CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Month: Październik 2017

To zdjęcie było starsze niż inne wyeksponowane na wystawie i zniszczone przez wieloletnie obcowanie ze światłem (…) Moją uwagę zwróciły dwie stojące na samym przedzie kilkuletnie dziewczynki. Były identyczne.

– Joanna Bator „Rok królika” –

Mój portret podwójny, czyli historia pewnej fotografii [czepiam się nie książki]

Czekały tam na mnie. Wiem to. Irracjonalna pewność. A przecież nie zobaczyłam ich od razu, chociaż stały przy samym wejściu, twarzą do kasy. Tak, twarzą. Jedną. Bliźniaczki… 

Obite i podrapane. Przybrudzone bluzki, siniaki na rękach, wyrwane włosy. Ktoś trzy razy zmieniał na nich metkę z ceną. 249, 39, 29. Chyba mimo przeceny nikt ich nie chciał. A dla mnie są bezcenne. Wyglądają na mocno zakurzone, pewnie stoją tak od dawna. Portret podwójny. Wybrakowany i uszkodzony, jak zauważyła pani w kasie, szczerze zdziwiona, że chcę go kupić. Przy wejściu panuje półmrok, może myślała, że nie zauważyłam ich blizn, więc czuła się w obowiązku mnie ostrzec. Czy zdarzyło się, że ktoś je zechciał, a kiedy zabrał na światło dzienne i zauważył, że nie są tak nieskazitelne, jak się z pozoru zdaje, odniósł i zażądał zwrotu pieniędzy? Ktoś z obsługi krzyknął, bliźniaczki do reklamacji, a po salonie rozszedł się pomruk zniechęcenia. Pod sufitem zakłębiły się niewypowiedziane na głos myśli: o, wróciły, córy marnotrawne; wiedziałem, że tak będzie; spodziewałam się tego; który to już raz… Decyduje się pani, mimo że są uszkodzone? Przecież to bliźniaczki, odpowiadam. Dla mnie to oczywistość, dla kasjerki moja odpowiedź nie ma najmniejszego sensu. Płacę mniej niż za nową książkę i wynoszę je na deszcz. Żartuję do męża, że nie mamy wolnej ściany, żeby je zawiesić – już dla Vincenta było trudno znaleźć miejsce – więc będę z nimi spała. Cieszę się, że zabieram je do domu. Tato chce otworzyć bagażnik, ale protestuję. Nie! Nie zmieszczą się, przekrzykuję wiatr. Pewnie by weszły, ale nie chcę, by jeszcze bardziej się poobijały. Wolę, żeby resztę drogi siedziały obok mnie.

Continue reading

Nic nie pali się lepiej niż stare dzieje. Można na nie plunąć, a ogień tylko zmieni na chwilę kolor; przeszłość nie zdoła powstrzymać pożaru. Siedzę przy naszym wiekowym palenisku i staram się utrzymywać mały, bezpieczny płomień, niewidoczny z ulicy. Sad otacza wysoki mur (…) zdradzić może mnie jedynie dym, pilnuję jednak, żeby nie rzucał się w oczy.

– Anna Bolavá „W ciemność” –

Kobieta, która śniła, że jest kwiatem. Anna Bolavá „W ciemność” [recenzja]

Istnieją książki, które mimo że smutne i rozdzierające, są w jakiś sposób piękne. Opowieści o inności, stracie, bólu, takie które wyciskają łzy. Są książki, które wywołują w nas emocjonalny huragan, wywracają wewnętrzny świat do góry nogami. Otrząsamy się, wracamy do codzienności, naszej prywatnej rutyny, ale coś się w nas zmienia. Nie zapominamy, te opowieści zostawiają w nas ślad. Odtąd inaczej spoglądamy na otaczających nas ludzi, a także częściej zaglądamy w głąb siebie.

W ciemność. Studium obsesji. Nietypowy pamiętnik z kilku ostatnich miesięcy życia. Opowieść o samotności z wyboru. Historia umierającej kobiety, w której ani razu nie pada wprost słowo umieranie lub śmierć. 

Continue reading

Skoro tyle miesięcy pozwalałam na to, by utożsamiała mnie ze swoją córką, wysłaną do komory gazowej przez Margot Kunz w Ravensbrück, teraz już za późno. Nasze losy splotły się od dnia spotkania na częstochowskim dworcu i w jakimś sensie stałam się Anulą, reaguję na jej imię, czeszę się podobnie, z przedziałkiem na środku głowy, noszę jej złoty pierścionek z kameą, zakładam jej spódnice i bluzki i każdego dnia coraz bardziej przesiąkam zapachem jej ubrań. 

