A działo się to w kraju Polan rozpostartym pomiędzy Morzem Barbarzyńskim a Okrutnymi Górami, pełnym lasów nieprzebytych i pól żyznych, poprzecinanych rzekami. W kraju onym doświadczyć można było wszelkich humorów natury: wiosny opromienionej nadzieją odrodzenia, rozgrzewającego upałem lata, jesieni bogatej w plony i zimy, która wszystko pokrywała bielą. Powietrze tu było zdrowe, a ziemia hojna: las miododajny, rzeki rybne, a rola żyzna. Konie wytrzymałe, woły chętne do orki, krowy mleczne, a owce wełniste. Futer z lisów, kun, wilków, a nawet niedźwiedzi mnogość wielka, a mięs z zajęcy i jeleni tyle, że ludziom całkiem spowszedniało. Głodu tu nikt nie zaznawał. Starczyło jedno potężne zwierzę turem zwane, aby cała wieś wyżywić się mogła. Miasta były bogate, wsie ludne, kościoły wysokie. Kraj ten przyciągał handlarzy, wędrowców i rzemieślników, a Władca jednako dbał o każdego mieszkańca, czy to kupca, czy to rycerza, czy to kmiecia. Książę miał bowiem wybitną cechę sprawiedliwości i pokory […] ludem rządził bezstronnie i sprawiedliwie, za co Bóg Wszechmogący udzielił mu tyle dzielności potęgi i zwycięstw, ile w nim samym obaczył dobroci i sprawiedliwości wobec siebie i ludzi.

Przytoczony fragment to ustęp z Dziejów autorstwa książęcego kronikarza Nefasa. Tytułowy bohater powieści Małgorzaty Saramonowicz jest postacią fikcyjną, ale czy do końca? Może pisarkę zainspirował Gall Anonim, o którym do dziś niewiele wiemy? Nefas skrzętnie ukrywa swoją tożsamość, obcokrajowiec jest wyjątkowo tajemniczym człowiekiem. Powieść nie daje też ostatecznie odpowiedzi na pytanie kim jest. Czyżby autorka planowała kolejny tom Xiąg Nefasa?

Zastanawiacie się pewnie po co ten długi cytat na wstępie… Na pierwszy rzut oka widać, że coś tu jest nie tak. Wszystko to zbyt pięknie brzmi? Zgadza się. Spisane przez Nefasa Dzieje to wytwór jego elokwencji i wyobraźni, mający zaspokoić ciekawość potomnych i upamiętnić wielkiego władcę. Nefas buduje – mający niewiele wspólnego z rzeczywistścią – mit  księcia wybranego przez boga i predystynowanego do roli władcy. Ale nie załamujcie się, Dzieje to tylko niewielka część powieści. Pojawiają się jako wstęp do szesnastu kolejnych rozdziałów. Ta propaganda jest prowokacją autorki, pretekstem do pokazania innej, mniej lukrowanej, wersji wydarzeń. Po pięćdziesięciu latach dziejopisarz zbiera się na odwagę, by przedstawić wycinek prawdziwego życia księcia Bolesława Krzywoustego. Saramonowicz zdecydowała się na ciekawy zabieg – spreparowała fragmenty kroniki (na tyle krótkie, że nie zanudzą czytelnika, ale nadadzą opowieści dodatkowy smaczek) i obaliła prezentowaną w nich fałszywą wizję, jednocześnie pokazując mechanizmy władzy, kontroli i średniowiecznego – jak byśmy to dziś nazwali – PR-u.

Czym zatem są Xięgi Nefasa. Trygław władca losu? Połączeniem faktografii z elementami fantastyki. Połączeniem niezwykle zgrabnym. Mówię to ja, osoba która fantastyki czyta niewiele – nie jest to mój ulubiony gatunek – a książką Saramonowicz jest zachwycona. A może to właśnie dlatego, że się na fantastyce nie znam i nie mam zbyt wielu punktów odniesienia, tak mi przypadła do gustu… W każdym razie dla mnie, subiektywnie, książka świetna.

Właściwie to jest jeden inny utwór, którego mgliste wspomnienie miałam w głowie podczas lektury Xiąg Nefasa. Mam na myśli tom Humphreysa Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli. Oparta na badaniach historycznych, uzupełniona hipotezami autora, opowieść o bezwzględnym władcy, którego krwawe panowanie legło u podstaw legendy o wampirze.

