CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Kategoria: Bez kategorii (page 1 of 4)

Niektóre miały celowe wady: jednej dałam zbyt grube brwi, innej długi tułów z krótkimi, grubymi nóżkami. Gdzieś na świecie żył chłopczyk albo dziewczynka, którzy pragnęli czegoś niedoskonałego. Lalki, ułomne jak prawdziwe dzieci, obsiadły rzędami półki na podobieństwo sierot wypatrujących tego, kto je przygarnie.

– Tayari Jones „Nasze małżeństwo” –

„Nasze małżeństwo” Tayari Jones. Powieściowy dramat w kilku aktach [recenzja premierowa]

Na świecie są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy opuszczają swój dom rodziny, i ci, którzy tego nie robią. Brzmi (grzmi) pierwsze zdanie Naszego małżeństwa. Czy jest to powieść o bezdomności? W pewnym sensie. Na pewno jest o wykorzenieniu.

Tayari Jones snuje opowieść o małżeństwie z niewielkim stażem, które zostaje rozdzielone. Kilkanaście miesięcy po ślubie Roy pada ofiarą niesłusznego oskarżenia o gwałt i trafia do więzienia. Wyrok – dwanaście lat. Jego ukochana Celestial nie czeka, układa sobie życie na nowo. Związuje się z innym mężczyzną, robi karierę, jej ręcznie wykonywane lalki – owoc artystycznych aspiracji, ale też egzorcyzmowania wewnętrznych demonów – są cenione i dobrze się sprzedają. Pozornie ma wszystko, nie potrafi jednak zamknąć poprzedniego rozdziału życia. Skazuje męża na trwanie w zawieszeniu i niepewności. Stopniowo usuwa go poza margines swojego obecnego życia. Sprawia, że mężczyzna nie ma do czego ani kogo wracać.

Continue reading

Zdarzały mi się chwile wielkości lecz zaraz potem
Odwieczny Lokaj płaszcz mi podawał z chichotem

– T. S. Eliot „Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka” –

Nie takich sobowtórów szukam, czyli o metodzie kopiuj-wklej i o tym jak zostałam splagiatowana

Dzisiaj będzie brutalnie szczerze, ze śladowymi ilościami empatii i bardzo egoistycznie. Zupełnie jakbym nie ja to pisała. Jakbym w wyniku szoku pękła na pół i wylazła ze mnie ta moja zła bliźniaczka, która zamierza zrobić porządek. Wykrzyczeć, że nie jestem – metaforycznie – cholernym dawcą organów, z którego można sobie wyciąć myśli, frazy, zdania a nawet całe akapity.

Wczoraj znów nie mogłam spać. Tuż przed świtem odkryłam, że jedna z moich recenzji, z czasów gdy blog raczkował, została splagiatowana. Link do artykułu nieznanej mi blogerki znalazłam na facebookowym profilu wydawnictwa, które opublikowało recenzowany tytuł. Chciałam sprawdzić, co o tej nietuzinkowej książce sądzi inna miłośniczka książek, a znalazłam tam… moje własne słowa. Ogarnęło mnie uczucie niesamowitości, coś jak déjà vu, które przecież zdarza mi się często. Ale nie takie.

Continue reading

Kiedy piszę, wiem, że w nurcie, który płynie przez mój umysł i ciało, mieszają się dwa teksty: ten dzienny, świadomy, poddany kontroli, i ten bliźniaczy, spod spodu, pulsujący pod powierzchnią, ciemny.

– Joanna Bator „Wyspa Łza” –

Przecinanie pępowiny, nowy początek, twinless twin i dybuk mojej siostry [zapiski lunatyka]

Wracam z basenu. Tym razem zamiast relaksu i przyjemnego zmęczenia dostarczył mi bólu i gonitwy nieznośnych myśli. Jeszcze nigdy nie czułam się taka ciężka w wodzie. Nie mogłam utrzymać się na powierzchni, nie unosiła mnie, coś ciągnęło mnie na dno. Jakbym ważyła dwa razy tyle, a czas zwolnił, jakbym zdrętwiała i straciła kontrolę nad ciałem, jakbym wpadła pod lód i bezskutecznie próbowała przedrzeć się na powierzchnię.

