Wszystko znaleźć można w kotle bezdennym stających się zdarzeń (…) Nie ma kombinacji niemożliwej… Każda kombinacja jest możliwa…

Pisał Witold Gombrowicz w Kosmosie. Kosmos. Cóż to takiego…? Opowieść o martwym wróblu, który stał się adresatem regularnych pielgrzymek, „personatem, odbierającym wizyty”? Pełna absurdu i dialogów rodem z domu wariatów powieść o tajemniczym spisku? Historia człowieka, który się nieszczęśliwie zakochał? Opowieść o zdeformowanych, abiektalnych ustach, które z jednej strony wydają się odrażająca aberracją – w sensie fizycznym i kosmologicznym – z drugiej obsesyjnie pociągają? Traktat o nieskończoności, ciągłym stawaniu się i transformacji świata, niemożności uchwycenia chwili, dojrzenia prawdy i kształtu rzeczywistości? Kosmos to po prostu kosmos. Jest w nim wszystko i może być wszystkim. Nie do końca zbadany, piękny ale i przerażający. Przytłaczający swym ogromem.

DSC_3630 — kopia

Kosmos Gombrowicza nazwałabym przewrotnie antykryminałem. Bo nie jest to powieść kryminalna, ale historia, która zawiera jej elementy i w jakiś sposób odwołuje się do klasyki tego gatunku, przewracając schemat kryminału na nice. Od początku powieści toczy się amatorskie śledztwo w sprawie… No właśnie, czego? Powieszenia wróbla na gałęzi? Powieszenia patyka na sznurku? Ktoś zostawia w domu i na podwórku tajemnicze znaki. Na ścianach i sufitach wypisane są wskazówki. Czy to wyrafinowana gra jednego z domowników, a może nic takiego się nie dzieje. Znudzeni bohaterowie nadinterpretują rzeczywistość. Potrzeba wrażeń jest tak silna, że na siłę szukają sensacji, czegoś, czego mogliby się uczepić, co nadałoby sens ich monotonnemu życiu… Trup pojawia się tu dopiero na końcu. Trup ludzki, bo po drodze są inne pomniejsze truchła. Samobójstwo czy morderstwo? To też pozostaje zagadką. Ale w obliczu wcześniejszych zdarzeń, domyślamy się, kto mógł dopuścić się zbrodni. Kto niejako sabotuje żmudne dochodzenie do prawdy, próbuje oszukać innych, a także własny umysł…

g

Sięgając po Kosmos, trafiłam chyba na idealny moment, by w pełni docenić Gombrowicza. Bo nie ma się co oszukiwać, jego twórczość nie należy do łatwych w odbiorze. Kiedy „zmuszają” nas w wieku lat nastu do czytania prozy i dramatów Gombrowicza – w całości czy to we fragmentach – niewiele z tego rozumiemy. Traktujemy jako surrealistyczny bełkot, w najlepszym wypadku grę z odbiorcą, zabawę językową. Tymczasem Gombrowicz naprawdę genialnie opowiadał. Tyle że do takiej literatury trzeba dojrzeć. Ten słowotok, ciągi rzeczowników, neologizmy, na których można sobie połamać język… To wszystko jest odzwierciedleniem chaosu w ludzkim umyśle. Umyśle artysty. Gombrowicza. Strumień myśli o charakterystycznym rytmie, przerost i nadmiar słów, które – choć w pierwszej chwili może się wydawać inaczej – okazują się nieprzypadkowe.

Istnieje coś jak nadmiar rzeczywistości, jej spęcznienie już nie do zniesienia. Po tylu przedmiotach, których i wyliczyć bym nie mógł, igłach, żabach, wróblu, patyku, dyszlu, stalówce, skórce, tekturce, etcetera, komin, korek, rysa, rynna, ręka, gałki, itd. itd. grudki, siatka, drut, łóżko, kamyki, wykałaczka, kurczę, pryszcze, zatoki, wyspy, igła i tak dalej i dalej i dalej, do znudzenia, do przesytu, teraz ten czajnik, jak Filip z Konopi, ni to od Sasa, ni od Lasa, osobno, gratis, jak luksus bezładu, przepych chaosu. Dość. Ścisnęła mi się krtań. Ja go nie przełknę. Nie dam rady. Dość już. Zawracać. Do domu.

