Miała być recenzja Po-twarzy, a zamiast tego jest po-recenzji… Kilka godzin pisania na marne. Chciałam Wam opowiedzieć jaka to ciekawa książka, traktująca twarz i ciało jako zagadnienie filozoficzne, umieszczająca je w różnych kontekstach, wyjaśniająca tkwiącą w twarzy ambiwalencję, której na co dzień nie dostrzegamy, etc. Bo czy wiedzieliście, że twarz jednocześnie jest widoczna i niewidoczna – zupełnie jak ta recenzja, która była prawie gotowa, pozostało przeczytać, zrobić korektę i dodać zdjęcia… Ale najpierw lepiej zapisać zmiany, bo trzeba zapisywać – mąż mi to zawsze powtarza.

Panel WordPress, guzik ‘Zapisz szkic’, klikam i… Strona zawieszona. Tekst ewaporował… Nie ma, nie było… Klnę straszliwie. Sąsiedzi pewnie słyszeli.

Mogłabym spróbować to odtworzyć, napisać od nowa, ale tego nie zrobię… W końcu jedna z definicji szaleństwa mówi, że to wykonywanie tej samej czynności, oczekując że przyniesie odmienny skutek. Z resztą znając moje szczęście do technologii i szczęście w ogóle, wszystko by wyparowało po raz drugi… Niech ma maniaczka powtórzeń i podwojenia. Niech pozna tę grozę…

Obraziłam się na pisanie. Nie chcę mieć z nim przez jakiś czas nic do czynienia. A jak na pisanie to i na czytanie. Dlatego jutro zero książek. Będę cały dzień siedzieć przed telewizorem. Aż mi łeb spuchnie…

Mogłam się domyślić, że ten klaun na okładce nie wróży nic dobrego…