Zagubiony autobus Johna Steinbecka to powieść z 1947 roku. Pierwsze polskie wydanie pojawiło się czternaście lat później. Dzisiaj, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, na rynek trafiło nowe wydanie książki laureata literackiej nagrody Nobla.

Jedyny literacki obraz autobusu, jaki wyrył mi się w pamięci, to ten z Hebanu Ryszarda Kapuścińskiego. Mieliśmy tam do czynienia z osobliwym rodzajem podróżowania. Bez rozkładu jazdy, bez pośpiechu. Autobus odjedzie wtedy, kiedy się cały zapełni. Nikt nie narzeka na niedogodności, że podróż trwa długo, że upał, etc. W powieści Steinbecka jest zgoła inaczej, ale zaczyna się ona i toczy równie leniwie jak autobus sunący po afrykańskich bezdrożach. W Hebanie autor pozostawił odpowiedź na pytanie, co w czasie długiej podróży dzieje w głowach pasażerów, w sferze domysłów. „Nie myślą? Śnią? Wspominają? Układają plany? Medytują? Przebywają w zaświatach?” – zastanawiał się Kapuściński. Steinbeck zaś dokładnie zilustrował, co dzieje się w umysłach pasażerów autobusu jadącego z Rebel Corners do San Juan de la Cruz…

Autor ma coś z przenikliwości doświadczonego psychoanalityka. Dokonuje wiwisekcji ludzkiego wnętrza, psychiki. Jest świetnym obserwatorem, z łatwością buduje bardzo złożone portrety bohaterów. Myślicie, że Zagubiony autobus was znudzi? Nic podobnego. Historia pozbawiona jest może wielkich zwrotów, ale opowieści nie brakuje dynamiczności. Nie tkwi ona w fabule, ale w niezrównanym sposobie snucia opowieści przez Steinbecka. Z jednej strony posługuje się bardzo zwyczajnym, prostym i potocznym językiem, z drugiej posiada jakiś rodzaj wrodzonego daru, bo nawet o musze czy paznokciu potrafi napisać w obrazowy, a przy tym interesujący, wręcz hipnotyzujący sposób.

Steinbeck opowiada historię grupy ludzi, których przypadek albo – jeśli ktoś woli – los, skazał na wzajemne towarzystwo. Awaria pojazdu, niesprzyjające warunki pogodowe, widmo powodzi, rozpadające się w gruzy marzenia o niezapomnianych wakacjach w Meksyku – wszystko to tworzy tło dla zwyczajnej i zarazem niezwykłej opowieści. Nie ma tu wartkiej akcji, a mimo to książkę świetnie się czyta. Bo Zagubiony autobus to opowieść nie o wydarzeniach, ale o ludziach. Pod względem płynności narracji, a także humoru przypomina trochę inną „powieść drogi” Trzech panów w łódce nie licząc psa Jerome’a, tyle że proza Steinbecka jest znacznie lepsza.

Tych kilku pasażerów autobusu to miniatura amerykańskiego społeczeństwa. Kobiety i mężczyźni w różnym wieku, rodowici gringo i meksykańscy imigranci, ludzie z różnych warstw społecznych. Zamożny biznesmen, żołnierz, kelnerka, utrzymanka, przedstawiciel handlowy, studentka, pani domu… Cały przekrój ról społecznych, osobowości i charakterów.

Ciężko znaleźć w powieści punkt kulminacyjny, ale jeśli już miałabym jakiś wskazać, to byłaby to kłótnia małżeńska państwa Pritchardów. Dla tych dwojga publiczne pranie brudów jest ogromnym nietaktem, przekroczeniem ich prywatnego, niepisanego tabu. Dla pozostałych pasażerów, w roli widzów, scena ta to groteskowy teatr, który pośrednio oddziałuje na nich wszystkich. Od tego momentu bohaterowie stopniowo zrzucają maski, ujawniają skrywane oblicza. Do głosu dochodzi tłumiona seksualność. Pomiędzy samymi Pritchardami następuje zbliżenie rodem ze Wstrętu Polańskiego.

Steinbeck wiele miejsca poświęca seksualności w różnych kontekstach. Męska pożądliwość w konfrontacji z kobiecą oziębłością (Mildred żartująca, że została spłodzona przez niepokalane poczęcie). Sidła zastawiane przez kobiety na mężczyzn i vice versa. Wypierane pragnienia i fantazje erotyczne – od całkiem przyziemnych począwszy, poprzez homoseksualne, aż po pedofilskie.

I jeszcze jedno. Od powstania powieści minęło prawie siedemdziesiąt lat. Panowały inne obyczaje, pozornie mniejsza rozwiązłość – a właściwie większa pruderia i obłuda – ale proza Steinbecka dowodzi, że w stosunkach damsko-męskich niewiele się zmieniło.

