W 1997 roku austriacki reżyser Michael Haneke zrealizował film Funny Games (dziesięć lat później sam stworzył lepiej znany szerszemu odbiorcy remake z popularnymi amerykańskimi aktorami w rolach głównych). Powieść Opętani jest dla mnie literackim odpowiednikiem tego filmu. Nie wiem, czy Chuck Palahniuk oglądał Funny Games, ale zawarł w swojej książce tę samą myśl. Człowiek kocha przemoc, uwielbia patrzeć na cierpienie innych, jest żądnym krwi potworem, który swój głód zaspokaja czytając horrory, oglądając makabryczne filmy, zabijając w wirtualnym świecie gier komputerowych. W ten sposób pośrednio, a co najważniejsze bez żadnych konsekwencji, wyładowuje agresję i zaspokaja mroczne, krwiożercze instynkty.

Książka Palahniuka, podobnie jak film Hanekego, jest misternie zaplanowaną grą z odbiorcą. Obaj twórcy zdają się zadawać pytanie: Skoro to takie obrzydliwe i wynaturzone, to dlaczego na to patrzysz? Dlaczego nie wyłączysz telewizora/nie przerwiesz lektury? Nie zrobisz tego, bo zło cię fascynuje. Chcesz kolejnej dawki okropieństw, następnej historii obnażającej ludzką ohydę. Twoją ohydę.

Opętani to historia grupy ludzi, którzy postanowili zamknąć się na trzy miesiące we współczesnej Villi Diodati. Opuszczony teatr miał stać się miejscem, gdzie nieodkryte jeszcze literackie geniusze stworzą swoje wielkie dzieła i zdobędą sławę. Szybko okazuje się, że wyselekcjonowani przez organizatora warsztatów, adepci sztuki pisarskiej zupełnie inaczej wyobrażali sobie to „literackie ustronie”. Całkowicie odizolowani od świata, zamknięci niczym w bunkrze bohaterowie wpadają w panikę, odkrywszy, że stali się więźniami psychopaty, który w dodatku jest tu razem z nimi. Oprawca i ofiary? Nic podobnego. U Palahniuka nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje.

Z książki wyłania się niezbyt budująca refleksja na temat kondycji współczesnego człowieka. Ludzie dzielą się na dwie grupy: takich, którzy lubią cierpieć i takich, którzy lubią patrzeć jak cierpią inni. Pierwsi obnoszą się ze swoim bólem, jest im wspaniale w roli ofiary, martyrologia jest dla nich drogą do sławy i bogactwa, są w stanie sprzedać wszystko, nawet własną traumę. Mało tego, jeśli żadnej nie doświadczyli to ją – na potrzeby mediów, talk show, kina i literatury – sfabrykują. Okaleczą się własnoręcznie, zrobią sobie nieodwracalną krzywdę, a winą obarczą kogoś innego. Bez znaczenia kogo. Będą kreować swój wizerunek męczennika, mitologizować swoją tragedię i robić z niej widowisko tak długo, jak długo ktoś będzie chciał patrzeć i płacić. Drudzy to cisi podglądacze z satysfakcją obserwujący cudze nieszczęście. Chcą poznać wszystkie mrożące krew w żyłach szczegóły, pragną nasycić się widokiem ran, krwi i trupów. Uwielbiają słuchać o cierpieniu, szukają sensacji nawet tam, gdzie jej nie ma. Według Palahniuka jedni i drudzy są swoimi własnymi ofiarami. Sami siebie sprowadzają do roli kukieł, rekwizytów w tym groteskowym spektaklu. Palahniuk obnaża mentalność współczesnego człowieka z jego pragnieniem życia w świetle jupiterów. Bawiąc się popkulturowymi kliszami wykpiwa uzależnienie od rozgłosu i celebrytyzm. Zamienia Villę Diodati w Dom Wielkiego Brata, którego mieszkańcy prześcigają się w ekstrawaganckich, perwersyjnych i autodestrukcyjnych zachowaniach, które choć na chwilę zapewnią im popularność.

Większość treści Opętanych jest osadzona w świecie rzeczywistym i bardzo realistycznie zobrazowana, ale są też fragmenty, w których autor zupełnie nie dba o logikę. Młoda wysportowana Miss Ameryki, która w dniu uwięzienia nie ma choćby śladu ciążowego brzuszka, rodzi po niecałych dwóch miesiącach pobytu w zamknięciu. Panna Kichawka, która jest nosicielką śmiertelnego i rozwijającego się w zastraszającym tempie wirusa, nie zaraża nawet jednego ze „współwięźniów”, chociaż do tej pory umierał każdy, kto miał z nią jakikolwiek kontakt. Jest to podejrzewam celowy zabieg autora, aby uzmysłowić odbiorcy, że w dzisiejszym świecie pod takimi pojęciami jak prawda czy wiarygodność nie kryje się już żadna uniwersalna wartość. Obecnie to tylko puste słowa. Każdy tworzy swoją własną opowieść. Każdy buduje swoją własną wersję rzeczywistości, swoją prawdę.

