CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Kategoria: O książkach (page 1 of 6)

Opowiada o bliźniakach, którzy przyszli do pralni, dwóch mężczyznach w jego wieku, dość młodych, dość dziwnych i raczej małomównych. Znamienne, że zabrudzili swoje garnitury w dokładnie taki sam sposób (…) A kiedy mówili, to jeden zaczynał, a drugi kończył.
 
– Majgull Axelsson „Ta, którą nigdy nie byłam” –

(Nie)chciana metamorfoza, czyli raz jeszcze o bliźniaczce i o tym jak stałam się nie sobą

Dawno nie było o mojej (nie)istniejącej siostrze bliźniaczce. Mam wyrzuty sumienia, bo ostatnio mało o niej myślę. Od lat rozgryzam jak to z nią jest i choć nie wszystko rozumiem dynamika jej zniknięć i powrotów staje się coraz bardziej czytelna.

Ostatni raz widziałam ją w styczniu, po przeprowadzce. W mieszkaniu, do którego się wprowadziliśmy został stary drewniany taboret. Nie pozbyłam się go, postawiłam w kuchni, między szafką a kuchenką gazową. Za każdy razem kiedy wchodziłam do pomieszczenia, wydawało mi się, że widzę ją kątem oka. W rogu ścian, po prawej stronie…

Continue reading

Wyciągnijcie nas, nie bójcie się.
Przecież was nie zjemy.
Wyjemy. Wyjemy. Wyjemy.

– Córki dancingu –

Śpiew słodkopłynny. Motyw literacki: syrena

Syrena: domniemane zwierzę morskie. Od jakiegoś czasu ta mitologiczna istota coraz częściej pojawia się w kinie, serialach i literaturze – nie tylko fantastycznej. Wystarczy przywołać hipnotyzujący polski film Córki dancingu, współczesną baśń z elementami horroru, w bardzo wyraźny sposób odwołującą się do baśni o syrenie, która zakochuje się w człowieku i dla niego rezygnuje z dotychczasowego życia, wyrzeka się swojego ciała i staje „pełnowartościową” kobietą. Warto zwrócić uwagę także na dużo bardziej stonowany i poetycki obraz Blue my mind obrazujący odwrotną przemianę.

Poniżej zebrałam literackie wyimki na temat syren. Antycznych, legendarnych, prawdziwych i fałszywych. Wizerunek tych istot jest dość spójny, ale każda lektura odsłania ich nowe atrybuty. Wyraźnie też widać sieć wzajemnych inspiracji. Opowieść jest jedna, ale ma wiele obliczy.

Continue reading

Za oknem mruga noc
hamulec bezpieczeństwa kusi

Marcin Karnowski „Kuszetka”

Słowo, obraz, surrealizm. „Zawsze jest na krótko” – niezwykła książka w pudełku

Obracam w dłoni coś, co trudno zdefiniować. Kartkę książki, pocztówkę, kartę do literackiej gry w klasy? Wiersz zilustrowany kolażem albo kolaż dopełniony wierszem? Czytam, patrzę, obracam dookoła i staram się uchwycić, gdzie tu góra, gdzie dół, który obraz połączyć z którym tekstem… Perspektyw jest wiele. Mnóstwo możliwości. Chaos to nierozszyfrowany porządek – pisał José Saramago. Lubię taki niby chaos, jaki reprezentuje Zawsze jest na krótko.

Trochę dadaizm, wyraźnie surrealizm, zdecydowanie postmodernizm. Dwadzieścia kart. „Książka w pudełku”, która symbolizuje rozpad, przypadkowość, zmienność, wariantywność. Przesunięcie znaczeń i rozbicie kontekstów. Zarówno w obrazie jak i słowie.

Continue reading

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst?

– Bolesław Leśmian „Szczęście”

Realizm (nie)magiczny Joanny Bator. „Chmurdalia” i inne dale

Duch męża Jadzi, który nawet po śmierci ogląda telewizję z ulubionego fotela. Fotograf Ludek, który na zdjęciach widzi, kto niebawem opuści świat żywych. Schorowana Halina planująca zakup własnej trumny, żeby zaoszczędzić kłopotu synowej. Dwie nierozłączne stare panny, które pewnego dnia zamieniają się w syreny. Żółtooka Murzynka Sara, nowe wcielenie hotentockiej Wenus. Młoda Polka, z pozoru pozbawiona właściwości dziewczyna-mimikra, która ciągle jest w ruchu, wszędzie się dopasowuje i w której każdy widzi kogoś innego. Nagłe zniknięcia bez śladu i ludzie pojawiający się znikąd. Na styku życia i śmierci, na styku tego, co bliskie i dalekie. W Berlinie, Frankfurcie, Kamieńsku, Nowym Jorku, Paryżu i Wałbrzychu. Teraz i kiedyś. Dawno, dawno temu…

Continue reading

Za chwilę zjawi się tu człowiek ze świata Prawdy. Mamy rozsądzić spór między nim a człowiekiem ze świata Złudy.

