Dwa pierwsze zdania powieści Jonasa Gardella i widzę Toma Hanksa w Filadelfii. Jestem zaintrygowana, jednocześnie czuję podenerwowanie, bo już wiem, że to jedna z tych książek, które wyciskają z czytelnika pot i łzy.

Jesteśmy w szpitalu. Wszystko sterylne, dookoła biel i żółć. Na łóżku umierający mężczyzna, obok niego drugi. Czyta choremu poezję, czasem coś mówi, najczęściej jednak milczy. Rozmyśla. „Zniknął w sobie”. Początkowo nawet nie znamy imion bohaterów, są to po prostu „młodzi mężczyźni”.

Powieść ma formę przypominającą strumień myśli uzupełniony dialogami (autor z rozmysłem pozbył się z narracji akapitów i odstępów). Historia tego co tu i teraz przeplata się z licznymi reminiscencjami. Kontrastowe obrazy przenikają się, tworząc kolaż postaci i zdarzeń: szpitalna izolacja, lato nad jeziorem, pierwsze prześladowania, wyzwiska, bicie, dzieciństwo, wspólne rodzinne obiady i rozmowy… Opowieść o dwóch chłopcach, później nastolatkach, mężczyznach zlewa się w jedno, symbolizując jedność, którą kiedyś się staną i życie, które będą dzielić.

Właśnie tak ich poznajemy, początkowo nie odróżniając kto jest kim, gdzie kończy się historia jednego, a zaczyna drugiego. Rasmus i Benjamin. Benjamin i Rasmus. Jeden skryty i introwertyczny, snuje fantazje, żyje osobno, w wyobraźni. Drugi odważny i zdyscyplinowany, wychowywany we wspólnocie świadków Jehowy. Rasmus, z prowincjonalnej fabrycznej szwedzkiej miejscowości, Benjamin, ze stolicy kraju. Obaj wychowywani w tradycyjnych wartościach, uczeni „słusznego” myślenia i postępowania. Obaj wypierają się swoich pragnień i tożsamości. Obaj uciekają od swojego przeznaczenia. Od innych dowiadują się jacy – kim – są.

Czym jest ta książka dla Gardella – „nadwornego homoseksualisty Szwecji” – autor wyjaśnia już na pierwszych stronach: „Opowiedzieć to swego rodzaju obowiązek. To sposób na to, by uczcić, opłakać i zapamiętać. To walka pamięci z zapominaniem”.

Pierwszy tom Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek to swego rodzaju powieść inicjacyjna. Przybliża rodzącą się w człowieku świadomość istnienia, a następnie świadomość własnej seksualności i odmienności. To także dokument czasu. Powieść Gardella nie jest tylko historią Rasmusa i Benjamina, ale też reporterską rekonstrukcją historii Szwecji lat 80-tych, opowieścią o początkach ruchu walczącego o równouprawnienia osób homoseksualnych. To także historia Sztokholmu, miasta które przygarniało odmieńców i wyrzutków ze wszystkich stron świata, stając się ich prawdziwym domem.

W Miłości dwukrotnie pojawia się motyw białego łosia, zwierzęcia wyjątkowego, a jednocześnie – na tle reszty gatunku – ułomnego. Jest to subtelna parabola inności (nie tylko odmienności seksualnej, ale odmienności w ogóle) i braku jej akceptacji. Scena, w której ojciec, niczym zwolennik  eugeniki i czystości ras, wykłada synowi dlaczego biały łoś jest „produktem wybrakowanym” na długo zapada w pamięć.

Wątek AIDS – który jest wskazywany jako główny temat prozy Gadrella – w pierwszym tomie został jedynie zarysowany. Pojawił się na początku powieści, tworząc zapewne klamrę kompozycyjną z finałem trzytomowego cyklu. Początkowo chciałam od razu brać się za drugi i trzeci tom Nigdy nie ocieraj…, ale zdecydowałam, że jednak wolę to sobie przemyśleć, przetrawić, przeczytać jedną książkę o lżejszej tematyce i wtedy wrócić do szwedzkiego autora.

Cała ludzka egzystencja – nieważne, kobiety czy mężczyzny, osoby hetero czy homoseksualnej – sprowadza się do spełnienia prostego pragnienia, które Gardell zamyka w słowach: „Chcę w moim życiu móc kochać kogoś, kto pokocha mnie”. Do tego dążymy, o to jesteśmy w stanie zawsze walczyć. Dlaczego w kontekście osób o odmiennej orientacji seksualnej nadal jest to „niepojęte, niesłychane żądanie miłości”…?

Autor: Jonas Gardell
Tytuł: Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Miłość
Przekład: K. Tubylewicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 286
Wydanie: I (2014)
Seria wydawnicza: „Don Kichot i Sancho Pansa”
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12 x 19 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-280-0844-1