Betonowy Pałac to pierwsza powieść Grzegorzewskiej, która wpadła mi w ręce. Miałam okazję przeczytać w „Chimerze” kilka opowiadań tej autorki, ale żadne mnie nie zachwyciło. Co innego ta niebieska cegła – dosłownie ją pochłonęłam.

Główny bohater i narrator owej historii, Profesor, to postać wyjątkowo intrygująca. Z jednej strony inteligent, miłośnik literatury, znawca malarstwa, filozofii, psychologii, jednym słowem humanista, a z drugiej uwielbiający mordobicie, wiecznie napalony koks, z którego ust niemal nieustannie wylewa się potok bluzgów. Mężczyzna ten pojawia się po dwóch latach nieobecności w Krakowie i… Bardzo szybko żałuje powrotu na stare śmieci.

Okazuje się, że pod jego nieobecność trochę się pozmieniało. Jego dzielnicą rządzi bezwzględny dyktator zwany Opiekunem. Na imię ma Gabriel i chociaż zawsze ubiera się na biało, z aniołem ma niewiele wspólnego – chyba że z upadłym. „Wszyscy najgorsi kryminaliści, sadyści i psychopaci skupili się wokół Gabriela, bo tam są siła i moc, i przyzwolenie na hardkor”. Jeśli zaś o hardkorze mowa, to wykreowana przez Grzegorzewską karykatura biblijnej ostatniej wieczerzy ma szansę na długo zapaść czytelnikowi w pamięć. Opiekun potrafi bowiem – jak Wład Palownik – połączyć biesiadowanie z okrutną zemstą na wrogach, a widok tortur i zbrodni uważa za miłe dla oka, i wcale niepsujące apetytu, widowisko.

Autorka rozpoczyna każdy z rozdziałów muzycznym lub filmowym mottem. Pomysł nie do końca oryginalny, bo niejeden autor już tego próbował – mnie przychodzi do głowy chociażby Stephen King, który każdy rozdział Christine poprzedził cytatem z piosenki – jednak w wykonaniu Grzegorzewskiej  wyjątkowo mi się spodobał, bo oprócz tekstów muzycznych sięgnęła po fragmenty kultowych filmów noir i kryminałów, które uwielbiam. U mnie proces wyglądał następująco: pożeram wzrokiem motto; chwila zadumy; przed oczami stają jak żywe sceny z filmów, a w wyobraźni rodzą się hipotezy na temat wątków i motywów, które się w tym fragmencie powieści pojawią; powrót do lektury.

W ogóle kinematograficzne inspiracje są w Betonowym pałacu wszechobecne. Kreacje bohaterów na wzór filmowych postaci (wyszczekana Lilianna przez cały czas lektury malowała się w mojej wyobraźni jako odzwierciedlenie Iris z Taksówkarza, a i okoliczności spotkania małoletniej prostytutki z jej wybawcą były zbliżone), analogiczne zdarzenia, lokalizacje (Osiedle jako miejsce w które nie zapuszczają się ludzie z zewnątrz, niczym Cabrini Green z Candymana albo Old Town w Sin City), ale też pokrewieństwo w konstrukcji opowieści, budowaniu scen na podobieństwo filmowych kadrów i sekwencji. Również zakończenie powieści ma w sobie coś filmowego. Zagadka została niby rozwiązana, zaginiona kobieta odnaleziona, seryjny morderca zdemaskowany i unieszkodliwiony, a tu nagle twist i okazuje się, że nie było tak, jak się wszystkim wydawało.

Grzegorzewska stworzyła obraz radosnej patologii. Chociaż przekroczyła wszelkie tabu, opisując pedofilów, psychopatycznych morderców, homoseksualistów, odmóżdżonych ćpunów, kazirodcze związki i wiele, wiele innych wypaczeń, okrasiła to taką dawką humoru i pokazała z takiej perspektywy, że nie sposób traktować tego poważnie. Osiedle i jego mieszkańcy to krwawy freak show. Zamiast budzić grozę, bawi i dostarcza rozrywki.

Polska pisarka pokazuje też, że nie ma ludzi tylko dobrych albo tylko złych. Każdy z tych „porządnych” ma coś na sumieniu, a nawet najgorszy socjopata może –  w sprzyjających okolicznościach – pohamować mordercze instynkty i ujawnić swoje ludzkie oblicze.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy sięgnąć po Betonowy pałac mogę powiedzieć tylko jedno: Czytajcie! Nie brakuje tu czarnego humoru, język jest dosadny, wulgarny i nasycony komizmem, a zakończenie takie, że nikt by się nie domyślił. Czego chcieć więcej?

Grzegorzewska_Betonowy_m

Autor: Gaja Grzegorzewska
Tytuł: Betonowy pałac
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 506
Wydanie: Wydanie I (2014)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 15 x 22 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-08-05375-1