CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Author: czepiamsieksiazek (page 1 of 8)

Stara wybuchła śmiechem, mówiąc biedna mała księżniczka, biedna mała rani, a potem gestem, którego się nie spodziewałem, wzięła garść rybich wnętrzności (…) i wepchnęła je do buzi Kitty.

– Ananda Devi „Zielone sari” –

Nietypowe écriture féminine. „Zielone sari” Anandy Devi

Jeden umierający mężczyzna. Trzy kobiety, dwie żywe, jedna martwa. Trzy straumatyzowane pokolenia i trzy rodzaje przemocy: psychiczna, fizyczna i seksualna. Jeden monolog. Zafałszowane wspomnienia, urojone krzywdy, jadowite ataki, werbalne tortury… Potok trujących słów. Zwyrodniała litania. Jeden dom, który jest jak czyściec. Skoro już trafiłem do tego przedsionka piekła i nie ma drogi powrotnej – myśli starzec – przynajmniej po raz ostatni się zabawię.

Continue reading

Tak żyło się zawsze. Zmian nie było nigdy. Zmian nie było. Zmian nie mogło być. Zmian nie będzie. Zmiany nie istnieją w przyrodzie. Podręczniki historii kłamią – nigdy nie było żadnych pradawnych  czasów (…) Zawsze, od zarania dziejów, na świecie i we wszechświecie wznosiły się te wielopiętrowe bloki z betonu i cegły, brzydkie i obdrapane, otoczone pętlami tramwajowych torów.

– Ołeksandr Irwaneć „Choroba Libenkrafta” –

Ukraińskie teatro grottesco. Paraboliczna powieść Ołeksandra Irwaneća, „Choroba Libenkrafta”

Zaczyna się od morderstwa. Młody chłopak zostaje zlinczowany w tramwaju przez współpasażerów. Tłumem rządzi strach. W ruch idą pałki i inne ciężkie przedmioty, które mogą posłużyć jako broń. W morderczym szale napastnicy zapominają o podstawowej zasadzie: nie dotykać! Kopią, biją… rozszarpują gołymi rękami. W pierwszej części powieści scenariusz ten powtarza się wielokrotnie.

Wszyscy przyłączyli się do pogromu. Otoczyli starą szczelnym kołem i zaczęli metodycznie zadawać ciosy nogami. Tłukli ze dwie minuty. W końcu jeden z mężczyzn zwyczajnie wskoczył na leżącą nieruchomo kobietę i podnosząc wysoko nogi w kolanach zaczął mocno deptać obcasem jej szyję, głowę i pierś. Reszta stała dookoła, ciężko dysząc.

Continue reading

 Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Wisława Szymborska „Kot w pustym mieszkaniu” –

Wisława Szymborska „Pamięć nareszcie” [łyk poezji]

Tęsknoty i wspomnienia. To chyba naturalne, że uruchamiają się, kiedy jesteśmy z dala od domu. Październik spędziłam w Londynie, i cóż… wbrew oczekiwaniom nie była to owocna podróż. Jednak zanim wyjechałam, spędziłam dużo czasu z moją rodziną, z prawie dziewięćdziesięcioletnią babcią. Znalazłam u niej i z wielkim zdziwieniem oraz wzruszeniem przeczytałam wiersze mojej mamy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nawiedziły mnie po tym dziwne sny.

Continue reading

Kiedy Nami po raz pierwszy widzi dziecko bez ubranka, z trudem powstrzymuje krzyk. Pośrodku klatki piersiowej ma trzecią rękę, sam nadgarstek z dłonią, która porusza się tak samo chaotycznie jak obie normalne rączki; pięć paluszków drga jak dżdżownice w puszce.

– Bianca Bellová „Jezioro” –

Zwykła anomalia. „Jezioro”, współczesna baśń Bianci Bellovej

Boros, rybacka wioska położona nad ogromnym jeziorem. Na jej krajobraz składają się skromne chaty, rdzewiejące wraki statków oraz szarzy ludzie. A także pojawiające się z niepokojącą regularnością anomalie. Susza, plaga szarańczy, owca rodząca się z dwoma głowami, niemowlę bez nogi, niemowlę z trzema rękami, owrzodzone psy, guzy oraz wysypka na ciele dzieci i dorosłych. Wszystkie te wspominane mimochodem osobliwości rodzą podejrzenia, że osada jest miejscem skażonym. Nieprzychylnym człowiekowi. Złym.

