CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Category: O książkach (page 1 of 7)

Tereza Boučková – „Rok Koguta” [recenzja premierowa]

Książka Terezy Boučkovej to samo życie. Najpierw zachłannie się nią/nim zachłystujesz, po chwili masz dość. Tego że historia nie posuwa się do przodu, że każdy dzień wygląda tak samo…

Rozczarowuje cię, że wymyślony scenariusz szczęśliwego życia i idealnej rodziny nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, istnieje tylko na papierze. Że nie możesz wyreżyserować własnego życia, bo los płata figle, a bogowie śmieją się z ciebie do rozpuku. Że jesteś jak chomik w tanim plastikowym kołowrotku. Życie to błędne koło. Wciąż popełniasz te same błędy. Chociaż nie powinnaś, robisz ponownie coś, czego obiecywałaś nie zrobić nigdy więcej. Chociaż dawno straciłaś wiarę i nadzieję, nadal zaskakująco często się łudzisz i oszukujesz samą siebie.

Rok Koguta. Literacki zapis roku z życia współczesnej kobiety po przejściach, która tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami staje nad przepaścią.

Continue reading

Diane Wakoski „Pięć snów Jennifer Snow i jej testament” [łyk poezji]

Pięć snów Jennifer Snow i jej testament. Ten wiersz jest jak cios. Może zostawić bliznę…

Historia umierania. Seria scen, w których bolesna codzienność przeplata się z metafizyką. Wspomnienia dawnych zdarzeń czy urojenia? Marzenia, powracające na jawie sny, majaki gasnącego umysłu?

Dosłowność śmierci i jej symbolika zamknięte w poemacie, który rozdziera, a jednocześnie koi. Dwie kobiety. Jedna odchodzi, druga zostaje. Jedna jest już po tamtej stronie, z rzadka budzi się na chwilę, druga czuwa, patrzy, widzi. Nie ma siły na rozpacz. 

Continue reading

Giorgio Manganelli – „Centuria. Sto krótkich powieści rzek” [recenzja]

Tomik Centuria. Sto krótkich powieści rzek, już po kilkunastu stronach wzbudził moją nieufność… Lubię – nawet bardzo – ład i symetrię, ale tylko w życiu, nie w literaturze. A tymczasem każda z opowieści Giorgio Manganellego jest niemal dokładnie tej samej długości, co wydaje się mocno podejrzane. Wahania są niewielkie, w granicach trzech, czterech linijek tekstu. Najczęściej to dokładnie czterdzieści trzy wiersze…

Czy każde zjawisko, każde uczucie, każdy lęk, nadzieja czy marzenie zasługuje na dokładnie taki sam objętościowo komentarz? Od – szacunkowo – dwóch tysięcy do dwóch tysięcy czterystu znaków ze spacjami. Czy literatura współczesna powinna być tak pedantycznie przykrojona i zamknięta w ciasnych ramach? Ktoś powie, takie ograniczenie jest znakiem wyjątkowego literackiego kunsztu. Zgoda, ale może też być znakiem sztuczności, fałszu, zimnej kalkulacji, dla której nie widzę w literaturze miejsca.

Continue reading

Mroczne miejsca. Anna Kańtoch – „Wiara” [recenzja premierowa]

Czy istnieją złe miejsca? Miasteczka i wsie naznaczone swoistą klątwą, takie w których zbrodnia nie jest incydentem, ale cyklicznie nawracającym zdarzeniem, którego wszyscy się spodziewają, na które czekają ze strachem, ale i niecierpliwością granicząca z pewnością? Unde malum, skąd zło? Czy to miejsca zatruwają ludzi, czy ludzie miejsca?

