CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Miesiąc: Listopad 2018

I am immune from sanity or insanity?

– June Gibbons –

„The Silent Twins”. Książki, po których chodzę posiniaczona, czyli raz jeszcze o bliźniętach

Przechodzę żałobę. Kolejny raz. Naszła mnie myśl, że powracająca fantomowa żałoba nawiedza mnie dlatego, że nigdy nie miałam okazji przeżyć tej właściwej, realnej. Nie jestem pewna kogo tym razem opłakuję. Jennifer Gibbons, swoją nieistniejącą bliźniaczkę, wszystkie rozdzielone albo zmarłe bliźnięta, siebie?

Continue reading

They separated them (…) They discovered that even when the twins were unable to watch each other or pass any messages, they would be sitting in the same posture, doing the same thing, at the same time but in different places.

 – Marjorie Wallace „The Silent Twins” –

Zagadka sobowtórstwa. Od bliźniaczek June i Jennifer Gibbons do Stefana Grabińskiego

Ostatnio spędzam wieczory na lekturze pewnej niepokojącej historii. Pewnie niewielu o niej słyszało, bo nie została wydana po polsku. The Silent Twins Marjorie Wallace to książka non-fiction, przybliżająca życiorys(y) dwóch czarnoskórych bliźniaczek, June i Jennifer Gibbons.

Fascynująca opowieść siostrzanej więzi, którą paradoksalnie czytam bardzo powoli. Kilkanaście, kilkadziesiąt stron dziennie, a później godziny rozmyślań i analiz. To reportersko-literacki zapis egzystencjalnego cierpienia, samotności, okrucieństwa i zgubnych pragnień. Wędrówek po brytyjskich aresztach, więzieniach i szpitalach dla obłąkanych. Głodu, milczenia, egzorcyzmowania wewnętrznych demonów poprzez zapisywanie na papierze słów, które nie chciały przejść przez gardło. Bolesnej rozłąki i równie nieznośnego bycia razem.

Continue reading

Stara wybuchła śmiechem, mówiąc biedna mała księżniczka, biedna mała rani, a potem gestem, którego się nie spodziewałem, wzięła garść rybich wnętrzności (…) i wepchnęła je do buzi Kitty.

– Ananda Devi „Zielone sari” –

Nietypowe écriture féminine. „Zielone sari” Anandy Devi

Jeden umierający mężczyzna. Trzy kobiety, dwie żywe, jedna martwa. Trzy straumatyzowane pokolenia i trzy rodzaje przemocy: psychiczna, fizyczna i seksualna. Jeden monolog. Zafałszowane wspomnienia, urojone krzywdy, jadowite ataki, werbalne tortury… Potok trujących słów. Zwyrodniała litania. Jeden dom, który jest jak czyściec. Skoro już trafiłem do tego przedsionka piekła i nie ma drogi powrotnej – myśli starzec – przynajmniej po raz ostatni się zabawię.

Continue reading

Tak żyło się zawsze. Zmian nie było nigdy. Zmian nie było. Zmian nie mogło być. Zmian nie będzie. Zmiany nie istnieją w przyrodzie. Podręczniki historii kłamią – nigdy nie było żadnych pradawnych  czasów (…) Zawsze, od zarania dziejów, na świecie i we wszechświecie wznosiły się te wielopiętrowe bloki z betonu i cegły, brzydkie i obdrapane, otoczone pętlami tramwajowych torów.

– Ołeksandr Irwaneć „Choroba Libenkrafta” –

Ukraińskie teatro grottesco. Paraboliczna powieść Ołeksandra Irwaneća, „Choroba Libenkrafta”

Zaczyna się od morderstwa. Młody chłopak zostaje zlinczowany w tramwaju przez współpasażerów. Tłumem rządzi strach. W ruch idą pałki i inne ciężkie przedmioty, które mogą posłużyć jako broń. W morderczym szale napastnicy zapominają o podstawowej zasadzie: nie dotykać! Kopią, biją… rozszarpują gołymi rękami. W pierwszej części powieści scenariusz ten powtarza się wielokrotnie.

Wszyscy przyłączyli się do pogromu. Otoczyli starą szczelnym kołem i zaczęli metodycznie zadawać ciosy nogami. Tłukli ze dwie minuty. W końcu jeden z mężczyzn zwyczajnie wskoczył na leżącą nieruchomo kobietę i podnosząc wysoko nogi w kolanach zaczął mocno deptać obcasem jej szyję, głowę i pierś. Reszta stała dookoła, ciężko dysząc.

Continue reading