– Szymon An-ski „Dybuk”

O wędrówce dusz. Motyw literacki: dybuk

Słowo dybuk wywodzi się z hebrajskiego i oznacza „połączenie z kimś”, „przywiązanie do kogoś”. Dybukiem nazywa się ducha, a także fenomen jego wtargnięcia i przejęcia kontroli nad ciałem żywego człowieka, szeroko rozpowszechniony w żydowskim mistycyzmie i wierzeniach.

Większość literackich – i filmowych – przedstawień dybuka ma swoje korzenie w prekursorskim dramacie Szymona Ans-kiego (Szlojme Zajnwela Rapoporta), który autor tworzył aż do śmierci, na przestrzeni lat 1914-1920. To historia nieszczęśliwej miłości i złamanej obietnicy. Opowieść o duchu młodzieńca, który zamieszkał w ciele swojej ukochanej.

Continue reading

Była zima. Chajtele razem ze swoimi towarzyszami, Żydami, musiała nagle uciekać z kryjówki. Miała maleńkie dzieciątko. Porzuciła je w śniegu. Ocalała.

Włodek Goldkorn „Dziecko w śniegu”

O śmierci, świadkach Zagłady i pamięci. Włodek Goldkorn „Dziecko w śniegu”

Kilka dni temu na blogu Kronika kota nakręcacza, pojawiła się recenzja Domu z dwiema wieżami. I choć nie miałam jeszcze w dłoniach książki Macieja Zaremby Bielawskiego, czytając jej recenzję, odniosłam wrażenie, że właśnie poznałam jeden z wariantów tej samej historii. Jedną z opowieści o Żydach, Niemcach i Polakach, o Holocauście, obozach zagłady, tych, którzy zginęli i tych, którzy przetrwali dźwigając ciężar pamięci. O żydowskiej rodzinie, która po swojemu zmagała się z wojenną i powojenną rzeczywistością.

Continue reading

W ciemną parną noc wczesnym latem Biff Brannon stał za kasą w „New York Café”. Była północ. Na ulicy pogaszono latarnie, światło padające z okien restauracji tworzyło na chodniku ostry, żółty prostokąt. Ulica była pusta, lecz w lokalu znajdowało się jeszcze paru gości, którzy pili piwo, wino „Santa Lucia” lub whisky. Biff przyglądał się im flegmatycznie, z łokciem opartym o ladę.

Carson McCullers „Serce to samotny myśliwy”

Literacka ekfraza z perspektywy podglądacza. Antologia opowiadań „W świetle i w mroku”

Siedemnaście kultowych oraz tych mniej znanych dzieł Edwarda Hoppera. Siedemnaścioro popularnych a także tych mniej znanych autorów, historyków sztuki, ludzi kultury, którzy zasiedli do stworzenia opowiadań. Inspiracją miał być dla nich jeden konkretny obraz Amerykanina. Co na nim zobaczyli?

Co widzisz ty, spoglądając na malowidła pędzla Hoppera? Ja, do tej pory, miałam szereg spójnych skojarzeń. Po lekturze W świetle i w mroku horyzont tych wyobrażeń mocno się poszerzył.

Continue reading

Terézia Mora „Osobliwa materia”. Chocholi taniec na zgliszczach normalności

Osobliwa materia, zbiór opowiadań, na który natknęłam się w księgarence nad morzem. Miałam przeczucie, że będzie to niezwykła lektura, nie pomyliłam się.

Teksty Terézi Mory to historie dla wytrwałych i wymagających czytelników, którzy cenią niedopowiedzenia i lubią uruchomić wyobraźnię. Jej najmroczniejsze pokłady. Pochodzącą z Węgier pisarka stworzyła tomik, który jest jak skomplikowana maszyneria. Dopiero ostatni akapit albo zdanie danego opowiadania uruchamia kolejne koło zębate. Dopiero jego wirowanie sprawia, że z zawoalowanej formy sączy się sens. Ostatnia strona, każe wrócić do pierwszej. Osobliwa materia zatacza koło, kiedy narratorka ostatniego tekstu spotyka się i rozmawia z tą, która opowiadała nam swoją historię jako pierwsza.

