„Osobliwością doliny Issy jest większa niż gdzie indziej ilość diabłów”, przeczytamy na początku powieści Czesława Miłosza. W tej fascynującej krainie – i w opisującej ją poetyckiej historii – roi się od nadprzyrodzonych zjawisk i istot. W „Dolinie Issy” nie zabrakło też epizodu wampirycznego. Dusza samobójczyni Magdaleny, nie zaznaje po śmierci spokoju. Młoda kobieta staje się upiorem nękającym okolicznych mieszkańców. Dochodzi do obrzędu, który nosi wszelkie znamiona praktyk antywampirycznych. Miłosz drobiazgowo opisuje ten, wcale nie fikcyjny, rytuał, który – mimo, że zabroniony przez kościół – był w Europie praktykowany nawet jeszcze na początku XX wieku.

Tylko starszyzna wioski, kilkunastu gospodarzy zostało dopuszczonych. Zebrali się pod wieczór i pili dużo wódki. Bądź co bądź każdemu z nich było niewyraźnie i starali się dodać sobie odwagi […] Powinno się przystępować do tego w ciemności […] Wiał silny wiatr i dęby chrzęściły suchymi liśćmi. Ognie w wiosce już przygasły i była tylko czarność i ten szum. Kiedy już wszyscy nadeszli na placyk przed kościołem, skierowali się gromadą na miejsce i ustawili się naokoło jak mogli na zboczu tutaj już stromym. W okrągłych szkłach latarń, za ochroną z metalowych prętów, płomyki skakały, miotały się, ganiane podmuchami. Najpierw krzyż. Postawiony, żeby został tak długo, jak starczy sił drewnu, żeby przegnił i zmurszał w swojej zakopanej części i pochylił się powoli, po latach; wyjęli go i położyli ostrożnie z boku. Następnie, kilkoma pchnięciami, zburzyli pagórek grobu, na którym nikt nie pielęgnował kwiatów, i zaczęli pracować, pośpiesznie, bo jednak straszno. Składa się w ziemi człowieka na wieczność i zaglądać po iluś tam miesiącach, co się z nim dzieje, jest przeciwne naturze […] To, co znaleźli, potwierdziło wszystkie przypuszczenia. Po pierwsze ciało nie było wcale zepsute. Opowiadali, że zachowało się, jakby złożone było wczoraj. Dowód wystarczający: tylko ciała świętych albo upiorów mają tę właściwość. Po drugie Magdalena nie leżała na wznak, tylko odwrócona, twarzą w dół, co również jest znakiem […] Przewrócili ciało na wznak i najostrzejszą łopatą, uderzając z rozpędu, jeden z nich odciął głowę Magdaleny. Zaciosany koł z pnia osiny był przygotowany. Oparli go o jej pierś i wbili, uderzając tępym końcem siekiery, tak że przebił z dołu trumnę i dobrze się zagłębił. Następnie głowę, biorąc za włosy, umieścili w jej nogach, założyli wieko i zasypali już teraz z ulgą i nawet ze śmiechem, jak zwykle po chwilach dużego napięcia […] Niepokoje na plebanii ustały natychmiast i nie słyszano już odtąd o jakichkolwiek popisach Magdaleny.