– Wioletta Grzegorzewska „Stancje” –

Niefortunna wyliczanka. Wioletta Grzegorzewska – „Stancje” [recenzja]

Czytając pół roku temu Guguły Wioletty Grzegorzewskiej, odbyłam sentymentalną podróż do świata mojego dzieciństwa. Dokładnie pamiętam, jak leżałam w maju na trawie z tomikiem wydawnictwa Czarne w dłoni. Co chwilę przerywałam lekturę, by zatopić się we wspomnieniach, skonfrontować to, o czym czytam, z własnymi doświadczeniami, z nostalgią przenieść się myślami do okresu dzieciństwa i wczesnego dojrzewania. Życie na wsi, blisko natury. Życie, któremu czasem bliżej było do dzikości, niż cywilizacji. Choć dwanaście lat ode mnie starsza, Grzegorzewska odmalowała przede mną świat, który znałam, przywróciła mi obraz, który już lekko zacierał się w pamięci. Stworzyła też niezapomniany literacki autoportret. Może nieco przerysowany i nie całkiem wolny od zabiegów autokreacyjnych, ale mimo wszystko szczery, a na pewno charakterystyczny. Ze Stancjami jest niestety tak, że ani nie umiem się utożsamiać z ich bohaterką/narratorką, ani też nie znalazłam w nowej powieści Grzegorzewskiej dziewczyny z Guguł. O kilka, kilkanaście lat starszej, ale wciąż tej samej. Przesiąkniętej wiejską tradycją, ukształtowanej przez atmosferę życia w wielopokoleniowej rodzinie, blisko ludzi, zwierząt, przyrody… Chociaż Stancje narracyjnie są kontynuacją tej wcześniejszej opowieści, próżno jej tu szukać. 

Continue reading

Jakże pięknie było na wsi! Jesień była w pełni! Żółciły się liście, dojrzewały jabłka; w cieniu papierówki, wzdłuż jego konturu przechadzały się dwie kobiety w identycznych sukienkach z białej wełny. Każda niby łyżkę, na której kołysze się jajko, niosła przed sobą lusterko, a w nim pochwycone ukradkiem spojrzenia mężczyzn pracujących w polu. Gdy któraś się zachwiała albo wiatr zawiał mocniej, druga przystawała natychmiast i odwracając się do tamtej, krzyczała:
– Doniesie? Nie doniesie?

– Weronika Murek „Ołówek, siekierka, kijek” z tomu „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” –

Weronika Murek – „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” [recenzja]

Gdybym miała scharakteryzować debiutancką książkę Weroniki Murek jednym słowem, byłoby to słowo zaskoczenie. Bo oto mam przed sobą zbiór opowiadań, który nie jest tym czym się wydaje… Ten barokowy tytuł książki i równie wymyślnie zatytułowane kolejne opowiadania (przyznajcie się, kto – podobnie jak ja – przed ostatecznym zatopieniem się w lekturę, ogląda książkę ze wszystkich stron, zagląda do spisu treści i dyskretnie zerka na ostatnią stronę, żeby się upewnić, że tam jest), tych kilka słów, które widzimy na długo przed tym, nim zaczniemy naprawdę czytać… Te słowa są jak znaczone karty. Zapamiętujemy je. Zamieniają się w naszych umysłach w obrazy, i skojarzenia. Są jak obietnica. Weronika Murek swoimi obietnicami wyprowadza czytelnika w pole, bo żaden z tekstów nie jest tym, czego się spodziewamy. Błądzimy. Długo nie widać na horyzoncie znajomych miejsc i ludzi, wszystko jest dziwne, odrealnione, nieswoje, ale ostatecznie ta podróż wiele nas uczy. Nie tylko tego, by nie oceniać po pozorach.

Continue reading

 Bliźniaczki są zawsze razem, zawsze we dwie. Jeżeli w ich świecie normalne jest przebywanie w parze, jak widzą innych ludzi, pojedynczych? Pewnie dla nich jesteśmy połówkami, myślała. I przypomniała sobie dziwne słowo, które kiedyś słyszała – amputacja. Tak się mówiło, kiedy ludzie tracili jakąś część siebie. Tym dla nich jesteśmy: ludźmi po amputacji. Kalekami.

– Diane Setterfield „Trzynasta opowieść” –

Diane Setterfield „Trzynasta opowieść” [moje odczytanie: bajka o dobrej i złej bliźniaczce]

Trzynasta brakująca opowieść… Czym jest? Czy w ogóle kiedykolwiek była? Może to pusta kartka, na której każdy z nas musi zapisać własną historię, stworzyć mit o swoich narodzinach, dorastaniu, życiu i śmierci.

Trzynasta opowieść Diane Setterfield, historia w ciągłym ruchu, ulegająca transformacji. Postacie okazują się kimś innym niż przypuszczaliśmy. Często wprowadzano nas w błąd, opisując coś inaczej, niż odbyło się w rzeczywistości. Niedopowiedzenia, kłamstewka, sprostowania. Niespodzianki, nagłe zamiany ról. Jak odkryć po latach prawdę o tych, których już nie ma? Jak nakreślić drzewo genealogiczne oraz mapę ludzkich relacji, skoro tożsamość niektórych – jakże tajemniczych – postaci na zawsze pozostanie zagadką?