Continue reading

„Klasa w przepaści”. Roland Topor życzy zabójczego roku szkolnego

Pierwszy września w tym roku wypadł w sobotę, wakacje przedłużyły się o dodatkowe dwa dni. Ale, ale… zaczęło się. Jako osoba pochodząca z rodziny z nauczycielskimi tradycjami, nie mogłam sobie darować, musiałam podzielić się tym makabrycznym opowiadaniem. W ramach ciekawostki, jego autor, Roland Topor, wytrzymał w zawodzie nauczyciela jeden dzień (więcej na temat Topora przeczytacie niebawem na portalu Niezła Sztuka; jeśli jesteście zainteresowani biografią artysty i pisarza, wypatrujcie za około tydzień mojego artykułu). Ja miałam mniej rozumu, męczyłam się przez prawie dwa miesiące…

Continue reading

Statek obłąkany. Olga Hund „Psy ras drobnych” [przedpremierowo]

W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem
Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali
Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem
I nie dbałem czy głupia latarnia się pali!

Arthur Rimbaud, Statek pijany

Psy ras drobnych – zbiór miniopowiadań, albo powieść w odcinkach. Miejsce akcji – krakowski szpital psychiatryczny. Czas akcji – współczesność, ale okoliczności są na tyle uniwersalne, że może to być kiedykolwiek. Narratorka – skażona prozą Nałkowskiej młoda dziewczyna, która po raz kolejny trafia na oddział. Znajome miejsce, przed laty odwiedzała tu matkę. Felerne geny.

Książki o domach wariatów kojarzą mi się z okrucieństwem (treść) i patosem (forma). Oczywiście są wyjątki, ale historia taka jak ta opowiadana przez Olgę Hund nie zdarza się często. Notatki dające pozór zapisywanych na bieżąco, dialogi pacjentek, reminiscencje i zabawne anegdoty, składają się na kolaż – czy raczej skomponowaną w przemyślany sposób trójwymiarową dioramę – tego świata na opak. Instrukcja obsługi wariatkowa. W humorystyczny sposób wyłożone zasady, rytuały i prawa, te martwe, których nikt nie przestrzega i te, które są bezwzględnie respektowane. Hund nie diagnozuje rzeczywistości, ani się nie mądrzy, ona oswaja. Wstyd i strach. Rejestrując migawki codzienności podmiejskiego psychiatryka, który jest jak wyjęte z orbity odrębne uniwersum, ale też miniatura świata „na zewnątrz”. Oddając cały cykl pobytu w izolacji w kilku prostych zdaniach.

Continue reading

(Nie)przypadek. One są wszędzie! Motyw literacki: jeż

Dzisiejszy wpis jest sponsorowany przez nerwicę natręctw. Zliczanie (nie)przypadkowych zjawisk i usilne szukanie powiązań tam, gdzie ich nie ma. Bo to, że w dwóch czytanych pod rząd książkach natknęłam się na jeża, przecież musi coś znaczyć. Dodatkowo ciągle mam w głowie to przedziwne opowiadanie greckiego autora, to o jeżu. A jakby tego było mało, przedwczoraj na drogę wyszedł mi… nie no, w tym akapicie jest zdecydowanie za dużo powtórzeń.

Tylko nie zrozumcie mnie źle, jeśli szukacie najprawdziwszych, najzwyklejszych w świecie jeży, tu ich nie znajdziecie. Tu są jeże metafory. Kto by pomyślał… Jeż jako symbol w tekstach najeżonych samotnością, strachem, szaleństwem, bólem i rozkładem.

Continue reading

Duchologia dzieciństwa i dorastania ǀ Mapa zalesienia Eweliny Krupskiej

Powstało mnóstwo teorii na temat nienazwanej grozy czyhającej w końcówce banana. Byłam zwolenniczką tej mówiącej o egzotycznym robaku, o bananowym czerwiu, który wlazł do środka w Afryce po to, by wyleźć w Polsce prosto do mojego układu pokarmowego i siać tam spustoszenie. Jeśli nie było go w bananie osobiście, a mogło naprawdę z wielu powodów, zostawiał tam robalowate jaja, przez co miałam szanse stać się naiwnym inkubatorem dla afrykańskich owadzich noworodków. Nic przyjemnego. W całkowitej ciszy i niemałym skupieniu obserwowałam więc wymuszane odcinanie obu bananowych końcówek i czasami wydawało mi się, że robal wystawia łeb, by zakląć, pogrozić mi i zapowiedzieć, że jeśli nie tym razem, to kiedyś na pewno go skonsumuję – przez lenistwo albo na skutek dorosłości, która nie daje wiary podobnym historiom. (Końcówka banana, fragment)

Nie zastanawiaj się, tylko odpowiedz spontanicznie. Ile masz teraz lat? Nie pytam o prawdziwy wiek, tylko o to w jakim momencie życia jesteś teraz myślami. Już rozumiesz. Tobie też to się przytrafiło? Czas się cofnął… To tylko niewielki wycinek Mapy zalesienia, jednostka na skali 1:150, ale nawet tak niewiele wystarczy, by poczuć, że to nie jest zwyczajna książka, to podróż. Wyprawa, której plan znalazłam przypadkiem. Mapa zalesienia oraz Papier, nożyce, SŁOWO, miejsca, w których nie można się nie zakochać. Ale to dziwne zauroczenie. Słodko-gorzkie, pełne niepewności i obaw. 