Continue reading

„Horla” Guya de Maupassanta. Dwie wersje opowiadania

John Gardner powiedział, że istnieją właściwie tylko dwie opowieści: jedna o wyruszaniu w podróż, druga o pojawianiu się kogoś obcego. Trudno się z tym nie zgodzić. Bycie w drodze jest genezą większości literackich i filmowych fabuł. Początek podróży bądź jej kres… Podróży rozumianej bardzo szeroko, nie zawsze dosłownie. Metaforycznej, fantazmatycznej, niejednokrotnie podróży w głąb siebie. 

Nie inaczej jest w przypadku klasycznego opowiadania Guya de Maupassanta, Horla. Znajdziemy w nim podróż w dosłownym rozumieniu tego słowa, odnajdziemy też ucieczkę. Udamy się w podróż symboliczną za sprawą literackiej introspekcji, wędrówki do wnętrza własnego umysłu i duszy. Ale przede wszystkim spotkamy tajemniczego przybysza. Intruza, który pojawił się nieproszony i z pewnością nie ma dobrych intencji.

Continue reading

Federico García Lorca. Życie. Wiersze. Dramat „Krwawe gody” i jego ekranizacja

Zaczęło się od filmu. Który to już raz? Miłość do literatury i kina jest jak dwie nici spirali DNA. Splątane i nierozerwalne.

Zazwyczaj staram się czytać, a dopiero później oglądać ekranizację, ale nie raz zdarzyła się sytuacja odwrotna. Tak bywa chociażby w przypadku klasyki kina, genialnych filmów, które sławą przerosły swoje literackie pierwowzory. Kilka razy zdarzyło mi się też szukać powieści albo poematów pod wpływem zasłyszanego w filmie krótkiego cytatu, czy dłuższego  fragmentu… A jak było z Krwawymi godami

Na film natknęłam się całkowicie przypadkowo, nigdy o nim nie słyszałam. Może ze względu na analogiczny do Gorzkich godów – które uwielbiam – tytuł postanowiłam obejrzeć w ciemno. Najpierw zachwyt i wzruszenie wywołane seansem, później szperanie po bibliotekach w poszukiwaniu wszystkiego, co wyszło spod pióra Federico Garcii Lorci, autora dramatu, który był podstawą scenariusza filmu. Samo nazwisko Lorci było mi znane, ale  jego twórczość pozostawała terra incognita. Jak zwykle był lęk, czy udźwignę jego poezję – okazuje się, że nawet dramaty Lorci są bardzo poetyckie – czy zrozumiem, o czym pisał, co chciał powiedzieć. Szybko dałam się porwać tekstom Lorci. Zarówno dramatom, tak pięknie łączącym mimetyzm z realizmem magicznym, jak i poezji, która umieszcza hiszpańską tradycję i folklor w szerszym kontekście. 

Continue reading

To znów się dzieje. Książkowy i filmowy powrót do miasteczka Twin Peaks

Wers, który utkwił w pamięci i co jakiś czas powraca, jakby ktoś wypowiadał słowa wewnątrz głowy. Macie taki wers? Wydaje się, że znamy jego oryginalne brzmienie, a kiedy po latach słyszymy go w pierwotnym kształcie i szerszym kontekście, okazuje się, że nasz umysł trochę go jednak zmodyfikował.

Czy takim wersem może być filmowa scena? Dlaczego nie. Dla mnie jest nim wycinek Miasteczka Twin Peaks. Scena, od której wszystko się zaczęło. Dla mnie. Maddy Ferguson i demoniczny Bob spleceni w uścisku. Tańczą. Danse macabre. Głowa dziewczyny uderza o ścianę, na której wisi obraz w szklanej ramie. Szyba  pęka. Twarz dziewczyny pęka. Maddy umiera. A mnie przez wiele lat wydaje się, że widziałam jak ginie Laura Palmer.