Continue reading

 Jeśli jakaś idea naprawdę cię prześladuje, zostanie z tobą na długie lata. Wyssie cię jak wampir. Pozbędziesz się jej dopiero wtedy, kiedy zostanie przelana na papier.

– Truman Capote –

Biografia totalna. Gerald Clarke „Truman Capote” [recenzja]

Książka Geralda Clarke’a to owoc dwunastu lat pracy. Liczący prawie osiemset stron tom został wydany w USA cztery lata po śmierci Capotego. Ta monumentalna biografia to nie tylko życiorys utalentowanego i nietuzinkowego artysty, ale też plastycznie odmalowany obraz miasta blichtru. Portret nowojorskiej – i szerzej amerykańskiej – elity drugiej połowy XX wieku.

Continue reading

Gdy portretuję człowieka, chciałbym, aby wyczuto utajony nurt jego życia – wszystko, co kiedykolwiek widział, uczynił, wycierpiał…

– Vincent van Gogh w liście do brata Theo –

Spojrzenie w oczy. „Twój Vincent” [czepiam się filmu]

Obraz. W tym słowie kryje się dwuznaczność. Jeden z synonimów filmu, stosunkowo rzadko używany, bo nie do końca oddaje czym jest obraz ruchomy.

Obraz, nawet jeśli jest statyczny, ma moc oddziaływania na zmysły, wyobraźnię i emocje. Żaden z tysięcy filmów, które obejrzałam przez trzydzieści lat mojego rozczytanego i rozoglądanego życia nie zasługuje tak bardzo na nazwanie go obrazem jak Twój Vincent

Continue reading

Kiedy parę godzin później zobaczyłam swoje odbicie w przyciemnionym nocą oknie (…) nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To była przecież ona, nie Mary, nie Marie, ale ta trzecia, ta która istniała tylko na zewnątrz i którą chciałyśmy być obie.

– Majgull Axelsson „Ta, którą nigdy nie byłam” –

Majgull Axelsson – „Ta, którą nigdy nie byłam” [moje odczytanie: epilog powieści]

Dziś tekst z gatunku dziwnych. Nie planowałam recenzować powieści Ta, którą nigdy nie byłam, chciałam ją przeczytać tylko dla siebie, bo przeczuwałam, że odnajdę w niej własne lustrzane odbicie oraz to o czym sama piszę. Nie myliłam się. Czterysta czterdzieści pięć stron, odkładam tom na półkę i zaczynam zastanawiać się, co się właściwie wydarzyło i jaki jest finał tej historii. Czy w ogóle można tu mówić o zakończeniu? Może jest ich wiele… Po kilku godzinach widzę bohaterkę powieści Majgull Axelsson. Widzę ją tak, jakbym oglądała film. Stworzony niewprawną ręką, amatorski, nieostry i źle wykadrowany. Chyba drżą mi ręce… Odkładam kamerę i postanawiam dopisać swoje zakończenie tej historii. A właściwie zakończonko. Malutki epilog. Jedną dodatkową sekwencję, strumień uczuć. Tak widzę Mary-Marie teraz, ale mam przeczucie, że jeszcze długo będę o niej myśleć. O jej obliczu/obliczach, symultanicznych życiach i alternatywnych losach. I wiecie, jestem pewna, że jeśli jutro po przebudzeniu moje myśli nadal będzie zaprzątać Ta, którą nigdy nie byłam, dopiszę w wyobraźni zupełnie inne niż dziś zakończenie.

Continue reading

Na manifestacjach nie mam ochoty krzyczeć. I coraz bardziej bym chciała, żeby to były protesty milczące. Dlaczego tak? Tysiące milczących postaci to wielka siła. Milczenie w takiej masie jest trudniejsze od krzyku, ale bardziej donośne. Nie zużywa się – inaczej niż hasła. Brzmi szlachetniej i trudno je przeinaczyć, dopisać mu coś, czego nie było. Nic nie wskazuje na to, że jest mniej skuteczne.

– Magdalena Tulli „Jaka piękna iluzja” –

„Jaka piękna iluzja”. Magdalena Tulli, Justyna Dąbrowska [recenzja przedpremierowa]

Dwa tygodnie temu sięgnęłam po prozę Magdaleny Tulli i pierwsze pytanie jakie sobie zadałam, brzmiało, dlaczego dopiero teraz. Powieści Tulli zachwyciły Pełen zlew i Przeczytaj mnie, nie raz słyszałam, że trzeba je znać, ba nawet próbowałam kiedyś czytać jedną z nich. Przypominam sobie mgliście, że na filologii polskiej na naszej liście lektur obowiązkowych znajdowały się Sny i kamienie. To musiało być monstrualne czytelnicze fiasko, bo nie pamiętam z książki nic poza tym, że miałam ją w dłoniach i po kilku stronach stwierdziłam, nie rozumiem, co czytam, nie przebrnę. Tak, jakoś tak to było. I mam odpowiedź na moje pytanie. Do niektórych lektur trzeba dojrzeć.

Continue reading