Continue reading

Ze wszystkich na nowo obcych miejsc ǀ Damian Dawid Nowak ǀ Inaczej niż w lustrze [recenzja]

Prosta, surrealistyczna grafika na okładce. Dwa światy. Jeden wklejony w drugi. Kontrasty, które płynnie się stapiają. Inaczej niż w lustrze, czwarty tomik poetycki młodego autora, Damiana Dawida Nowaka (1989). Starannie i estetycznie wydana książka, w środku pięćdziesiąt pięć wierszy. O dorastaniu i wkraczaniu w dorosłość; o wielkim mieście, przestrzeni odczuwanej jednocześnie jako obca i swoja; o rodzinie i stracie; o wierze i jej braku, współczesnych fałszywych bożkach. Poetycki komentarz do ponowoczesnego świata i naszego wirtualnego życia, momentami wręcz jawna krytyka cywilizacji, w takiej formie jak ją oglądamy od około dekady; wieszczenie końca prawdziwej sztuki i kultury wysokiej; wreszcie liryka miłosna. Bogaty tematycznie zbiór, który można odbierać jako wyraz lęków, zwątpień i pragnień.

Continue reading

Ryszard Kapuściński nieznany ǀ Prawa natury [łyk poezji]

Przypadkowe odkrycie: Ryszard Kapuściński pisał wiersze. Mistrz literackiego reportażu, autor fascynującego Hebanu oraz wstrząsającego Cesarza i Imperium parał się poezją. Zaskoczenie, ale przede wszystkim ciekawość. Jakie są te wiersze? O czym?

W moje ręce wpadł tomik Prawa natury opublikowany przez Wydawnictwo Literackie. Blisko sześćdziesiąt tekstów utkanych z ulotnych wrażeń, olśnień, wspomnień. Kapuściński nie zaprzątał sobie głowy wymyślną metaforyką czy chwytliwymi tytułami. Notował, dzielił się myślami. Z reporterską precyzją, ale liryczną sugestywnością. Wychodząc od z pozoru banalnych spostrzeżeń, tworzył poezję prostą, obrazową, skondensowaną, z mocno zarysowaną puentą.

Continue reading

Tetralogia nowojorska ǀ 4 3 2 1 Paula Austera ǀ Wszystkie żywoty Archibalda Isaaca Fergusona

Trochę wody upłynęło od ostatniego wpisu… Nie ma co udawać, pisze mi się ostatnio ciężko, czyta też nielekko. Napotykam na lekturowe rozczarowania i autorskie blokady, ale pojawiła się na horyzoncie pewna książka, o której muszę opowiedzieć, i której nie mam za złe, że wykradła mi tydzień z życia.

Ostatnia notka na blogu dotyczyła prozy Siri Hustvedt, dziś o monumentalnej książce jej męża, cenionego amerykańskiego powieściopisarza, Paula Austera.

Znacie to uczucie, kiedy bezpośrednio po przeczytaniu książki albo obejrzeniu filmu, macie ochotę zrobić powtórkę? Teraz, od razu. Zdarza się, jak mawiał osobliwy pisarz. Albo coś za mną chodzi, jak zauważył pewien oryginalny reżyser. Auster i jego 4321 chyba jeszcze długo będą za mną chodzić. I na pewno zdarzy mi się wrócić do tej niecodziennej powieści. A kiedy już to zrobię, posłużę się – być może wbrew intencji autora – pewnym kluczem. Postąpię tak, jak z jedną z najoryginalniejszych powieści jakie czytałam, postmodernistyczną Grą w klasy Julio Cortázara. Książką, którą można czytać na dwa sposoby: od deski do deski, strona po stronie albo według stworzonego przez pisarza szyfru. Kluczem do ponownej lektury 4321 będzie właśnie ta numeracja, tyle że odwrócona. Najpierw przeczytam wszystkie rozdziały z życia Fergusona pierwszego, późnej Fergusona drugiego, następnie trzeciego i czwartego. Może wtedy uda mi się złamać kod Austera, upewnić się, czy wewnątrz poszczególnych rozdziałów wprowadził pewne sprzeczności i alternatywy, na które – zdaje mi się – natrafiłam, ale złożona natura tej książki nie pozwala mieć pewności po jednorazowej lekturze.