Od kilku dni nie opuszcza mnie ból kręgosłupa. W wodzie to odczucie się nasiliło. Nie mogłam przestać wyobrażać sobie, że coś niewidzialnego usiadło mi na plecach, wbiło pazury w krzyż i nie chce puścić. Może znów próbuje mnie utopić, jak w dziewięćdziesiątym siódmym podczas zaćmienia słońca. W ten sposób chce powstrzymać to, co niedługo nastąpi.

Continue reading

Mój psychoanalityk powiedział, że to nie szkodzi, jeśli uważam się za Chrystusa. Moi czytelnicy, moi męczennicy.

– Christine Angot „Kazirodztwo” –

Literacka sekcja zwłok w Boże Narodzenie. „Kazirodztwo” Christine Angot

Od środy nie udaje mi się przegnać myśli o Bożym Narodzeniu, codziennie płaczę z powodu Bożego Narodzenia. Nie mogę zapomnieć o Bożym Narodzeniu. Płaczę, nie mogę zapomnieć, chciałabym, nie mogę. Płakałam, zerwałam z nią, dałam się dusić, biłam samą siebie po twarzy. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie. Kłopoty z pamięcią, to mi nie dolega. Nie mam amnezji, cierpię raczej, jeśli coś takiego istnieje, na mnezję, nadmierną pamięć, zbyt dobrą. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie.

Kolejna podróż w czasie za mną. Dokładnie rok temu, dwudziestego drugiego grudnia, zabrałam się za czytanie pewnej książki. Kazirodztwo. Powieść autobiograficzna pod wiele mówiącym tytułem. Wynotowałam kilka cytatów, napisałam szkic recenzji i… w świątecznym szaleństwie zapomniałam o tej historii. Dziś postanowiłam do niej wrócić. Nie dlatego, że jest to wybitna literatura, ale ze względu na temat, otwartość i szczerość – a właściwie skrajny ekshibicjonizm – autorki i fakt, że polski przekład przeszedł niemal niezauważony, chociaż w ojczyźnie pisarki, Francji, powieść sprowokowała falę dyskusji oraz zainspirowała innych autorów.

Continue reading

Bandażowano szpital we dnie
bandażowano szpital w nocy
Siedząc na ławce rzekłeś: ledwie
spod gazy jedna cegła broczy 

– Tadeusz Nowak „Psalm zabandażowany” –

Zimowy „Psalm zabandażowany” Tadeusza Nowaka [łyk poezji]

Otwieram rano oczy i czuję się jakbym umarła. Za oknem nicość. Biel, która oślepia. Ocukrzone śniegiem drzewa. Obandażowane dachy domów i wstęgi dróg. Jest pięknie, cicho, spokojnie, ale też niepokojąco nieruchomo. Jakby ktoś zatrzymał czas, zamroził powietrze, zmumifikował pejzaż. Jakbym znalazła się w baśni, albo metaforycznym wierszu, w którym śnieg nie jest tym, czym się wydaje.

Continue reading

The finest day i ever had was when tomorrow never came.

– Kurt Cobain –
___________

Should I die again
Should I lie around

The pounds of matter willing through space
I know I’ll never know
Until I come face to face

With my own cold dead face
With my own wooden case

– Michael Pitt „Death to Birth” –

Kapela M. Others, kopia mistrza i wehikuł czasu. Jak to jest być sobowtórem Kurta Cobaina?

W tym tygodniu podróże w czasie sponsorowali Kurt Vonnegut i Kurt Cobain. W środę byłam na niecodziennym koncercie. Mam na myśli występ ukraińskiego zespołu M. Others, który gra covery Nirvany. No, może niezupełnie. A raczej, nie tylko. Właściwie to trzyosobowa kapela jest namiastką nieistniejącej już legendy amerykańskiej sceny grunge’owej.

Kiedy Kurt Cobain wypisał się z tego świata, miałam osiem lat. Rzecz jasna nie słuchałam jeszcze wtedy Nirvany, ale dokładnie pamiętam szum wokół samobójstwa muzyka. Szczególnie zapadła mi w pamięć rozmowa moich starszych kuzynek. Po kolejnej wzmiance w prasie, dyskutowały na temat teorii spiskowych, które pojawiały się lawinowo. Bliscy nie mogli uwierzyć w samobójstwo Cobaina. Fani nie mogli uwierzyć w jego śmierć. Tacy ludzie są przecież nieśmiertelni.

