CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Month: Październik 2017

Gdy portretuję człowieka, chciałbym, aby wyczuto utajony nurt jego życia – wszystko, co kiedykolwiek widział, uczynił, wycierpiał…

– Vincent van Gogh w liście do brata Theo –

Spojrzenie w oczy. „Twój Vincent” [czepiam się nie książki]

Obraz. W tym słowie kryje się dwuznaczność. Jeden z synonimów filmu, stosunkowo rzadko używany, bo nie do końca oddaje czym jest obraz ruchomy.

Obraz, nawet jeśli jest statyczny, ma moc oddziaływania na zmysły, wyobraźnię i emocje. Żaden z tysięcy filmów, które obejrzałam przez trzydzieści lat mojego rozczytanego i rozoglądanego życia nie zasługuje tak bardzo na nazwanie go obrazem jak Twój Vincent

Continue reading

Kiedy parę godzin później zobaczyłam swoje odbicie w przyciemnionym nocą oknie (…) nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To była przecież ona, nie Mary, nie Marie, ale ta trzecia, ta która istniała tylko na zewnątrz i którą chciałyśmy być obie.

– Majgull Axelsson „Ta, którą nigdy nie byłam” –

Majgull Axelsson – „Ta, którą nigdy nie byłam” [moje odczytanie: epilog powieści]

Dziś tekst z gatunku dziwnych. Nie planowałam recenzować powieści Ta, którą nigdy nie byłam, chciałam ją przeczytać tylko dla siebie, bo przeczuwałam, że odnajdę w niej własne lustrzane odbicie oraz to o czym sama piszę. Nie myliłam się. Czterysta czterdzieści pięć stron, odkładam tom na półkę i zaczynam zastanawiać się, co się właściwie wydarzyło i jaki jest finał tej historii. Czy w ogóle można tu mówić o zakończeniu? Może jest ich wiele… Po kilku godzinach widzę bohaterkę powieści Majgull Axelsson. Widzę ją tak, jakbym oglądała film. Stworzony niewprawną ręką, amatorski, nieostry i źle wykadrowany. Chyba drżą mi ręce… Odkładam kamerę i postanawiam dopisać swoje zakończenie tej historii. A właściwie zakończonko. Malutki epilog. Jedną dodatkową sekwencję, strumień uczuć. Tak widzę Mary-Marie teraz, ale mam przeczucie, że jeszcze długo będę o niej myśleć. O jej obliczu/obliczach, symultanicznych życiach i alternatywnych losach. I wiecie, jestem pewna, że jeśli jutro po przebudzeniu moje myśli nadal będzie zaprzątać Ta, którą nigdy nie byłam, dopiszę w wyobraźni zupełnie inne niż dziś zakończenie.

Continue reading

Na manifestacjach nie mam ochoty krzyczeć. I coraz bardziej bym chciała, żeby to były protesty milczące. Dlaczego tak? Tysiące milczących postaci to wielka siła. Milczenie w takiej masie jest trudniejsze od krzyku, ale bardziej donośne. Nie zużywa się – inaczej niż hasła. Brzmi szlachetniej i trudno je przeinaczyć, dopisać mu coś, czego nie było. Nic nie wskazuje na to, że jest mniej skuteczne.

– Magdalena Tulli „Jaka piękna iluzja” –

„Jaka piękna iluzja”. Magdalena Tulli, Justyna Dąbrowska [recenzja przedpremierowa]

Dwa tygodnie temu sięgnęłam po prozę Magdaleny Tulli i pierwsze pytanie jakie sobie zadałam, brzmiało, dlaczego dopiero teraz. Powieści Tulli zachwyciły Pełen zlew i Przeczytaj mnie, nie raz słyszałam, że trzeba je znać, ba nawet próbowałam kiedyś czytać jedną z nich. Przypominam sobie mgliście, że na filologii polskiej na naszej liście lektur obowiązkowych znajdowały się Sny i kamienie. To musiało być monstrualne czytelnicze fiasko, bo nie pamiętam z książki nic poza tym, że miałam ją w dłoniach i po kilku stronach stwierdziłam, nie rozumiem, co czytam, nie przebrnę. Tak, jakoś tak to było. I mam odpowiedź na moje pytanie. Do niektórych lektur trzeba dojrzeć.

Continue reading