Continue reading

Ból z powyłamywanymi słowami. Anna Ciarkowska „Chłopcy, których kocham” [premierowo]

Chłopcy, których kocham i Mikromy, dwa projekty Anny Ciarkowskiej, pierwszy literacki, drugi graficzny. Podglądam od dawna. Kiedy autorka dzieliła się w sieci pierwszymi krótkimi wierszami, byłam pod ogromnym wrażeniem. Otwartości i prostoty jej tekstów, które jednocześnie skrywają wielki ładunek emocjonalny. Z miejsca uznałam Chłopców, których kocham za fenomen. Liryczne notatki z codzienności, z kochania i bycia kochaną, z rozstań, z pustki, która paradoksalnie potrafi pochłonąć i zmielić człowieka jak tornado. Teoretycznie mogłaby je stworzyć każda kobieta. Tyle że niewiele z nas potrafiłoby znaleźć odpowiednie słowa, przekuć tęsknotę i rany w coś tak poruszającego, intymnego a równocześnie uniwersalnego jak ten tomik.

Continue reading

Lynch pod lupą. Nowe wydanie książki „W pogoni za wielką rybą”

Żartowałam niedawno, że mój egzemplarz W pogoni za wielką rybą (Catching The Big Fish) stracił właśnie status białego kruka. Książka od lat niedostępna, a przez wielu poszukiwana. Nieoczekiwanie i bez wielkiego rozgłosu nadeszła chwila, kiedy doczekaliśmy się nowego wydania tej niecodziennej publikacji. Wydana niegdyś przez Rebis książka Davida Lyncha wraca po jedenastu latach w nowym przekładzie pod szyldem wydawnictwa Samsara.

Tak się składa, że zrecenzowałam W pogoni za wielką rybą już przed czterema laty. Była do dokładnie druga recenzja, która pojawiła się na blogu. Oczywiście nikt jej wtedy nie przeczytał, postanowiłam zatem ponowić lekturę książki Lyncha, odświeżyć recenzję i opublikować ją raz jeszcze w lekko zmienionej formie. Wybaczcie mi to małe oszustwo, które czynię ku chwale Davida Lyncha i ku ekscytacji miłośników jego – nie tylko filmowego – geniuszu.

W pogoni za wielką rybą to książka pod wieloma względami niezwykła. Zbudowana z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów, które są jak zapiski w dzienniku, notatki artysty. Migawki zdarzeń, zalążki pomysłów, szkice ludzkich portretów, etc. Do tego enigmatyczne sentencje, refleksje o życiu, skrawki autobiografii. Trzeba niemałego wysiłku, żeby to wszystko scalić, złożyć w spójny obraz, dostrzec przekaz – kompozycja aż nazbyt dobrze znana z filmów Lyncha.

Continue reading

Literacki autokanibalizm. Petra Hůlová „Macocha” [recenzja]

Narratorką najnowszej powieści Petry Hůlovej jest anonimowa kobieta, którą mieszkająca w sąsiedztwie ćpunka nazywa czule Julie, a własna córka złośliwie macochą. Z zawodu pisarka, z zamiłowania gawędziarka, której logorea (słowotok, jakoś niedostatecznie oddaje nasilenie jej chaotycznego monologu) stopniowo staje się coraz bardziej porażająca, upstrzona niepokojącymi szczegółami z życia intymnego, surrealistyczna, wreszcie całkowicie niewiarygodna…

Chciałabym scharakteryzować w kilku zdaniach tę nietuzinkową postać, ale ona sama zrobi to lepiej. Julie to zarozumiała baba na samozatrudnieniu, która woli zaharować się na śmierć dozgonnym unikaniem etatu niż choćby raz w życiu nastawić budzik, a dokładniej autorka poczytnych, szmirowatych romansideł. Dawniej miała ambicje, napisała nawet docenioną przez krytykę książkę, której żaden z jej aspirujących do miana literatów, artystów i głosów pokolenia, znajomych nawet nie raczył przeczytać, ponieważ – jak stwierdza z wrodzonym sobie poczuciem humoru Julie – Czech zainteresowany ambitną twórczością rówieśników to zjawisko tak samo rzadkie jak szafran w czeskiej kuchni. Dziś taśmowo produkuje harlequiny, a w jej życiu majaczą już tylko mocne postanowienia.

Continue reading

Patologiczna litania. „Kwaśne jabłko” Jerzego Szyłaka i Joanny Karpowicz [komiksowo]

Ulicami miasta idzie anonimowa kobieta. Chowa twarz za dużymi przyciemnianymi okularami. W zimie. Ile podobnych do niej maltretowanych żon maskuje siniaki grubą warstwą podkładu i chowa opuchnięte oczy za ciemnymi szkłami? Poniżane, krzywdzone, pozbawione poczucia własnej wartości. Rozkosz pomieszana z bólem to ich codzienność.

