CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Month: Listopad 2016

Odkąd dojrzałam, moje ciało nie było w pełni moje. Zabrały mi je zakazy i wstyd.

– Marta Motyl „Odcienie czerwieni” – 

Marta Motyl – „Odcienie czerwieni” [recenzja]

Odcienie czerwieni to druga książka Marty Motyl, ale pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Na początek przyszłego roku planowana jest premiera kontynuacji tej powieści. Nie ukrywam, że mnie to cieszy, bo pierwszy tom historii o młodej wyzwolonej kobiecie poszukującej mocnych wrażeń i miłości, połknęłam w dwa wieczory i mam pewien niedosyt…

Przyznam szczerze, że zanim odebrałam książkę z rąk listonosza, wiedziałam o niej tylko tyle, że dosyć odważnie opisuje kwestie seksualności. Na różnych poziomach. Spodziewałam się, że powieść w najlepszy wypadku trafi do mojej prywatnej sekcji tak zwanych guilty pleasures. Grzeszne rozkosze to wszystko to – książki, filmy, muzyka, etc. – co nas „kręci”, a jednocześnie nie jest czymś, czym byśmy się chcieli chwalić w towarzystwie. Grzeszne rozkosze w jakiś pokrętny sposób wolą pozostać w ukryciu. Bo wstyd, bo inni by wyśmiali, nie zrozumieli. To coś intymnego. I choć Odcienie czerwieni dotykają spraw intymności i seksualności, bardzo się co do nich pomyliłam.

Rozkosze owszem, lecz wcale nie guilty. Powieść jest bardzo odważna, właściwie czytałam w życiu tylko jedną książkę, w której natknęłam się na mocniejsze sceny erotyczne, ale to chyba też dlatego, że rzadko sięgam po literaturę o podobnej tematyce. Marta Motyl ma niezwykły dar pisania o seksie w sposób obrazowy, ale nie obsceniczny. Nie ma w tym żadnej wulgarności. Kiedy opisuje się sceny erotyczne łatwo popaść w dwie skrajności – dosłowność na granicy ordynarności albo przeciwnie, uwznioślenie i przepoetyzowanie  na granicy grafomani. Marcie Motyl udaje się znaleźć złoty środek. Pisze pięknie, lirycznie. Opowiada tak, że czujemy zapach i muśnięcie oddechu na skórze, wyczuwamy napięcie i magnetyzm między bohaterami, widzimy kolory, chłoniemy słowa i obrazy wszystkimi zmysłami. To proza niespotykanie sensualna i subtelna, dobrze wyważona, nie przesadzona. A jednocześnie oddająca oba oblicza miłości fizycznej – ekstazę i destrukcyjność.

Continue reading

Ptaki nie płaczą. Chyba jedynym zwierzęciem zdolnym do płaczu, śmiechu i kłamstwa jest człowiek.

– William Wharton „Ptasiek” – 

Tegoroczna nagroda Nike. Bronka Nowicka – „Nakarmić kamień”

Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony. Droga z wody przez powietrze do ziemi wydaje się zbyt długa, nawet jak na ostatnią.
Smutek wyciągnął się na leżaku i czytał.
– Jak to jest – zapytał, składając gazetę – że ty w ogóle nie potrafisz płakać? Nie jesteś przecież zwierzęciem, tylko małym człowiekiem, powinnaś mieć tę sztukę w małym palcu. Zobaczmy, czy czasem nie płaczesz do środka.
Otworzył dziecku usta, w których po chwili wezbrała woda, przelała się i nie przestawała spadać po brodzie. Smutek przyłożył do niej palec i oblizał:
– Słone. Jest tak, jak myślałem.
Oderwał kawałek gazety, zagniótł w statek, włożył do niego mrówkę i zwodował w ciągle otwartych ustach.
– Tak – powiedział, patrząc, jak papier nasiąka, a mrówka wspina się na żagiel. – Tak – powtórzył, a miało to znaczyć tyle co westchnienie nad pięknem stworzonej przed chwilą figury.
Po jakimś czasie wyrzuciło statek na brzeg ust. Mrówka suszyła się przy nich dopóty, dopóki nie była w stanie przebierać nogami. Później poszła w dół. Gdy dziecko wylało już wszystkie zaległe łzy, smutek powiedział:
– Teraz nauczę cię jak się płacze. Jeśli tego nie pojmiesz, możesz utopić się w sobie.

Powyżej przytaczam w całości jedną z miniatur z tomiku Nakarmić kamień, zatytułowaną Statek. Wyróżnia się na tle zbioru czymś co nazwałabym surrealistycznym obrazowaniem. Jestem ciekawa czy autorka, oprócz pióra, sięga czasem po pędzel… Czytając ten krótki utwór miałam opisaną tu metaforyczną scenę – współczesną parabolę – wyraźnie przed oczami, jakby była powieszonym na ścianie płótnem, na które spoglądam.

Continue reading

Iwona Partyka – „Mroczna tajemnica Don Orestesa Gonzagi Greco” [przedpremierowo]

Spokojne osiedle gdzieś na obrzeżach Trójmiasta. Niezwykle oryginalnie nazwane ulice Homera, Ikara, Herkulesa, Oriona i Merkurego zamieszkują równie oryginalni bohaterowie. W dniu śmierci króla popu, Michaela Jacksona, w tym sielskim dotąd miejscu zaczyna dochodzić do niepokojących zdarzeń. Najpierw w lokalnych delikatesach umiera mężczyzna w średnim wieku. Właściciel nakazuje wynieść trupa na zaplecze i kontynuować sprzedaż… Później na ścianach domków jednorodzinnych, sklepu i kościoła pojawiają się enigmatyczne napisy. Groźby? Proroctwa? W zwyczajne życie zwyczajnych ludzi wkrada się przerażenie i paranoja. Podejrzliwość, prywatne śledztwa domorosłych detektywów, nieufne łypanie sąsiada na sąsiada.

Książka od początku skojarzyła mi się z Kosmosem Gombrowicza, obie historie mają podobny punkt wyjścia. Amatorskie śledztwo w sprawie… No właśnie. Jakiej? Przecież nie dzieje się nic szczególnego. Denat ze spożywczaka padł na zawał, ktoś bazgrze po murach… i tyle. Ale znudzeni monotonią codzienności obywatele nadmorskiego miasta szukają sensacji. Wyjątkowo podejrzani wydają się im nowi sąsiedzi. Rodzina, której głową jest mężczyzna z diastemą, łysy i do tego chodzący w czarnym golfie… Paskudnie podejrzane połączenie. Nie, tu zdecydowanie dzieje się coś złego…

Continue reading