To obrazy, a obrazy pokazuje nam pisarz poprzez słowa. Te słowa tworzą w wyobraźni Gombrowicza konstelacje o ogromnym ładunku emocjonalnym. Jeśli damy się im ponieść, zaczną wybrzmiewać także w naszych umysłach.

gg

Czy myśl kreuje rzeczywistość? Czy widzialny świat jest tylko ułudą, fasadą za którą kryje się inny? To co przedstawił Gombrowicz w Kosmosie to wizja rutyny i powtarzalności, w którą wkrada się jakiś nadnaturalny element. Codzienne rytuały zostają zakłócone przez tajemnicze wydarzenia i poszukiwania odpowiedzi na pytanie: „Co się do diabła dzieje?” Tylko jedno jest tutaj pewne. Wszystko co otacza bohaterów, opiera się na kontrastach. Kobiece i męskie, realne i oniryczne, piękne i szpetne, pociągające i odstręczające, nieruchome i zmienne, etc. A na szczycie tych antynomii, jeszcze jedna, kluczowa – afirmacja i negacja świata. Każda nawet najdrobniejsza rzecz ma swoją wartość, albo nic jej nie ma. Maleńki drobiazg może być dla kogoś całym światem, jego własnym (mikro)kosmosem, ale skupienie się na jednym obiekcie czy osobie, sprawia, że przestajemy dostrzegać większą całość. (Makro)kosmos jest nieuchwytny. Nie tylko przez ograniczoność ludzkiej percepcji, ale też dlatego, że jest w nieustannym ruchu, ciągle się przeobraża… Do tego czas. Przecieka przez palce. Nic nie zostaje… Gombrowiczowski Kosmos to wyraz nihilizmu, dramat jednostki skazanej na nicość.

Kosmos to także spotkanie Erosa z Tanatosem. Nie ma w powieści scen dosłownie erotycznych, ale wszystko jest tu podszyte erotyką i perwersją. Dochodzi też do zderzenia miłości z okrucieństwem i pragnieniem destrukcji.

Bo my już byliśmy w sobie zakochani, ona też mnie kochała, któż mógł wątpić, jeśli ja chciałem ją zabić, to ona musiała mnie kochać.

Jak w innych dziełach artysty tak i tu nie brakuje absurdu. Ale – jak pisał sam Gombrowicz – niedorzeczność to taki kij, który ma dwa końce, na jednym biegunie niedorzeczność, na drugim dorzeczność… 

Dziś zamiast podsumowania, wyznanie: Mam na imię Karolina, mam trzydzieści lat i zakochałam się w Gombrowiczu…

gggg

*

W ubiegłym roku premierę miał Kosmos, ostatni film w karierze Andrzeja Żuławskiego. Zmarły pół roku temu wybitny reżyser, który tworzył głównie za granicą, podjął się niełatwego zadania zekranizowania również ostatniego ze stworzonych przez Gombrowicza literackich światów. Niestety nie miałam jeszcze okazji obejrzeć filmu – rodzimi dystrybutorzy jak zwykle się ociągają – ale z zainteresowaniem przeczytałam jego recenzję na blogu Cocteauandco. Autorka tekstu, mieszkającą we Francji Polka, widziała filmową adaptację i czytała książkowy oryginał. Swoimi wrażeniami dzieli się w tekście Kosmos Gombrowicza, Kosmos Żuławskiego. Polecam.

Ale szczególnie polecam wam sam Kosmos. W jego rozedrganiu. W senności i szale. W bezruchu i nieustającej przemianie. Pięknie i brzydocie. Zwyczajności i niecodzienności…

gkaw

Witold Gombrowicz, Kosmos, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988.
[Na fotografiach także: Witold Gombrowicz, Kronos, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.]