Mam jakieś osiem, dziewięć lat, kiedy polska telewizja po raz pierwszy emituje serial Davida Lyncha. Zamiast tańca widzę szarpaninę, zamiast ściany z obrazem drewniany kredens z szybkami, jaki wówczas stał niemal w każdym polskim domu. Ale nie w domu Palmerów. Moja pamięć połączyła w jedno dramatyczną scenę z serialu i meblościankę z domu babci albo ciotki. Może właśnie tam zobaczyłam ten krwawy obraz…  Zajęci sobą dorośli i dzieci podglądające zakazany serial…

Ta scena była ze mną przez wiele lat, jak wers który odbija się echem w umyśle. Po raz pierwszy wkroczyłam do miasteczka Twin Peaks jako dziecko. Weszłam tam tylko jedną stopą, zajrzałam jednym okiem. Na dobre zamieszkałam w nim dopiero jedenaście lat temu, jako świeżo upieczona dwudziestolatka. Właśnie wtedy telewizyjna dwójka ponownie wyemitowała Miasteczko Twin Peaks. Zaczęły się wieczory w oparach mocnej kawy i przy dźwiękach hipnotyzującej muzyki. Oniryczna atmosfera, szum daglezji, pohukiwanie sowy… Wyśnione miejsce… Chyba nigdy stamtąd nie wróciłam. Przynajmniej nie w całości.

Continue reading

Niedojrzałe owoce. Wioletta Grzegorzewska „Guguły”

Guguły Wioletty Grzegorzewskiej to żadna nowość, a jednak niedawno o książce zrobiło się głośno za sprawą tegorocznej nominacji do Man Booker International Prize. Od lat mieszkająca w Anglii Grzegorzewska jest tam znana jako Wioletta Greg. Guguły wydano w angielskim przekładzie jako Swallowing Mercury.

Przyznam, że mam co do Guguł mieszane uczucia, jednak z przewagą tych pozytywnych. Ta niedługa, licząca nieco ponad sto stron, opowieść zachwyciła mnie i wywołała nostalgię. Lektura była swoistą podróżą w przeszłość. Własne dzieciństwo i dorastanie mimochodem stawało mi przed oczami. Mogłam identyfikować się z bohaterką i narratorką Guguł, mogłam przeglądać się w jej doświadczeniach jak w lustrze, a jednak były momenty, gdy lektura lekko rozczarowywała. Już po trzydziestu stronach odniosłam wrażenie, że cała ta historia jest jak melodia wygrywana na jednej nucie. Żadnych napięć, zmian tonacji czy tempa, żadnych fałszywych dźwięków… Był też moment, gdy pomyślałam, że Grzegorzewska trywializuje niektóre poważne tematy, takie jak chociażby wykorzystywanie seksualne. Sama nie wiem, może to i dobrze, że w odróżnieniu od innych autorów unika patosu, histerycznych i dramatycznych gestów. Jej bohaterowie nad wszystkim co się dzieje, przechodzą do porządku dziennego, bo takie jest życie. 

Continue reading

Coś w ścianie. „Żółta tapeta” Charlotte Perkins Gilman i „Jak w zwierciadle” Ingmara Bergmana

Przechodzę przez ścianę, rozumiesz? Co świt budzi mnie stanowczy głos, wstaję i idę do tego pokoju. Pewnego dnia ktoś wołał mnie zza tej tapety. Zajrzałam do szafy. Nikogo tam nie było. Ale głos wciąż mnie wzywał, więc przycisnęłam się do ściany, a ona ustąpiła jak liście i znalazłam się w środku. Uważasz, że zmyślam, prawda? Wchodzę do dużego pokoju, jest jasno i cicho. Ludzie przesuwają się do przodu i do tyłu niektórzy do mnie mówią, a ja ich rozumiem… Cytat ten nie pochodzi z Żółtej tapety, chociaż mógłby. To słowa Karin, bohaterki filmu Jak w zwierciadle Ingmara Bergmana. Obejrzałam go jakiś czas temu i od razu pomyślałam o opowiadaniu Charlotte Perkins Gilman, które czytałam przed laty. Zaczęłam się zastanawiać, czy szwedzki reżyser zainspirował się opowieścią amerykańskiej autorki, czy może ta wizja zrodziła się w jego wyobraźni niezależnie. Wierzę, że mogło tak być. Wierzę, że ludzie w różnych momentach i różnych częściach świata mogą mieć podobne myśli, wpadać na analogiczne pomysły. Wierzę też w to, że pewne przedmioty, uwalniają podobne skojarzenia. W uniwersalny sposób oddziałują na naszą wyobraźnię, podświadomość. Archetyp tapety – brzmi śmiesznie, ale jeśli potraktować to zjawisko szerzej… Jak postrzegamy ścianę i to co za nią. Co symbolizuje, co skrywa, jak oddziałuje na wyobraźnię? Czy może być przejściem do innego świata? Nawet jeśli tylko urojonego…

