Człowiek myśli, że nic się nie stanie, że będzie sobie żył, śmierć oddala od siebie, wcale nie myśli o niej, a ona przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Samochód, tramwaj, spadająca dachówka, rak, o którym nie miało się pojęcia. Wylew. Tętniak. Można się zakrztusić. Zawał. Wystarczy mieć słabe serce i kibicować złej drużynie. Utonięcia. Sepsa. Porażenie prądem. Porażenie słoneczne. Nawet jazda na rowerze bez kasku. Śliska droga i motocyklista. Dużo wódki, zima i spóźniony autobus. Niezamknięte drzwi ostatniego wagonu pociągu. Pomyłka chirurga, Pomyłka położnej. Pomyłka policjanta. Pomyłka złodzieja. Nieznana alergia, na przykład na użądlenie pszczoły. Gwóźdź w dłoni dziecka i kontakt. Za dużo butaprenu. Grzyby. Nieświeże mięso. Mógłbym jeszcze mnożyć. Prawie każdy z tych wymienionych przypadków leżał u mnie na stole. 

Zanim tytułowy preparator wypowie te słowa, popłyną potoki innych, niezwiązanych ze śmiercią i zawodem „obmacywacza trupów”. Jeśli zdecydujecie się na lekturę Preparatora musicie przygotować się na książkę pełną anegdot, dygresji, komentarzy bardzo dalekich od tematu śmierci i pochówku. Nie znajdziecie tu szczegółów dotyczących preparowania zwłok, ale znajdziecie historię zakompleksionego jąkały i mańkuta, który w pewnym momencie oddalił się od żywych, a za mocno zbliżył do zmarłych.

Teoretycznie jest to dialog, bo anonimowy preparator opowiada komuś swoją historię, ale w praktyce monolog, gdyż odpowiedzi na zadawane „rozmówcy” pytania rzadko padają, interakcje są ograniczone do minimum. Poznajemy historię jednego człowieka w kontekście diagnozy całego narodu, polskiej mentalności i epoki absurdów w której przyszło mu żyć.

Najpierw był niechcianym dzieckiem, czarną owcą w rodzinie. Poniżany przez matkę, osamotniony, wystawiony poza nawias, szukał swojego miejsca. Zakochał się. Kilka chwil szczęścia, a potem znów odrzucenie. Został grabarzem, kopał za dwóch, lubił wracać do domu zmęczony, nie miał wtedy siły na myślenie o swoim nędznym położeniu. W końcu założył rodzinę. Żona, dzieci, normalny z pozoru dom. Zmiana pracy na lepiej płatną. Składał trupy do kupy, łatał w nich dziury, zszywał, mył, robił delikatny makijaż. Po tych zabiegach jego „klienci” czasami wyglądali lepiej niż za życia. Potrafił po zapachu stwierdzić, jak długo ktoś nie żyje. Uwielbiał głaskać włosy martwych kobiet… Wykonywał pracę do której nie potrzebne było „żadne tam wykształcenie, żadne książki, egzaminy. Tylko odporność psychiczna i siła”. W pewnym momencie chyba tej siły zabrakło. A na pewno zabrakło moralnych zahamowań.

Wydawać by się mogło, że w tej książce nie ma napięcia, ale ono jest i to po mistrzowsku budowane. Całe to plugastwo serwuje autor dopiero na finiszu. Czytelnik wie, że coś okropnego się wydarzyło, ale tylko częściowo przeczuwa co.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki w jakiś sposób przesuwa granice. Na pewno niejedną osobę Preparator zniesmaczy. Ja sama nie czytałam zbyt wielu równie transgresyjnych opowieści. Mimo że pisarze i filmowcy nie raz już brali się za problematykę samobójstwa, kazirodztwa i nekrofilii, nadal są to tematy tabu. Poza tym co innego fikcja, beletrystyka, a co innego czytać o czymś ze świadomością, że to naprawdę się działo.

W książce padają słowa: „Przecież cały świat usłany jest podobnymi historiami. Nasze szczęście, że po prostu nigdy ich nie słyszeliśmy, nigdy o nich nie przeczytaliśmy, nigdy się o nich nie dowiemy.” Coś w tym jest. Czasem może lepiej nie wiedzieć i uniknąć sennych koszmarów…

Finał książki porażający. Tak nagle i niespodziewanie coś takiego… Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie Preparatora przyszło mi do głowy: „Masakra. Tylko  kanibalizmu tutaj brakuje, i to najlepiej takiego spod znaku filmu Głód miłości, zjadania ludzi żywcem.” À propos to jest w pewnym sensie historia właśnie o głodzie miłości. Głodzie akceptacji i ciepła. O niezaspokojeniu, braku, pustce, która popycha w stronę mroku.

Dziwny moment sobie wybrałam na taką lekturę. W ubiegłym tygodniu byłam na dwóch pogrzebach i zaraz po drugim wzięłam do ręki Preparatora. W połowie książki uświadomiłam sobie, że to chyba nie najlepszy czas, za wcześnie… A może właśnie dlatego książka Klimko-Dobrzanieckiego mnie jakoś podświadomie przyciągnęła? Czy czytanie o śmierci pomaga ją oswoić? Nie wiem. Sami stwierdźcie jak jest w waszym przypadku.

preparator_okladka_front

Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Tytuł: Preparator
Wydawnictwo: Od deski do deski!
Liczba stron: 230
Wydanie: I (2015)
Seria wydawnicza: Na F/Aktach
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 20.5 x 14.5 cm
Cena z okładki: 32.00
ISBN: 978-83-65157-99-7