Można też u Steinbecka odnaleźć coś na kształt poetyckiego zabiegu zwanego psychizacją krajobrazu. Nagła ulewa, niszczycielska siła żywiołu, odzwierciedlają emocje buzujące w bohaterach i nieuchronny rozpad fasad za którymi je ukrywają. W Zagubionym autobusie  woda obmywa wszystko dosłownie, oczyszcza też symbolicznie.

Czytając Steinbecka można zadać sobie pytanie, czy nie bywa tak, że sami sabotujemy własne szczęście. Każdy czasem czuje się jak w pułapce. Pragnie ucieczki, wolności i spełnienia, a tymczasem tkwi w martwym punkcie (na przykład, maż wskazujący jako jedyny powód trwania w małżeństwie fakt, że jego żona bezkonkurencyjnie gotuje groch). Kiedy nadarza się okazja, by to zmienić, nie zawsze potrafimy tę szansę wykorzystać. Czasem nawet – bardziej lub mniej świadomie – robimy wszystko, by przeszła nam koło nosa. Bojąc się zmian, akceptujemy zastane, godzimy się na monotonię i nudę. Bohaterowie Zagubionego autobusu w większości prezentują taką właśnie postawę. Bezwolni i uwięzieni w swoich rolach. Ale… Potrafią czasem czytelnika zaskoczyć.

Niebagatelną rolę w powieści odgrywają odwołania do świata filmowego. Realne życie miesza się z filmem. Marzenia i fantazje przenikają do rzeczywistości. Niewykluczone też, że sceny i motywy opisane przez Steinbecka trafiły na ekran. Czyżby Alfreda Hitchcocka i Petera Jacksona – a może także innych – zainspirowały steinbeckowskie bohaterki?

Chociażby Alice. Kiedy wszyscy podróżni opuszczają bar, jej zachowanie do złudzenia przypomina los Panny Samotne Serce z Okna na podwórze Hitchcocka. Przygotowania do spotkania z mężczyzną – odświętny strój, makijaż, elegancko nakryty stół, alkohol – nie służą niczemu poza oszukaniem siebie i zagłuszeniem samotności. Wyimaginowana randka, flirt z urojonym kochankiem – może taka drama paradoksalnie pozwala zachować opuszczonej kobiecie zdrowe zmysły…

Podobnie jest z Normą, która marzy o karierze w Hollywood. Zakochana w Clarku Gable’u dziewczyna, wykreowała w wyobraźni swoją alternatywą biografię. Nikt nie wierzy nieatrakcyjnemu i zahukanemu podlotkowi, ale nie przeszkadza to Normie żyć w świecie fantazji. I tutaj nasuwa się analogia pomiędzy bohaterkami Steinbecka a – częściowo zainspirowanym prawdziwymi wydarzeniami – filmem Niebiańskie istoty Jacksona. Związek filmowych Pauline i Juliet jest odbiciem relacji rodzącej się między Normą i nowo poznaną Camille.

Wypadki opisane przez Steinbecka zasługują na puentę w rodzaju: „Kiedyś będziemy się z tego śmiać” – co z resztą kilkakrotnie powtarza jedna z bohaterek –  albo na vonnegutowskie „Zdarza się”. Na planie fabularnym historia zatacza koło i wraca do punktu wyjścia, jakby ta przedziwna podróż w ogóle się nie odbyła. Jednak nawet błahe z pozoru zdarzenia przeobrażają bohaterów. Każdy z tej przygody wyjdzie odmieniony.

Steinbeck opowiada o cierpiących ciałach i równie znękanych duszach. O ciężarze brzydoty i przekleństwie urody. O kompleksach, zazdrości, narcyzmie. O pragnieniu ucieczki od wspomnień i przeszłości, a nade wszystko o wielkiej samotności i pustce. A wszystko to bez cienia patosu, za to z dozą zdrowej empatii i sporą dawką ironii i humoru.

Jeśli po lekturze powyższego tekstu wydaje się wam, że nie ma sensu czytać Steinbecka, bo odsłoniłam wszystkie karty, to jesteście w błędzie. Książka z pewnością nie raz was zaskoczy, a do tego jest zajmująca i właściwie „sama się czyta”.

Jakkolwiek banalnie i infantylnie to zabrzmi, szkoda, że powieść tak szybko się kończy, bo chciałoby się towarzyszyć bohaterom w ich podróży przez życie, śledzić dalsze losy. A może cały urok tej historii tkwi właśnie w jej otwartym zakończeniu? Każdy może dopisać w wyobraźni swój własny finał…

Po prostu wsiąść na pokład starego autobusu o imieniu Sweetheart i ruszyć w podróż ze Steinbeckiem – kusząca perspektywa.

Zagubiony.autobus

Autor: John Steinbeck
Tytuł: Zagubiony autobus
Przekład: A. Nowicki

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 304
Wydanie: Warszawa (2016)
Oprawa: Miękka
Format: 13 x 20 cm
Cena z okładki: 36.00
ISBN: 978-83-8069-148-3

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

proszynski4