Continue reading

Pisarz, ilustrator, aktor… Artysta totalny – oblicza Rolanda Topora

Roland Topor. Aktor, reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, dramatopisarz, autor licznych powieści, opowiadań i tekstów piosenek. Artysta, satyryk, prowokator. Człowiek, który „straszył uśmiechem”. Najsławniejszy – obok René Magritte’a – mężczyzna w meloniku. Hedonista. Spał do późnego popołudnia, kochał kobiety, wino i śpiew. Raczej nie gustował w ludzkim mięsie, ale nie przeszkadzało mu to stworzyć kanibalistyczną książkę kucharską. Miał w sobie coś z mitomana. Podobno jedyny sport jaki uprawiał, to jazda na sankach. Zmarł dwadzieścia lat temu, ale pozostaje żywy, a jego śmiech wciąż unosi się w powietrzu.

Erudyta, który nie popisywał się wiedzą i inteligencją. Zamiast tego mówił o życiu w sposób prosty i prześmiewczy. Szokujący – nierzadko obrazoburczy i niecenzuralny – ale zawsze szczery. Komentował rzeczywistość za pomocą absurdalnych historii literackich i filmowych, plakatów i rysunków.

Założyciel Grupy Panicznej. Twórca takich kuriozów jak alfabet antropomorficzny oraz  lista stu argumentów na rzecz niezwłocznego samobójstwa. Miał też w planach stworzenie wielkiego atlasu Świata Wyobraźni. Szyderca. Redaktor satyrycznego magazynu „Hara Kiri – czasopismo głupie i złośliwe”. Człowiek, który podszywał się pod kobietę i wydał pod pseudonimem Élisabeth Nerval rzewne opowiadanie o miłości.

Mężczyzna z obsesją śmierci, który codziennie na nowo rodził się i umierał, próbując na różne sposoby oswajać pierwotny lęk. Dlatego jeszcze za życia pisał „wspomnienia pośmiertne”. Dlatego w powieści Księżniczka Angina włożył w usta ojca tytułowej bohaterki słowa: Na zakończenie tych złych wieści mam jedną dobrą. Wreszcie wiem, co to jest owa śmierć, o której tyle się ostatnio mówi. To ciastko, ponoć o bardzo oryginalnym smaku, coś między ptysiem a truskawkowym plackiem. Zamknięty w błędnym kole obsesyjnych myśli o życiu i umieraniu w Balu na ugorze pisał: Równie absurdalnie jest żyć, straciwszy z oczu bezwzględny parametr śmierci, jak pozwolić, by myśl o bliskiej śmierci psuła mi krótkie istnienie. Ten podwójny nonsens umożliwia jedyną, najzupełniej pragmatyczną trasę: w tę i z powrotem. Wykupiłem abonament na linii Życie-Śmierć. Moje myśli wciąż krążą między stacjami docelowymi i uważam, by na nich nie wysiąść. Wciśnięty w kąt przy oknie, patrzę na przesuwający się krajobraz, a gdy zamykam oczy, widzę jak jadę w przeciwnym kierunku: czerwone światełko w tunelu. Rok przed śmiercią powiedział w wywiadzie: Życie jest jak mała gałązka wrzucona do ognia, która w chwili między wypuszczeniem jej z dłoni a dotknięciem płomieni ma przebłysk świadomości. To najstraszliwsza z powieści grozy. 