Kwaśne jabłko już po kilku stronach zaczyna jawić mi się jako patologiczna litania. Ułomna dziękczynno-pokutna modlitwa słabej, pogrążonej w letargu kobiety, która nie potrafi wyrwać się z zaklętego kręgu przemocy i gwałtu. Zamiast tego usprawiedliwia swojego oprawcę i tworzy w wyobraźni urojony idealny świat. Ma dobrego, choć czasem porywczego, męża, na którego nie zasługuje, dziękuje za wszystko i przeprasza… Ciągle przeprasza.

Continue reading

Wojna z lotu ptaka. „Przyczynek do historii radości” Radki Denemarkovej [recenzja]

Przyczynek do historii radości Radki Denemarkovej to opowieść o niekończącej się walce o wolność i godność ciała. O połamanych skrzydłach i ukręconych łebkach. O locie i upadku. O męskim i żeńskim.

Wojnę i ptaki połączył już ponad trzydzieści lat temu William Wharton, w swojej najsłynniejszej, zekranizowanej przez Alana Parkera, powieści, Ptasiek. Teraz robi to czeska pisarka Radka Denemarková. Tyle że u niej i wojna, i ptasi lot mają wymiar bardziej metaforyczny.

Continue reading

Ulotna normalność, przelotny obłęd. Christine Lavant „Zapiski z domu wariatów” [impresja]

Co ty wiesz o szaleństwie? Mówi mi drwiący głosik w głowie. Przeczytałaś dziesiątki książek o wariatach, domach wariatów i ludziach niesłusznie nazywanych wariatami, ale co ty o tym wiesz? Brat twojego dziadka skończył w wariatkowie, ciotka miała problemy psychiczne, ale co ty wiesz o prawdziwym obłędzie. Poruszyła cię powieść W ciemność, pomyślałaś o jej bohaterce, rozumiem ją, to mogłabym być ja, ale czy to znaczy, że wiesz jak to jest być nią? Oglądałaś po kilka razy Lot nad kukułczym gniazdem, Ptaśka, Lokatora, Przerwaną lekcję muzyki, Jak w zwierciadleetc., ba, napisałaś nawet o nich artykuł pod zgrabnym tytułem Filmy o (nie)zwykłym szaleństwie, ale co ty o nim wiesz? Tak, tak, masz graniczącą z obłędem obsesję na punkcie sobowtórów, czasem widzisz i słyszysz coś, czego nie ma, ale… Dopóki nie trafisz do okolicznego szpitala psychiatrycznego – miejsca, które odkąd pamiętasz wszyscy nazywają zieloną górką nim nie wylądujesz w pokoju bez klamek, zanim nie spojrzysz w twarze ludzi, którzy nie wiedzą już kim są i żyją w wewnętrznym piekle, nie możesz mieć pojęcia, czym naprawdę jest szaleństwo. Możesz za to łudzić się, że wszystko jest normalnie, masz normalne życie, jesteś normalna.

Continue reading

Jednak nie o mnie. Anna Cieplak – „Lata powyżej zera” [recenzja]

Jakiś czas temu zachłysnęłam się pewnym specyficznym gatunkiem polskiej literatury współczesnej. Zachwycił mnie jej pozorny autentyzm, to że bez trudu odnajduję w niej odbicie własnych doświadczeń, że przeglądam się w tych historiach jak w przyprószonych kurzem lustrach. Książki te i ich autorów zaczęto – początkowo nieśmiało, z czasem coraz odważniej i częściej – nazywać świadectwami i głosami pokolenia. Naszego pokolenia. Mojego.

Tyle że z każdą kolejną lekturą tego typu mój entuzjazm słabnie. Niby identyfikuję się z bohaterami, ich przeżyciami, fascynacjami, upadkami, ale… Zaczynam dostrzegać, że temu światu brakuje głębi. Jego każdy kolejny portret jest coraz bardziej banalny i płytki. Próbuję sobie przypomnieć, czy rzeczywiście tak to było. Transformacja, względny dobrobyt, poszerzające się granice wolności, zero dramatów, nawet nad tragediami i traumami szybko przechodzi się do porządku dziennego, nad wszystkim unosi się cynizm i sarkastyczne komentarze. Może jestem nadwrażliwa, ale inaczej to pamiętam. 