Continue reading

Konwojent kazał im zapamiętać ich nowy, prosty adres, na wypadek gdyby zagubili się w wielkim mieście. Adres ten brzmiał: Schlachthof-fünf. Schlachthof znaczy rzeźnia. Fünf to po prostu pięć. Tam ukryli się amerykańscy jeńcy skierowani do pracy. W pustej chłodni na mięso, wykutej w litej skale pod budynkiem rzeźni. 

– Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” –

Wojna, podróże w czasie i kosmici. „Rzeźnia numer pięć”. Climax według Vonneguta

Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę. Tymi słowami rozpoczyna się najsłynniejsza powieść Kurta Vonneguta. Nie chcę tu opowiadać, ile pieniędzy, czasu i nerwów kosztowała mnie ta cholerna książka. Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – czytamy na kolejnej stronie. Ta książka była obsesją i przekleństwem autora. Powstawała latami, rodziła się w bólach, ale musiała ujrzeć światło dzienne. Tak to już jest z obsesjami, że prędzej czy później trzeba je wyegzorcyzmować. Na papier, taśmę filmową… Albo człowiek oszaleje. Zdarza się.

Continue reading

I am immune from sanity or insanity?

– June Gibbons –

„The Silent Twins”. Książki, po których chodzę posiniaczona, czyli raz jeszcze o bliźniętach

Przechodzę żałobę. Kolejny raz. Naszła mnie myśl, że powracająca fantomowa żałoba nawiedza mnie dlatego, że nigdy nie miałam okazji przeżyć tej właściwej, realnej. Nie jestem pewna kogo tym razem opłakuję. Jennifer Gibbons, swoją nieistniejącą bliźniaczkę, wszystkie rozdzielone albo zmarłe bliźnięta, siebie?

Continue reading

They separated them (…) They discovered that even when the twins were unable to watch each other or pass any messages, they would be sitting in the same posture, doing the same thing, at the same time but in different places.

 – Marjorie Wallace „The Silent Twins” –

Zagadka sobowtórstwa. Od bliźniaczek June i Jennifer Gibbons do Stefana Grabińskiego

Ostatnio spędzam wieczory na lekturze pewnej niepokojącej historii. Pewnie niewielu o niej słyszało, bo nie została wydana po polsku. The Silent Twins Marjorie Wallace to książka non-fiction, przybliżająca życiorys(y) dwóch czarnoskórych bliźniaczek, June i Jennifer Gibbons.

Fascynująca opowieść siostrzanej więzi, którą paradoksalnie czytam bardzo powoli. Kilkanaście, kilkadziesiąt stron dziennie, a później godziny rozmyślań i analiz. To reportersko-literacki zapis egzystencjalnego cierpienia, samotności, okrucieństwa i zgubnych pragnień. Wędrówek po brytyjskich aresztach, więzieniach i szpitalach dla obłąkanych. Głodu, milczenia, egzorcyzmowania wewnętrznych demonów poprzez zapisywanie na papierze słów, które nie chciały przejść przez gardło. Bolesnej rozłąki i równie nieznośnego bycia razem.

Continue reading

Stara wybuchła śmiechem, mówiąc biedna mała księżniczka, biedna mała rani, a potem gestem, którego się nie spodziewałem, wzięła garść rybich wnętrzności (…) i wepchnęła je do buzi Kitty.

– Ananda Devi „Zielone sari” –

Nietypowe écriture féminine. „Zielone sari” Anandy Devi

Jeden umierający mężczyzna. Trzy kobiety, dwie żywe, jedna martwa. Trzy straumatyzowane pokolenia i trzy rodzaje przemocy: psychiczna, fizyczna i seksualna. Jeden monolog. Zafałszowane wspomnienia, urojone krzywdy, jadowite ataki, werbalne tortury… Potok trujących słów. Zwyrodniała litania. Jeden dom, który jest jak czyściec. Skoro już trafiłem do tego przedsionka piekła i nie ma drogi powrotnej – myśli starzec – przynajmniej po raz ostatni się zabawię.

Continue reading

Tak żyło się zawsze. Zmian nie było nigdy. Zmian nie było. Zmian nie mogło być. Zmian nie będzie. Zmiany nie istnieją w przyrodzie. Podręczniki historii kłamią – nigdy nie było żadnych pradawnych  czasów (…) Zawsze, od zarania dziejów, na świecie i we wszechświecie wznosiły się te wielopiętrowe bloki z betonu i cegły, brzydkie i obdrapane, otoczone pętlami tramwajowych torów.