Continue reading

Sztuka i popkultura – powieść graficzna „Munch” Steffena Kvernelanda [komiksowo]

Wybaczcie, że określeń komiks i powieść graficzna będę używać zamiennie. Jak większość czytelników, niezajmujących się fachowo tym tematem, traktuję obie nazwy jako synonimy. Nie jestem ani wielką fanką, ani tym bardziej znawcą komiksów/powieści graficznych. Dopiero odkrywam ten gatunek. I nie ukrywam, jestem zafascynowana. W mojej domowej biblioteczce znalazły się ostatnio Jamilti izraelskiej autorki Rutu Modan i kultowy już komiks Maus Arta Spiegelmana. Pojawiła się też powieść graficzna poświęcona sylwetce słynnego ekspresjonisty, Edvarda Muncha, i środowisku artystycznemu, w którym się obracał. Niesamowita książka. Monumentalna i bezkompromisowa opowieść o europejskich artystach epoki fin de siècle’u. Malarze, poeci, dramatopisarze, kompozytorzy, rzeźbiarze i ich muzy. Edvard Munch, August Strindberg, Stanisław Przybyszewski, Hans Jaeger, Milly Thaulow, Tulla Larsen, Dagny Juel… Miłość, nienawiść, zazdrość i sztuka. A wszystko to w oparach absyntu, w towarzystwie psychodelicznych kompozycji wygrywanych na fortepianie i szalonego tańca. Jak żyła bohema w Krystianii i Paryżu? Kverneland o(d)powiada obrazem.

Continue reading

Lauren Groff – „Arkadia” [recenzja przedpremierowa]

Jeszcze jedna taka książka i uznam Lauren Groff za mistrzynię literackiej mistyfikacji. A może to nie jej zasługa? Może amerykańskie i zagraniczne wydawnictwa, które publikują i promują książki Groff, potrafią zrobić wokół nich burzę? Utopia, dystopia, ponadczasowa, zniewalająca, oszałamiająca – tyle jeśli chodzi o blurby. Już wydana rok temu Fatum i Furia nie była wcale tym, co zapowiadali wydawcy, miała jednak inne walory, które zadecydowały o tym, że pokochałam tę powieść. Fatum i Furia mocno podzieliła czytelników a także krytyków. Dla jednych grafomania, dla drugich mistrzowsko skomponowana opowieść o miłości i mitologizowaniu własnej przeszłości. Obie powieści Groff mają punkty styczne, obie nie są tym, czego się spodziewałam, ale tylko jedna z nich wzbudziła we mnie żywe emocje i wyjątkowo głęboką refleksję. Druga niemalże uśpiła. Druga, która była pierwszą…

Continue reading

„Prawdziwa poezja przemawia do nas nim zostanie zrozumiana” – poematy T.S. Eliota

Mój związek z poezją to bardzo skomplikowana sprawa. Nie umiem pisać wierszy i do niedawna uważałam, że nie umiem ich też czytać. To trudne. A poezja nie powinna być trudna w odbiorze. Jest kilku poetów których bardzo cenię. Tadeusz Różewicz, Czesław Miłosz, Leopold Staff, Paul Verlaine, Rainer Maria Rilke, a z absolutnej klasyki Mickiewicz i Shakespeare. Często wracam do twórczości Edgara Allana Poego, ale to wciąż mało. Przyznaję, czytam zbyt mało poezji.  Chyba bardziej przemawia do mnie proza poetycka. Mam słabość do poematów Stanisława Przybyszewskiego, ogromne wrażenie zrobiły na mnie teksty ubiegłorocznej laureatki Nagrody Nike, Bronki Nowickiej. Moim najnowszym odkryciem jest twórczość T.S. Eliota. Z jednej strony bardzo liryczna, z drugiej zaskakująca prostotą i naturalnością. Znalazłam niedawno w antykwariacie dwa tomiki Eliota. Wybór poezji opublikowany w 1988 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy i Cztery kwartety w oryginale – Four Quartets od A Harvest Book. 