Continue reading

Richard Appignanesi i Sława Harasymowicz – „Człowiek-wilk. Ilustrowany Freud” [komiksowo]

Wiedeń, 1910 rok. Młody rosyjski arystokrata, Siergiej Pankiejew, trafia do domu Zygmunta Freuda na Bergstrasse w poszukiwaniu pomocy. Podczas terapii Freud skupia się na śnie z dzieciństwa swojego pacjenta, w którym wataha białych wilków przesiaduje na gałęziach drzewa za oknem jego sypialni. To właśnie interpretacja tego snu przysporzyła Pankiejewowi pseudonimu Człowiek-wilk, a Freudowi zapewniła centralną pozycję w myśli nowoczesnej. Obserwujemy historię niespokojnego życia Pankiejewa oraz próby Freuda, jak i innych terapeutów, odkrycia źródła jego choroby.

Wystarczyło, że spojrzałam na okładkę komiksu według scenariusza Richarda Appignanesiego z rysunkami Sławy Harasymowicz oraz przytoczony powyżej wyimek z opisu wydawcy, by w moim umyśle zrodziło się przekonanie, że oto trafiłam na niezwykłą publikację. Powieść graficzną – czy jeśli ktoś woli komiks – zanurzony w historii psychoanalizy. Ilustrowany przewodnik po myśli Sigmunda Freuda i jego pionierskich odkryciach na temat struktury osobowości, rozwoju psychoseksualnego człowieka, podświadomości, archetypów i kompleksów. A tu takie rozczarowanie… 

Continue reading

„Do jesieni” i „Do melancholii”. Ody Johna Keatsa [łyk poezji]

Nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem lektury Skorunia. Te dźwięki, zapachy, smaki, podmuchy wiatru… Mimo że – w przeciwieństwie do autora – większość życia spędziłam na wsi, właśnie Płaza sprawił, że od kilku dni inaczej patrzę na moje otoczenie. Ponownie zakochałam się w prowincji. Staram się na co dzień dostrzegać i doceniać całe to piękno, które mam dookoła, ale jak wszystko, tak i ono z czasem powszednieje, przestaje wzbudzać zdziwienie i zachwyt. Tymczasem wioska, w której mieszkam właśnie teraz, późną jesienią, przechodzi przyspieszoną metamorfozę. Warto to obserwować, próbować uchwycić, jak każdego dnia się zmienia.

Continue reading

Jabłka i inne żywioły. Maciej Płaza – „Skoruń” [recenzja]

Skoruń, wiejski mikrokosmos zamknięty w szklanej kuli. Ilekroć usłyszę – jeszcze do niedawna tak obco brzmiące – słowo skoruń, wyobrażę sobie właśnie ją. Kulę, której wnętrze wypełnia drewniana chata i kilka drzew. Przed domem będzie stał wysoki mężczyzna, mimo że miniaturowy i niewyraźny, na jego szarej twarzy dostrzegę wyraz gniewu i zaciętości. W mikroskopijnym okienku zobaczę też twarz kobiety. Zatroskaną, może trochę zlęknioną. Nigdzie nie będzie chłopca. Nazywanego skoruniem, leniem, podmieńcem, łobuzem… Nie ma go w szklanej kuli. W mojej wyobraźni on jeden wyrwał się z tego świata. Jest już poza nim.

Każda szklana kula wypełniona jest płynem i drobinkami czegoś, co mieni się i odbija światło, nie inaczej jest z literacką szklaną kulą Macieja Płazy. Jego kieszonkowy glob wypełnia gęsta woda. Woda, która nie raz sprowadzała na mieszkańców tego świata widmo powodzi. I tylko jedno jest w niej niezwykłe, jeden szczegół różni ją od szklanych kul, które widziałam w filmach i na sklepowych wystawach. Kiedy nią potrząsam, zamiast konfetti i brokatu widzę jabłka. Różnej wielkości, wszystkich kolorów i kształtów. Owoce, które zawisają na chwilę jak w próżni, a potem bardzo powoli spływają w dół, by osadzić się na dachu domu, na gałęziach drzew i wilgotnej ziemi.

Continue reading

O (nie)byciu i (nie)widzialności. Jakub Małecki – „Rdza” [recenzja]

Wczesną wiosną był Dygot, późną jesienią jest Rdza. Tak wygląda moja wędrówka przez prozę Jakuba Małeckiego. Niezwykle płodnego autora, który po raz kolejny udowadnia, że potrafi wyśmienicie pisać. Snuć opowieści o ludziach zwyczajnych i nadzwyczajnych, bawić się perspektywami czasowymi i przestrzennymi, zagęszczać rzeczywistość i zapętlać czas. Jakub Małecki ma świetny warsztat, pisze bez zarzutu. Ma też własny styl. Po lekturze Rdzy opuściły mnie obawy, co do zasłyszanych zarzutów o wtórność, powielanie tych samych schematów i krążenie wokół tych samych tematów. Wieś, dorastanie, miłość, starzenie się; literackie drzewa genealogiczne; retrospekcje z wojną w tle. To jest po prostu twórcze uniwersum Małeckiego, jego nisza. Podejrzewam, że autor jeszcze nas kiedyś zaskoczy, wchodząc na nieznany grunt i tworząc powieść w zupełnie innej stylistyce i gatunku, gdyby jednak tak się nie stało, wcale nie będę miała mu za złe. Dla mnie może do końca życia pisać historie o smaku Dygotu oraz Rdzy, bo robi to pierwszorzędnie.