– Ołeksandr Irwaneć „Choroba Libenkrafta” –

Ukraińskie teatro grottesco. Paraboliczna powieść Ołeksandra Irwaneća, „Choroba Libenkrafta”

Zaczyna się od morderstwa. Młody chłopak zostaje zlinczowany w tramwaju przez współpasażerów. Tłumem rządzi strach. W ruch idą pałki i inne ciężkie przedmioty, które mogą posłużyć jako broń. W morderczym szale napastnicy zapominają o podstawowej zasadzie: nie dotykać! Kopią, biją… rozszarpują gołymi rękami. W pierwszej części powieści scenariusz ten powtarza się wielokrotnie.

Wszyscy przyłączyli się do pogromu. Otoczyli starą szczelnym kołem i zaczęli metodycznie zadawać ciosy nogami. Tłukli ze dwie minuty. W końcu jeden z mężczyzn zwyczajnie wskoczył na leżącą nieruchomo kobietę i podnosząc wysoko nogi w kolanach zaczął mocno deptać obcasem jej szyję, głowę i pierś. Reszta stała dookoła, ciężko dysząc.

Continue reading

 Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Wisława Szymborska „Kot w pustym mieszkaniu” –

Wisława Szymborska „Pamięć nareszcie” [łyk poezji]

Tęsknoty i wspomnienia. To chyba naturalne, że uruchamiają się, kiedy jesteśmy z dala od domu. Październik spędziłam w Londynie, i cóż… wbrew oczekiwaniom nie była to owocna podróż. Jednak zanim wyjechałam, spędziłam dużo czasu z moją rodziną, z prawie dziewięćdziesięcioletnią babcią. Znalazłam u niej i z wielkim zdziwieniem oraz wzruszeniem przeczytałam wiersze mojej mamy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nawiedziły mnie po tym dziwne sny.

Continue reading

Kiedy Nami po raz pierwszy widzi dziecko bez ubranka, z trudem powstrzymuje krzyk. Pośrodku klatki piersiowej ma trzecią rękę, sam nadgarstek z dłonią, która porusza się tak samo chaotycznie jak obie normalne rączki; pięć paluszków drga jak dżdżownice w puszce.

– Bianca Bellová „Jezioro” –

Zwykła anomalia. „Jezioro”, współczesna baśń Bianci Bellovej

Boros, rybacka wioska położona nad ogromnym jeziorem. Na jej krajobraz składają się skromne chaty, rdzewiejące wraki statków oraz szarzy ludzie. A także pojawiające się z niepokojącą regularnością anomalie. Susza, plaga szarańczy, owca rodząca się z dwoma głowami, niemowlę bez nogi, niemowlę z trzema rękami, owrzodzone psy, guzy oraz wysypka na ciele dzieci i dorosłych. Wszystkie te wspominane mimochodem osobliwości rodzą podejrzenia, że osada jest miejscem skażonym. Nieprzychylnym człowiekowi. Złym.

Bianca Bellová wykreowała na kartach Jeziora pejzaż pełen paradoksów. Świat, który cechuje i nadmiar, i wybrakowanie. Niepełność symbolizują chociażby trudne do odszyfrowania napisy i nazwy miejsc z brakującymi literami czy też pozbawieni imion bohaterowie, niemowy, okaleczone rodziny, których członkowie zniknęli bez śladu na wodach jeziora, nadmiar zaś wspomniane wyżej deformacje i wewnętrzne demony bohaterów.

Continue reading

 Wiosną w Tokio jest zawsze więcej samobójstw. W kwietniu zaczyna się rok szkolny i rok fiskalny. Sporo ludzi traci pracę. Kwitną wiśnie, a ludzie z wyboru kończą życie. Co chwila słychać o samobójstwach, zwłaszcza w metrze. Ludzie skaczą pod pociągi. Wielu czuje, że nie spełnia oczekiwań.