Oboje autorzy musieli odwalić też podobną robotę. Zgodność fabuły z historią i chronologią dziejów, odtworzenie realiów i języka epoki, wszystko to wymaga nakładu pracy i już za to należy się twórcom szacunek.

Xięgi Nefasa. Trygław Władca losu to wielowątkowa opowieść o: walce o władzę (bój o panowanie nad krajem toczony między Bolesławem Krzywoustym a jego starszym bratem Zbigniewem, po śmierci Władysława Hermana, który nieopatrznie podzielił państwo między synów), rywalizacji o honor i uznanie poddanych (współzawodnictwo tychże dwóch o to, któremu pierwszemu uda się spłodzić męskiego potomka), poszukiwaniu wiary i sensu życia (zagubiony Nefas zastanawiający się kto rządzi losem człowieka – przeznaczenie determinizm, przypadek, a może wszechpotężni bogowie), budowaniu potęgi i autorytetu, krótkotrwałych sojuszach, zdradach, pozornej tylko walce zakłamanego i rozpasanego kleru z pogaństwem, wreszcie o miłości i jej braku. A wszystko to osadzone w scenerii tradycyjnych przedchrześcijańskich wierzeń, pradawnych obrzędów, czarnej magii, prekognicji i innych zjawisk nadprzyrodzonych. W powieści roi się od artefaktów i amuletów o cudownych właściwościach, jest tu cały sztafaż atrybutów które przyczyniają się do budowania nastroju niesamowitości i grozy.

Scen batalistycznych na dużą skalę u Saramonowicz brak, ale w książce znalazło się kilka makabrycznych i wyjątkowo brutalnych wątków. Punkt kulminacyjny powieści jest równie przewrotny i krwawy, jak serialowa Gra o tron. Są rzezie, są i barbarzyńscy Wikingowie. Słowem wszystko, co potrzebne, aby czytelnika zaintrygować i wciągnąć w wir opowieści.

Kim jest tytułowy Trygław? To bóstwo zaklęte w posągu o potrójnym obliczu. Trygław zna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. „Patrzy w Niebo na Ziemię i w Zaświaty”. Jest panem ludzkiego losu. Może – na prośbę nieszczęśnika – odmienić jego przeznaczenie, ale czy cena, którą przyjdzie za to zapłacić, nie okaże się zbyt wysoka…

Szczególnie interesujące są nakreślone przez autorkę portrety kobiet. Żony i kochanki książąt i rycerzy – niby to pozbawione pojęcia o prawdziwym świecie i prawa do samostanowienia białogłowy, a jednak okazują się inteligentne, ambitne (czasem chorobliwie), sprytnie pociągają za sznurki, by osiągnąć to czego chcą. I nawet wygłaszający mizoginiczne frazesy, nieświadomi kobiecych manipulacji, przedstawiciele płci przeciwnej im tego nie odbiorą.

Jeszcze jedna obserwacja mi się nasunęła. U Saramonowicz realistyczna opowieść przenika się z tym co najlepsze w tradycji literatury grozy. Szczególnie jeden fragment przeniósł mnie w wyobraźni do opowiadań H. P. Lovecrafta (to chyba był tekst Bestia z jaskini, ale ręki sobie za to uciąć nie dam, o wędrowcu zagubionym w jaskini i dramatycznym – zakończonym niepowiedzeniem – poszukiwaniu wyjścia, i może tylko dlatego tak mi się to skojarzyło, bo myślę o Samotniku z Providence niecierpliwie wyczekując zamówionych niedawno Grzybów z Yuggoth). Przeczytajcie poniższy fragment, albo zajrzyjcie na stronę siedemdziesiątą powieści, i sami rozstrzygnijcie, czy przesadzam z tym podobieństwem.

W ciemności, która mnie ogarnęła, nie mogłem dostrzec nawet własnej dłoni trzymanej tuż przed twarzą […] macając jak ślepiec ścianę przed sobą, ruszyłem w głąb góry. Nie wiem jak długo trwała moja żmudna wędrówka. Kluczyłem, obmacując ściany zawracałem i potykałem się wiele razy. Ogarniały mnie absolutna cisza i ciemność doprowadzające do szaleństwa moje zmysły…

Saramonowicz_Xiegi-Nefasa

Autor: Małgorzata Saramonowicz
Tytuł: Xięgi Nefasa. Trygław władca losu
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 474
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka
Format: 14 x 20 cm
Cena z okładki: 36.90
ISBN: 978-83-240-4045-2

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.

pobrane