Continue reading

Władysław Broniewski „Nocny gość” [łyk poezji]

Są takie noce, kiedy coś niepokoi. Złe myśli nie pozwalają zasnąć. Coś niewidzialnego, ale wyraźnie złowieszczego, czai się w kącie. Powietrze jest zimne jak lód. Nie wiesz czy leżeć nieruchomo i cierpliwie czekać na sen, czy wstać z łóżka, chodzić bez celu po mieszkaniu, patrzeć na odcinające się na tle mroku białe ściany, wyglądać przez okno… Boisz się tego, co mógłbyś zobaczyć? Czyje oczy odnajdą twój wzrok w mroku nocy?

Nocny gość. Poetycki hołd oddany innemu poecie? Próba rekonstrukcji ostatnich chwil życia nadwrażliwego artysty? Historia nawiedzenia przez ducha? Wiersz Broniewskiego może być tym wszystkim. Z osobna albo jednocześnie. Mój zmysł do tropienia w literaturze podwojeń, podsuwa mi jeszcze inną możliwą interpretację. Przemawia do nas człowiek, który niedługo umrze. Który albo sam zaplanował, albo wyczuwa szóstym zmysłem zbliżający się nieuchronnie kres życia. Nawiedza go jego własne widmo, doppelgänger, zwiastun śmierci. Mężczyzna nie jest gotowy na to spotkanie, usiłuje odsunąć obraz własnego końca. Jest bezradny wobec przeznaczenia, którego już nie sposób zmienić. Nocny gość, wielowarstwowa liryczna opowieść. Mroczna literacka wizja, zaszczepiająca w wyobraźni sugestywne obrazy w kolorze bieli i krwistej czerwieni. 

Continue reading

Kobieta, która śniła, że jest kwiatem. Anna Bolavá „W ciemność” [recenzja]

Istnieją książki, które mimo że smutne i rozdzierające, są w jakiś sposób piękne. Opowieści o inności, stracie, bólu, takie które wyciskają łzy. Są książki, które wywołują w nas emocjonalny huragan, wywracają wewnętrzny świat do góry nogami. Otrząsamy się, wracamy do codzienności, naszej prywatnej rutyny, ale coś się w nas zmienia. Nie zapominamy, te opowieści zostawiają w nas ślad. Odtąd inaczej spoglądamy na otaczających nas ludzi, a także częściej zaglądamy w głąb siebie.

W ciemność. Studium obsesji. Nietypowy pamiętnik z kilku ostatnich miesięcy życia. Opowieść o samotności z wyboru. Historia umierającej kobiety, w której ani razu nie pada wprost słowo umieranie lub śmierć. 

Continue reading

Niefortunna wyliczanka. Wioletta Grzegorzewska – „Stancje” [recenzja]

Czytając pół roku temu Guguły Wioletty Grzegorzewskiej, odbyłam sentymentalną podróż do świata mojego dzieciństwa. Dokładnie pamiętam, jak leżałam w maju na trawie z tomikiem wydawnictwa Czarne w dłoni. Co chwilę przerywałam lekturę, by zatopić się we wspomnieniach, skonfrontować to, o czym czytam, z własnymi doświadczeniami, z nostalgią przenieść się myślami do okresu dzieciństwa i wczesnego dojrzewania. Życie na wsi, blisko natury. Życie, któremu czasem bliżej było do dzikości, niż cywilizacji. Choć dwanaście lat ode mnie starsza, Grzegorzewska odmalowała przede mną świat, który znałam, przywróciła mi obraz, który już lekko zacierał się w pamięci. Stworzyła też niezapomniany literacki autoportret. Może nieco przerysowany i nie całkiem wolny od zabiegów autokreacyjnych, ale mimo wszystko szczery, a na pewno charakterystyczny. Ze Stancjami jest niestety tak, że ani nie umiem się utożsamiać z ich bohaterką/narratorką, ani też nie znalazłam w nowej powieści Grzegorzewskiej dziewczyny z Guguł. O kilka, kilkanaście lat starszej, ale wciąż tej samej. Przesiąkniętej wiejską tradycją, ukształtowanej przez atmosferę życia w wielopokoleniowej rodzinie, blisko ludzi, zwierząt, przyrody… Chociaż Stancje narracyjnie są kontynuacją tej wcześniejszej opowieści, próżno jej tu szukać. 

Continue reading

« Older posts