– Tomasz Michniewicz „Chrobot” –

Tomasz Michniewicz „Chrobot”. Opowieści jak echo ze studni

Gdybym miała scharakteryzować Chrobot jednym zdaniem, byłoby to: od szczegółu do ogółu. Tomasz Michniewicz poświęcił najnowszą książkę życiu najzwyklejszych ludzi świata. Takich, którzy z pozoru niczym się nie wyróżniają, nie doświadczyli niczego nadzwyczajnego. W kontekście tego, czego oczekuje współczesny odbiorca, zdawało by się, że musi to być pisarstwo mało efektowne… Bynajmniej. Ponieważ wychodząc od życiorysów kilkorga ludzi rozsianych po różnych częściach świata (kraje afrykańskie, Indie, Finlandia, USA, Japonia, etc.) Tomasz Michniewicz kreśli biografie całych społeczeństw, narodów, pokoleń.

Chrobot to uniwersalna opowieść, która z jednej strony ukazuje wyjątkowość jednostki i jej życiorysu, z drugiej zdaje się mówić: takich ja ty są miliony. Podobne doświadczenia, bolączki, marzenia, te same etapy na drodze do dorosłości. Indywidualizm ściera się z kolektywizmem. A im więcej kontrastów, tym – paradoksalnie – łatwiej dostrzec analogie i miejsca wspólne.

Continue reading

 Jak chcesz to zrobić, jesteś jeszcze dziewicą, słyszę czyjś głos. Kto to? Moje siostry bliźniaczki? Stoją obok nas. Robimy to na gumowym materacu w kwiatki. Nie zwracać uwagi, burczy mój brat, mamrocze mężczyzna z brodą, udana operacja, bez blizn, bez brzucha, bez bólu, żadnego porodu, cienkie, gorące i małe między ciałami, jego i moim. Zrobione, mówią siostry bliźniaczki. Zrobione, mówi niewidoczna matka.

Terézia Mora „Bufet” z tomu „Osobliwa materia” –

 Zawsze zdumiewało mnie pijackie zachowanie małych dzieci. Bełkoczą, zataczają się, potykają, wrzeszczą, ni stąd, ni zowąd przestają się śmiać i zaczynają płakać lub odwrotnie, w sekundę zasypiają, nagle się budzą, wymiotują, sikają w ubranie albo w pościel.

A co by się działo, gdyby jeszcze piły alkohol! 

– Roland Topor „Myśli zawiązane na supełek” –

 Dziś na Zebraniu Społeczności wypisujemy plusy i minusy oddziału. Plusów sporo, bo każdy liczy na profity za podlizywanie się. W niewielu minusach na pierwszą pozycję wysuwa się brak izolatki dla najcięższych przypadków.

Pacjenci chcą więc sami sobie ograniczać wolność. Widocznie aż tak nie ufamy sobie nawzajem i aż tak ufamy samym sobie, bo każdy myśli, że jego to nie dotyczy. A może to instynkt? Jak zwierzęta odganiające od stada śmiertelnie chore osobniki, i my chcemy pozbyć się umierających i najciężej chorych.

– Olga Hund „Psy ras drobnych” –

 Waldek mówi też Wiolce, że do szpitala z lenistwa poszła, choć sam wezwał karetkę, jak już odciął jej pasek. A teraz dzwoni do niej i opowiada, jak sam musi robić wszystko i jaki jest spracowany. I pyta Wiolkę, co Wiolka robi, a chce usłyszeć, że leży.

– Olga Hund „Psy ras drobnych” –

(Nie)uwaga, to nie jest tekst o książkach, czyli dlaczego zniknęłam na pięć miesięcy

Przez cały ten czas nie mówiłam o tym, ale dzisiaj powiem. Trzy tygodnie temu, umarł jeden z moich psów. Płakałam tylko pół dnia, a później kupiłam ciastka kokosowe i poszłam z przyjaciółką do kina. Gdyby to się wydarzyło rok temu, podeszłabym do najbliższej kanapy lub fotela i przyrosła do niego na tydzień, dwa. W tych samych łachach, płacząc i śpiąc na zmianę. Przerabiałam to nie raz. Udało mi się przeżyć trzydzieści dwa lata i cztery miesiące bez wizyty u psychiatry, ale to już nieaktualne.

Continue reading

 Nawet nie wiem, dlaczego zabrałem z pobocza tego zabitego jeża.

– Christos Armando Gezos „Jeż” –

 Spacerujemy pod tym blokiem, o którym mówisz mi, że to raczej nie blok pod spacery, że stąd spadają majtki, telewizory i samobójcy.

– Ewelina Krupska „Mapa zalesienia” –

 Here we are, a bunch of psychopaths helping each other out.

– Freddie Lounds (postać fikcyjna) –

« Older posts