Prawdziwa poezja przemawia do nas nim zostanie zrozumiana (…) niekonieczne od razu trzeba pojąc treść poezji, by móc się nią cieszyć – lecz radość poetyckiego doznania zachęca nas do podjęcia wysiłku aby tę treść zrozumieć – twierdził Thomas Stearns Eliot. Może właśnie tak było ze mną i z Prufrockiem. Bo właśnie od poematu Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka, od jego pierwszych wersów, zaczęło się moje uwielbienie dla Eliota. Zaznaczam jednak, że wszystko co tutaj piszę, piszę z pozycji laika. Nie zagłębiłam się w eseje i twórczość krytycznoliteracką Eliota ani w biografię noblisty. Nie czytałam nic poza dwoma wspomnianymi tomikami. Kiedyś na pewno to nadrobię, a tymczasem kilka mocno subiektywnym obserwacji z lektury wierszy, które sprawiły, że mam ochotę na więcej poezji.

Continue reading

Jak się morduje książki – Camilla Way „Obserwując Edie” [recenzja premierowa]

Chcieli zamordować tę książkę i prawie im się udało, ale prawie robi wielką różnicę. Usiłowali ją zamordować, ale nie wykrwawiła się do końca…

Pozwalam sobie na żarty, ale w trakcie lektury wcale nie było mi do śmiechu. Tak fatalnie przetłumaczonej i zredagowanej książki nie miałam w rękach już dawno, a może nawet nigdy. I zaznaczam, że nie chodzi o egzemplarz recenzencki przed ostateczną korektą, a oficjalne wydanie jakie znajdziecie w księgarniach. Mimo to polecam powieść Camilli Way. Jednak tylko tym, którzy potrafią się zdystansować, skupić na treści, nie na formie. Chociaż to trudne i chociaż sama klęłam podczas lektury, nie mogę powiedzieć, że to beznadziejna powieść i żałuję zmarnowanego czasu. Twórcy polskiego wydania zawiedli, to pewne, ale sama opowieść brytyjskiej pisarki jest solidnym thrillerem psychologicznym. Szkoda tylko, że nieudolny przekład psuje wrażenia z lektury. Aż ma się ochotę wyciągnąć czerwony długopis i kreślić, poprawiać, korygować…

Z tłumaczeniem książki jest jak z lektorem w filmie. Powinno być naturalne i neutralne. Nie dominować i nie zakłócać odbioru. Wprawny autor przekładu – albo dobry lektor – sprawi, że tłumaczenie płynnie stapia się z oryginalną wersją językową. Odbiorca czuje się tak, jakby język tłumaczenia był językiem oryginału. To złudzenie powinno być tak silne, że aż niedostrzegalne. Niestety nie zawsze tak jest.

Continue reading

Radka Denemarková „Przyczynek do historii radości” – Drzwi do wiedzy nieradosnej

Pamiętacie film Romana Polańskiego Śmierć i dziewczyna z Sigourney Weaver? To historia Pauli Escobar, kobiety która podczas dyktatury w bliżej nieokreślonym południowoamerykańskim kraju zostaje „więźniem politycznym”. Po latach w jej domu pojawia się tajemniczy przybysz, zagubiony wędrowiec. Wypada go ugościć. Podać ręcznik, by osuszył się z ulewnego deszczu, poczęstować drinkiem, żeby odpuścił stres i zmęczenie po ciężkim dniu… Doktor Roberto Miranda zostaje ciepło przyjęty przez męża kobiety, ale nie przez nią samą.

