Wszyscy zachwalają powieść niemieckiej autorki Elisabeth Herrmann Wioska morderców, pomyślałam, że i ja przeczytam. Prolog książki rzeczywiście świetny: tajemniczy, mroczny i intrygujący. Mija dwadzieścia lat, w berlińskim ogrodzie zoologicznym dochodzi do makabrycznej zbrodni. Sprawczyni zostaje ujęta, przyznaje się do morderstwa, ale… Są osoby, które nie wierzą w jej winę i na własną rękę poszukują prawdy.

Rozwiązanie zagadki śledztwa uzależnione od odkrycia ponurej tajemnicy sprzed lat – czytelnicy kryminałów i thrillerów znają to aż za dobrze. Jednak powieść Herrmann wypada na ich tle naprawdę nieźle. Autorka nieustannie zaskakuje czytelnika wprowadzając do historii kolejne wątki i postaci, których istnienia czytelnik się nie domyśla. Tytułową wioskę morderców wykreowała na miejsce opuszczone, posępne i niebezpieczne. Zapomnijcie o wiejskiej sielance. Gdyby miejscowości miały serca, to serce Wendisch Bruch byłoby czarne jak smoła.

Dlaczego we wsi nie ma ani jednego mężczyzny? Gdzie się podziali jej dawni mieszkańcy? Jakie zło czai się w tym miejscu? I dlaczego wszystko jest okryte zmową milczenia?

Wioska morderców jest opowieścią o okrucieństwie i zmaganiach z wewnętrznymi demonami. Jeden walczy z traumą, wypierając ją z pamięci, drugi postanawia się zemścić, a trzeci o wszystko obwinia siebie i jedyne wyjście widzi w autodestrukcji.

Najbardziej przerażające jest to, że miejsca takie jak opisana w powieści Wendisch Bruch nie są czystym wytworem fantazji. Podobne wioski istnieją. Co jakiś czas dowiadujemy się z mediów o małych miejscowościach, w których patologia, przemoc i gwałt są na porządku dziennym,  o zamkniętych społecznościach, w które obcy boją się zapuszczać, i o których lepiej nie mówić głośno.

Sama mieszkam na wsi. Piękna, spokojna miejscowość z tradycjami, ale nieraz zastanawiam się jakie sekrety mogą skrywać moi sąsiedzi. I to wcale nie przez wybujałą wyobraźnię.

Robi się już ciepło, coraz częściej zdarza mi się spać przy uchylonym oknie. Nieraz słyszę nocą wycie i szczekanie psów, co instynktownie budzi niepokój i kojarzy się z nieszczęściem. Po lekturze Wioski morderców spodziewam się, że kiedy kolejny raz usłyszę dobiegające z ciemności wycie psów, w mojej głowie zrodzą się jeszcze mroczniejsze niż zwykle scenariusze.

*** Na marginesie ***

Muszę się do czegoś przyczepić. Nie podobały mi się wciśnięte do powieści na siłę, pretensjonalne odwołania do sztuki wysokiej i poezji Rilkego – niczego to właściwie nie wnosi, a bardzo tutaj nie pasuje. I jeszcze jedno. Zazwyczaj mam do postaci literackich zdrowy dystans, ale nie tym razem. Dawno już żaden powieściowy bohater nie irytował mnie tak, jak młody psycholog Jeremy. Postać wyjątkowo sztuczna i zmanierowana. Kiedy czytam zdanie: „Jeremy doszedł do wniosku, że rozmowa z ojcem sprawia mu przyjemność”, mam ochotę wziąć ołówek i przerobić je na: „Rozmowa z ojcem sprawiała Jeremiemu przyjemność”, tak po prostu. A tutaj prawie każde zdanie dotyczące tego mężczyzny zawiera czasownik „zauważył”, „uznał”, „zaobserwował”, „doszedł do wniosku”, itp. Czy Jeremy, ze względu na swój zawód, nie odczuwa emocji, tylko zauważa, że je odczuwa…? Ta denerwująca maniera opisywania introspekcji to raczej zamierzony zabieg. Elisabeth Herrmann jest doświadczoną autorką, więc trudno podejrzewać ją o takie banalne błędy… Może Jeremy miał być dupkiem? Jeśli tak, to się udało.

Są to oczywiście drobiazgi, na które można przymknąć oko. Zdecydowanie polecam Wioskę morderców miłośnikom wciągających kryminałów i thrillerów. Wszystko wskazuje na to, że nowość od Prószyński i S-ka to dopiero początek wydawniczego cyklu z policjantką Sanelą Bearą w roli głównej. Czekam więc na kolejną odsłonę serii.

wioska

Autor: Elisabeth Herrmann
Tytuł: Wioska morderców
Przekład: W. Łygaś
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 552
Wydanie: I (2016)
Seria wydawnicza: Sanela Beara
Oprawa: Miękka
Format: 20 x 13 cm
Cena z okładki: 38.00
ISBN: 978-83-8069-314-2

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

proszynski4