CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Month: Listopad 2017

Możesz być wszędzie – czasem w kącie spichrza
Siedzisz wśród ziarna w przewiewie niedbale
A wiatr mięciutko ci włosy rozwichrza
Lub śpisz na miedzy jeszcze z sierpem w dłoni
Przy nie dożętej tkanej w kwiaty niwie
Oparem maków słodko odurzona

– John Keats „Oda do jesieni” –

„Do jesieni” i „Do melancholii”. Ody Johna Keatsa [łyk poezji]

Nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem lektury Skorunia. Te dźwięki, zapachy, smaki, podmuchy wiatru… Mimo że – w przeciwieństwie do autora – większość życia spędziłam na wsi, właśnie Płaza sprawił, że od kilku dni inaczej patrzę na moje otoczenie. Ponownie zakochałam się w prowincji. Staram się na co dzień dostrzegać i doceniać całe to piękno, które mam dookoła, ale jak wszystko, tak i ono z czasem powszednieje, przestaje wzbudzać zdziwienie i zachwyt. Tymczasem wioska, w której mieszkam właśnie teraz, późną jesienią, przechodzi przyspieszoną metamorfozę. Warto to obserwować, próbować uchwycić, jak każdego dnia się zmienia.

Continue reading

Różne pierwszyzny mam już dawno za sobą, ojca mniej się boję niż kiedyś, tężeje w mięśniach, przejaśnia mi się w głowie. Nad wsią już nie latają czarownice, oko starej studni straciło dawny blask, minął czas pasania krów i szukania zakopanych broni. Ale w dorośleniu przeszkadzają mi ojcowe tajemnice, potykam się o nie jak o stare, wstydliwe zabawki.

– Maciej Płaza „Skoruń” –

Jabłka i inne żywioły. Maciej Płaza – „Skoruń” [recenzja]

Skoruń, wiejski mikrokosmos zamknięty w szklanej kuli. Ilekroć usłyszę – jeszcze do niedawna tak obco brzmiące – słowo skoruń, wyobrażę sobie właśnie ją. Kulę, której wnętrze wypełnia drewniana chata i kilka drzew. Przed domem będzie stał wysoki mężczyzna, mimo że miniaturowy i niewyraźny, na jego szarej twarzy dostrzegę wyraz gniewu i zaciętości. W mikroskopijnym okienku zobaczę też twarz kobiety. Zatroskaną, może trochę zlęknioną. Nigdzie nie będzie chłopca. Nazywanego skoruniem, leniem, podmieńcem, łobuzem… Nie ma go w szklanej kuli. W mojej wyobraźni on jeden wyrwał się z tego świata. Jest już poza nim.

Każda szklana kula wypełniona jest płynem i drobinkami czegoś, co mieni się i odbija światło, nie inaczej jest z literacką szklaną kulą Macieja Płazy. Jego kieszonkowy glob wypełnia gęsta woda. Woda, która nie raz sprowadzała na mieszkańców tego świata widmo powodzi. I tylko jedno jest w niej niezwykłe, jeden szczegół różni ją od szklanych kul, które widziałam w filmach i na sklepowych wystawach. Kiedy nią potrząsam, zamiast konfetti i brokatu widzę jabłka. Różnej wielkości, wszystkich kolorów i kształtów. Owoce, które zawisają na chwilę jak w próżni, a potem bardzo powoli spływają w dół, by osadzić się na dachu domu, na gałęziach drzew i wilgotnej ziemi.

Continue reading

Coś wyważyło od wewnątrz przywalone wrota. Nikt już nie krzyczał. Ciemny kształt człowieka wyszedł chwiejnym krokiem i upadł na kolana (…) Kształt milczał. Trzymał się za to miejsce, gdzie powinna być twarz. Płonął cały oprócz nóg, nogi miał nagie. Kiedy pochylił głowę, Tośka widziała, jak coś się od niej odrywa. I zaraz jeszcze jedno. Z otwartych ust szła para.

– Jakub Małecki „Rdza” –

O (nie)byciu i (nie)widzialności. Jakub Małecki – „Rdza” [recenzja]

Wczesną wiosną był Dygot, późną jesienią jest Rdza. Tak wygląda moja wędrówka przez prozę Jakuba Małeckiego. Niezwykle płodnego autora, który po raz kolejny udowadnia, że potrafi wyśmienicie pisać. Snuć opowieści o ludziach zwyczajnych i nadzwyczajnych, bawić się perspektywami czasowymi i przestrzennymi, zagęszczać rzeczywistość i zapętlać czas. Jakub Małecki ma świetny warsztat, pisze bez zarzutu. Ma też własny styl. Po lekturze Rdzy opuściły mnie obawy, co do zasłyszanych zarzutów o wtórność, powielanie tych samych schematów i krążenie wokół tych samych tematów. Wieś, dorastanie, miłość, starzenie się; literackie drzewa genealogiczne; retrospekcje z wojną w tle. To jest po prostu twórcze uniwersum Małeckiego, jego nisza. Podejrzewam, że autor jeszcze nas kiedyś zaskoczy, wchodząc na nieznany grunt i tworząc powieść w zupełnie innej stylistyce i gatunku, gdyby jednak tak się nie stało, wcale nie będę miała mu za złe. Dla mnie może do końca życia pisać historie o smaku Dygotu oraz Rdzy, bo robi to pierwszorzędnie.

Continue reading

A kiedy odejdziesz nad ranem,
oczy bezsenne będą bardzo boleć,
wtedy zobaczę zdjęty sznur od firanek
i otwartą brzytwę na stole.

– Władysław Broniewski „Nocny gość” –

Władysław Broniewski „Nocny gość” [łyk poezji]

Są takie noce, kiedy coś niepokoi. Złe myśli nie pozwalają zasnąć. Coś niewidzialnego, ale wyraźnie złowieszczego, czai się w kącie. Powietrze jest zimne jak lód. Nie wiesz czy leżeć nieruchomo i cierpliwie czekać na sen, czy wstać z łóżka, chodzić bez celu po mieszkaniu, patrzeć na odcinające się na tle mroku białe ściany, wyglądać przez okno… Boisz się tego, co mógłbyś zobaczyć? Czyje oczy odnajdą twój wzrok w mroku nocy?

Nocny gość. Poetycki hołd oddany innemu poecie? Próba rekonstrukcji ostatnich chwil życia nadwrażliwego artysty? Historia nawiedzenia przez ducha? Wiersz Broniewskiego może być tym wszystkim. Z osobna albo jednocześnie. Mój zmysł do tropienia w literaturze podwojeń, podsuwa mi jeszcze inną możliwą interpretację. Przemawia do nas człowiek, który niedługo umrze. Który albo sam zaplanował, albo wyczuwa szóstym zmysłem zbliżający się nieuchronnie kres życia. Nawiedza go jego własne widmo, doppelgänger, zwiastun śmierci. Mężczyzna nie jest gotowy na to spotkanie, usiłuje odsunąć obraz własnego końca. Jest bezradny wobec przeznaczenia, którego już nie sposób zmienić. Nocny gość, wielowarstwowa liryczna opowieść. Mroczna literacka wizja, zaszczepiająca w wyobraźni sugestywne obrazy w kolorze bieli i krwistej czerwieni. 

Continue reading