Trauma i strach, które udało jej się uśpić, wracają w ułamku sekundy. Dobrze zna tego człowieka. Zmienił nazwisko, ale jest pewna, że to on. Mężczyzna, który gwałcił ją i torturował przy dźwiękach pieśni Śmierć i dziewczyna Schuberta. Zna jego głos, pamięta zapach. Nigdy nie zapomni! Wspomnienie nadaje faktom stukrotnie większą moc.

Co zrobi kobieta? A: Wpadnie w histerię i ucieknie. B: Znajdzie w sobie odwagę, by się zemścić. C: Zmusi oprawcę, by przyznał się do wszystkiego i okazał skruchę? Prawidłowa odpowiedź: Zrobi wszystkie te trzy rzeczy. I wiele więcej. Oby żadna z nas nie musiała stanąć przed podobnym dylematem. Trudno sobie wyobrazić emocje, które kotłują się wtedy w człowieku. Strach, bezradność, rozpacz, gniew, współczucie do siebie i – o dziwo – do tego, który skrzywdził. Cała paleta ambiwalentnych uczuć. To jak stanąć nad przepaścią i zastanawiać się: Skoczyć? Oszalejesz i nie trzeba będzie długo na to czekać.

Continue reading

Sarah Pinborough – „Co kryją jej oczy” [recenzja premierowa]

Po lekturze Co kryją jej oczy mam mocno mieszane uczucia. Świetna książka – myślałam jeszcze przedwczoraj. Rozkoszowałam się lekturą przez kilka dni i byłam tego zdania, dopóki nie przeczytałam do końca… Bo finał tej powieści mocno rozczarowuje. Zakończenie miało być totalnie nieprzewidywalne, ale je przewidziałam. Tyle że przez ostatnie sto stron powtarzałam sobie w duchu, niemożliwe, na pewno nie o to chodzi, a jednak…

Miał być triumf wyobraźni, a tymczasem nie ma tu nic, czego nie znalibyśmy z literatury i kina. Mogłabym wymienić co najmniej kilka tytułów o analogicznym zakończeniu, ale nie zrobię tego, bo zdradziłabym tym samym rozwiązanie zagadki i zakończenie, a może jednak zechcecie przeczytać i wyrobić sobie własną opinię. 

Co kryją jej oczy to opowieść o trójkącie miłosnym. David, zabójczo przystojny, pociągający i zamożny psychiatra, Adele, jego piękna, posłuszna i w każdym calu perfekcyjna żona oraz Louise, lekko zaniedbana rozwódka samotnie wychowująca kilkuletniego syna. Ich drogi przecinają się niby przypadkiem, ale nic tu nie jest przypadkowe. Jedno z nich jest mistrzem intryg i manipulacji. Pytanie tylko które.

Continue reading

Sentymentalna podróż do świata Lovecrafta – „W górach szaleństwa i inne opowieści”

Opowiadania Lovecrafta po raz pierwszy wpadły mi w ręce na początku szkoły średniej. To był czas fascynacji horrorem. Po przeczytaniu dziesiątek książek Stephena Kinga, Deana Koontza, Grahama Mastertona i kilku innych popularnych autorów, sięgnęłam po bardziej wyrafinowaną literacką grozę. Stefan Grabiński, Edgar Allan Poe, Howard Phillips Lovecraft – pokochałam ich od pierwszego przeczytania i do dziś mam ogromny sentyment do przesiąkniętych atmosferą gotyckiej grozy opowiadań pióra tych nieżyjących już klasyków.

Jeśli o samego Lovecrafta chodzi to nie pamiętam, która jego książka wpadła mi w ręce jako pierwsza, pamiętam za to, że pewnej zimy, siedziałam po turecku na podłodze przyciśnięta plecami do grzejnika i jak zahipnotyzowana czytałam zbiór opowiadań, który zawierał utwór Zimno. Obrazy, które odmalował słowami Lovecraft, na zawsze wyryły się w mojej pamięci. 