Książka ma oryginalną, trójdzielną kompozycję. Składa się z powieści rozbitej na kilkanaście niedługich rozdziałów oraz takiej samej ilości lapidarnych poematów oraz opowiadań. Ponieważ jestem wielbicielką krótkich form, konstrukcja ta trafiła w mój gust. Dodatkowo taka – z jednej strony eklektyczna, z drugiej posiadająca wyraźne granice gatunkowe – struktura pozwala uporządkować wielowątkową opowieść oraz udzielić głosu wszystkim uczestnikom tej makabrycznej zabawy. Każde opowiadanie to autonomiczna historia, opowieść z życia jednego z bohaterów. Opętani są jednocześnie powieścią, zbiorem opowiadań i antologią poematów jednego autora rozszczepionego na dziewiętnaścioro postaci. Pod względem kompozycyjnym Palahniuk wykazał się kreatywnością i formalną inwencją.  A myślałam, że po Grze w klasy Cortázara już nic mnie nie zaskoczy.

Podczas lektury epizodu zatytułowanego Górskie fondue przypomniał mi się wyjątkowo sugestywny opis odmrożeń pióra Grahama Mastertona. W Demonie zimna przedstawił śmiercionośne działanie mrozu tak obrazowo, że po kilkunastu latach ta scena nadal stoi mi przed oczami. Palahniuk skierował zainteresowania ku przeciwnemu biegunowi zjawiska i w równie realistyczny sposób zilustrował, jak ludzkie ciało gotuje się od oparzeń.

Opętani to – nawiązując do tytułu jednego z opowiadań – szkatułka pełna koszmarów, kolekcja makabrycznych opowieści, w obliczu których wszelkie Piły, Hostele, i tym podobne rzezie zwyczajnie bledną. Palahniuk przekroczył granice tego, co nazywamy literackim horrorem, przelał na papier historie o: sadystach, kanibalach, złodziejach tożsamości, dewiantach seksualnych, seryjnych mordercach, zabójcach w afekcie i ludziach, którzy zabijając innych, chcą po prostu zabić nudę; opisał wszelkie plugawości, jakie tylko można sobie wyobrazić i uczynił je przerażająco realistycznymi. Chyba po raz pierwszy w pełni zgadzam się z opisem wydawcy na odwrocie książki. Tym razem to nie tylko chwyt reklamowy i czcze obietnice, książka Palahniuka naprawdę przyprawia o nocne koszmary – mówię całkiem szczerze, dwa dni lektury równa się dwa senne koszmary, na szczęście po odstawieniu książki objawy ustępują.

W rozprawie Nadnaturalny horror w literaturze H.P. Lovecraft pisał, że „strach jest najstarszym i najsilniejszym uczuciem rodzaju ludzkiego”. Uważał także, iż powstałe pod wpływem trwogi opowieści cechują się autentyzmem i realizmem. W Opętanych jest pod dostatkiem realizmu, można też założyć, że za inspiracje niektórych historii posłużyły prawdziwe wydarzenia – szczególnie pierwsze opowiadanie Flaki, wydaje się znajome – jeśli zaś chodzi o strach, to jest on tym, co łączy autora i odbiorcę. Palahniuk wyrzucił z siebie swoje największe lęki i zamknął w blisko pięćsetstronicowym tomie. Osoba zatopiona w lekturze ponownie przywołuje potworne obrazy, oswaja się z nimi i, tak jak autor, doświadcza oczyszczenia. Opętani są swego rodzaju krótkotrwałym egzorcyzmem, zarówno dla pisarza jak i czytelnika.

Jedno jest pewne. Nie jest to lektura dla każdego. Polecam ją pełnoletnim fanom horroru, których nerwy i odruch wymiotny już trochę zahartowały niezliczone stronice pełne grozy i okropieństw.

 img005

Autor: Chuck Palahniuk
Tytuł: Opętani
Przekład: M. Potulny

Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Liczba stron: 475
Wydanie: I (2009)
Oprawa: Miękka
Format: 12 x 19 cm
Cena z okładki: 34
ISBN: 978-83-60979-10-5