach, którzy z różnych powodów znaleźli się nad przepaścią. Trafiamy w sam środek piekła. Tyle że to ziemskie inferno, które ludzie sami sobie zgotowali. Piekło wojny, piekło więzienia, piekło przemocy domowej, piekło związku bez miłości, piekło…

DSC_3665

I jakie było moje zdziwienie, kiedy w ostatnim krótkim rozdziale, pojawiła się wizja piekła eschatologicznego i moment przyznania przed samym sobą, że zabiłem oraz odpowiedzi na pytanie dlaczego zabiłem. Ten ostatni tekst, Przedsionek, to swoisty epilog pozostałych historii. Prosty w przekazie, trochę bardziej wyrafinowany w formie, z ukrytym w swoistym akrostychu przesłaniem/podsumowaniem/pytaniem.

Ale wróćmy do początku. Po pierwsze, mam problem z określeniem gatunku Historii śmiertelnych. Thriller czy kryminał? Zbiór opowiadań czy powieść? Intencją autora było zapewne wymknięcie się podobnym klasyfikacjom. Kompozycja książki przypomina konwencją nowele filmowe. Każdy segment to odrębna historia, jednak kolejne epizody silnie się ze sobą zazębiają. Bohaterowie pierwszoplanowi jednej opowieści stają się trzecioplanowymi innej, i odwrotnie. Jedno miasto. Jedna noc. Dziwne zbiegi okoliczności. Gwałt i przemoc… Historia się rozgałęzia, cofamy się trochę w przeszłość i wybiegamy odrobinę w przyszłość… Zaburzona chronologia, te wszystkie „wcześniej” i „potem” sprawiają, że opowieść jest bardziej enigmatyczna, dynamiczna i ekscytująca. A żeby było jeszcze ciekawiej, na końcu każdej historii trup. Trup i cięcie. Przechodzimy do kolejnego epizodu.

1

Na inspiracje stylistyką filmowa wskazują też powtórzenia. Nie zdziwcie się jeśli podczas lektury, natkniecie się dwa razy na te same zdania, akapity, a nawet całe strony tekstu. Kuśmierek stopniowo odsłania przed odbiorcą kolejne karty. Te same słowa i sceny pojawiają się w nowym, zmienionym lub uzupełnionym o dodatkowe szczegóły kontekście. Do mnie ten zabieg przemawia. Spotkałam się już z podobnym w Zwierzynie Macieja Kaźmierczaka.

Ludzkie działania i ich nieprzewidziane konsekwencje. Kaci i ofiary. Zbrodnia bez kary. Zbrodnia i kara. Mściciele wymierzający sprawiedliwość na własną rękę. Zabijanie innych. Zabijanie samego siebie… Dzieje się, dzieje. Historie śmiertelne są trochę jak film Tarantino – do którego Pulp Fiction Kuśmierek w kilku miejscach nawiązuje. Brutalne ale też błyskotliwe, pełne ironii i specyficznego humoru. Jednak Historie śmiertelne wydają się być czymś więcej, niż sensacyjna historia opowiada ku uciesze mas. Bo obok ekspresyjnej formy, jest tu też treść. Gdy lektura jest atrakcyjna, przystępna w odbiorze, a do tego jeszcze wzbudza jakąś głębszą refleksję, to czego chcieć więcej?

3

Pełno tu odniesień do kultury popularnej i wysokiej oraz tradycji literackiej. Jeden z bohaterów nosi pseudonim Medard, imię na tyle rzadkie, że chyba musi być ukłonem w stronę Diablich eliksirów Hoffmanna… Z kolei za drwienie z Gry w klasy Cortázara mogłabym się na autora obrazić. Jestem ciekawa, czy zadał sobie trud przeczytania tego dzieła, czy tylko chciał „przyszpanować” parodiując kultową powieść…

I tym sposobem płynnie przechodzimy do aspektu książki, który wzbudził moje mieszane uczucia. Autor posługuje się dość bezkompromisowym językiem, a stworzeni przez niego bohaterowie wyrażają radykalne poglądy, które intuicyjnie odbieram jako tożsame z jego własnymi. Z jednej strony jest w tym jakaś odwaga, bo chociaż wolno nam krytykować to, co nas uwiera w kwestiach polityki, historii, spraw społecznych, itp., nie każdy pisarz to robi. Z drugiej strony cynizm Kuśmierka ociera się o arogancję. Tak jakby tylko on – rozszczepiony na kilku bohaterów wypowiadających się w pierwszej osobie – miał monopol na prawdę i wiedzę oraz prawo do bezwzględnego krytykowania wszystkiego i wszystkich. Obrywa się prominentom, celebrytom, hipsterom, artystom, feministkom, kurom domowym, etc… Jeśli zaś o sam język chodzi, to pożera się zachłannie ten potok słów, ale do czasu. Momentami ma się wrażenie sztuczności, przesytu i odczucie, że młody autor trochę się popisuje…

Bilans wychodzi jednak zdecydowanie na plus. Historie śmiertelne to nadspodziewanie dobra książka. Aż z ciekawości postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o autorze, bo wydawca poskąpił nam tych informacji. Mateusz Kuśmierek jest dwudziestopięciolatnim studentem polonistyki i krytyki literackiej. Pochodzi z Bełchatowa. Oprócz literatury pociągają go dziennikarstwo, kino i muzyka. I to czuć w jego debiutanckiej książce. Historie śmiertelne mają zostać przełożone na język angielski. Życzę sukcesów i czekam na kolejne efekty pisarskich zmagań Kuśmierka.

0ab13f8e854faff2d18b5648650ce37f_1

Autor: Mateusz Kuśmierek
Tytuł: Historie śmiertelne
Wydawnictwo: Novae Res

Seria wydawnicza: Kryminał
Liczba stron: 267
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka
Format: 12 x 19 cm
ISBN: 978-83-8083-036-3

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res.

logo-novae-res-300dpi