Continue reading

E.O. Chirovici – „Księga luster” [recenzja przedpremierowa]

Księga luster podbija rynek wydawniczy na całym świecie. Pierwsza napisana po angielsku powieść rumuńskiego ekonomisty, dziennikarza i autora, Eugena Ovidiu Chirovici, zachwyciła wydawców i krytyków. Jednak czy książka na pewno jest warta całego tego szumu? I tak, i nie… 

Agent literacki, Peter Katz, otrzymuje fragment powieści nieznanego autora. Historia intryguje go na tyle, że postanawia się z nim skontaktować, przeczytać dalszy ciąg i rozważyć publikację książki. Tyle że autor umiera, a reszta maszynopisu – o ile w ogóle istnieje – przepada jak kamień w wodę. Nikt by się tym nie przejął, gdyby nie fakt, że książka jest zapisem autentycznych wydarzeń. Opowiada o zamordowanym przed laty profesorze. Ta głośna sprawa sprzed kilku dekad do dziś nie została wyjaśniona, a morderca prawdopodobnie nadal żyje. Wtajemniczony przez agenta literackiego dziennikarz śledczy ma nie tylko zbadać autentyczność informacji zawartych w pierwodruku, ale też spróbować odszukać kolejne rozdziały. Jeden zaginiony maszynopis prowadzi do kolejnego, mnożą się zagadki i tropy, a każdy z zaangażowanych w wydarzenia sprzed lat opowiada skrajnie inną historię… 

Continue reading

Ludwik Wolta – „Strefa komfortu”. Antyporadnik w stylu noir [recenzja przedpremierowa]

Jeszcze przed oficjalną premierą wpadła mi w ręce intrygująca powieść. Wiecie, że nie czytam poradników i trzymam się z dala od „bezcennych” instrukcji jak żyć, jak osiągnąć sukces, etc., etc. Dlatego zainteresowała mnie książka nazwana przez wydawcę antyporadnikiem w stylu noir… Strefa komfortu to pierwsza powieść autora ukrywającego się pod pseudonimem Ludwik Wolta.  Jak wypadł ten debiut? Zaskakująco dobrze.

To opowieść o współczesnym świecie, w którym najważniejszy jest wizerunek. Zamiast prawdziwych ludzi, napotkamy w nim pieczołowicie wykreowane persony, które żyją z tego, że radzą innym, jak żyć. Tylko Bernard Jakim buntuje się przeciwko wszechobecnemu fałszowi pod płaszczykiem dążenia do szczęścia i samodoskonalenia. To iście gombrowiczowska postać, która usilnie wzbrania się przed „gębą” i dochodzi do wniosku, że nic tak nie rozwinie jego osobowości i nie zmieni życia na lepsze, jak morderstwo doskonałe. 

Continue reading

Marta Motyl – „Moc granatu” [recenzja premierowa]

Po przeczytaniu Odcieni czerwieni napisałam, że to wciągającą powieść, która zbyt szybko się kończy i pozostawia niedosyt. Nie inaczej jest w przypadku Mocy granatu. Pożarłam go błyskawicznie, ale nie miałabym nic przeciwko jeszcze jednemu. Na deser. Jednak nie od początku było tak kolorowo. Zaskoczył mnie słaby pierwszy rozdział książki. Wydaje się niedopracowany, pisany w pośpiechu, nie tak plastyczny i liryczny, jak przyzwyczaiła nas do tego Marta Motyl. Jeśli odniesiecie podobne wrażenie, przemęczcie się te trzydzieści kilka stron. Naprawdę warto, bo od drugiego rozdziału – zatytułowanego „Morskie opowieści” – jest już tak jak być powinno, a miejscami nawet lepiej. Obrazowo i zmysłowo, odważnie, pikantnie… Nowo poznana dziewczyna, nastoletnia lolitka, która od pierwszych chwil zafascynuje główną bohaterkę, okaże się jej zwierciadlanym odbiciem. Nią samą sprzed lat. Co wyniknie z takiego nieoczekiwanego spotkania ze swoim sobowtórem?

Continue reading

Older posts