CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Month: Grudzień 2018

The finest day i ever had was when tomorrow never came.

– Kurt Cobain –
___________

Should I die again
Should I lie around

The pounds of matter willing through space
I know I’ll never know
Until I come face to face

With my own cold dead face
With my own wooden case

– Michael Pitt „Death to Birth” –

Kapela M. Others, kopia mistrza i wehikuł czasu. Jak to jest być sobowtórem Kurta Cobaina?

W tym tygodniu podróże w czasie sponsorowali Kurt Vonnegut i Kurt Cobain. W środę byłam na niecodziennym koncercie. Mam na myśli występ ukraińskiego zespołu M. Others, który gra covery Nirvany. No, może niezupełnie. A raczej, nie tylko. Właściwie to trzyosobowa kapela jest namiastką nieistniejącej już legendy amerykańskiej sceny grunge’owej.

Kiedy Kurt Cobain wypisał się z tego świata, miałam osiem lat. Rzecz jasna nie słuchałam jeszcze wtedy Nirvany, ale dokładnie pamiętam szum wokół samobójstwa muzyka. Szczególnie zapadła mi w pamięć rozmowa moich starszych kuzynek. Po kolejnej wzmiance w prasie, dyskutowały na temat teorii spiskowych, które pojawiały się lawinowo. Bliscy nie mogli uwierzyć w samobójstwo Cobaina. Fani nie mogli uwierzyć w jego śmierć. Tacy ludzie są przecież nieśmiertelni.

Continue reading

Konwojent kazał im zapamiętać ich nowy, prosty adres, na wypadek gdyby zagubili się w wielkim mieście. Adres ten brzmiał: Schlachthof-fünf. Schlachthof znaczy rzeźnia. Fünf to po prostu pięć. Tam ukryli się amerykańscy jeńcy skierowani do pracy. W pustej chłodni na mięso, wykutej w litej skale pod budynkiem rzeźni. 

– Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” –

Wojna, podróże w czasie i kosmici. „Rzeźnia numer pięć”. Climax według Kurta Vonneguta

Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę. Tymi słowami rozpoczyna się najsłynniejsza powieść Kurta Vonneguta. Nie chcę tu opowiadać, ile pieniędzy, czasu i nerwów kosztowała mnie ta cholerna książka. Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – czytamy na kolejnej stronie. Ta książka była obsesją i przekleństwem autora. Powstawała latami, rodziła się w bólach, ale musiała ujrzeć światło dzienne. Tak to już jest z obsesjami, że prędzej czy później trzeba je wyegzorcyzmować. Na papier, taśmę filmową… Albo człowiek oszaleje. Zdarza się.

Continue reading