Bianca Bellová wykreowała na kartach Jeziora pejzaż pełen paradoksów. Świat, który cechuje i nadmiar, i wybrakowanie. Niepełność symbolizują chociażby trudne do odszyfrowania napisy i nazwy miejsc z brakującymi literami czy też pozbawieni imion bohaterowie, niemowy, okaleczone rodziny, których członkowie zniknęli bez śladu na wodach jeziora, nadmiar zaś wspomniane wyżej deformacje i wewnętrzne demony bohaterów.

Continue reading

 Wiosną w Tokio jest zawsze więcej samobójstw. W kwietniu zaczyna się rok szkolny i rok fiskalny. Sporo ludzi traci pracę. Kwitną wiśnie, a ludzie z wyboru kończą życie. Co chwila słychać o samobójstwach, zwłaszcza w metrze. Ludzie skaczą pod pociągi. Wielu czuje, że nie spełnia oczekiwań.

– Tomasz Michniewicz „Chrobot” –

Tomasz Michniewicz „Chrobot”. Opowieści jak echo ze studni

Gdybym miała scharakteryzować Chrobot jednym zdaniem, byłoby to: od szczegółu do ogółu. Tomasz Michniewicz poświęcił najnowszą książkę życiu najzwyklejszych ludzi świata. Takich, którzy z pozoru niczym się nie wyróżniają, nie doświadczyli niczego nadzwyczajnego. W kontekście tego, czego oczekuje współczesny odbiorca, zdawało by się, że musi to być pisarstwo mało efektowne… Bynajmniej. Ponieważ wychodząc od życiorysów kilkorga ludzi rozsianych po różnych częściach świata (kraje afrykańskie, Indie, Finlandia, USA, Japonia, etc.) Tomasz Michniewicz kreśli biografie całych społeczeństw, narodów, pokoleń.

Chrobot to uniwersalna opowieść, która z jednej strony ukazuje wyjątkowość jednostki i jej życiorysu, z drugiej zdaje się mówić: takich ja ty są miliony. Podobne doświadczenia, bolączki, marzenia, te same etapy na drodze do dorosłości. Indywidualizm ściera się z kolektywizmem. A im więcej kontrastów, tym – paradoksalnie – łatwiej dostrzec analogie i miejsca wspólne.

Continue reading

 Jak chcesz to zrobić, jesteś jeszcze dziewicą, słyszę czyjś głos. Kto to? Moje siostry bliźniaczki? Stoją obok nas. Robimy to na gumowym materacu w kwiatki. Nie zwracać uwagi, burczy mój brat, mamrocze mężczyzna z brodą, udana operacja, bez blizn, bez brzucha, bez bólu, żadnego porodu, cienkie, gorące i małe między ciałami, jego i moim. Zrobione, mówią siostry bliźniaczki. Zrobione, mówi niewidoczna matka.

Terézia Mora „Bufet” z tomu „Osobliwa materia” –

Terézia Mora „Osobliwa materia”. Chocholi taniec na zgliszczach normalności

Osobliwa materia, zbiór opowiadań, na który natknęłam się w księgarence nad morzem. Miałam przeczucie, że będzie to niezwykła lektura, nie pomyliłam się.

Teksty Terézi Mory to historie dla wytrwałych i wymagających czytelników, którzy cenią niedopowiedzenia i lubią uruchomić wyobraźnię. Jej najmroczniejsze pokłady. Pochodzącą z Węgier pisarka stworzyła tomik, który jest jak skomplikowana maszyneria. Dopiero ostatni akapit albo zdanie danego opowiadania uruchamia kolejne koło zębate. Dopiero jego wirowanie sprawia, że z zawoalowanej formy sączy się sens. Ostatnia strona, każe wrócić do pierwszej. Osobliwa materia zatacza koło, kiedy narratorka ostatniego tekstu spotyka się i rozmawia z tą, która opowiadała nam swoją historię jako pierwsza.

Continue reading

 Zawsze zdumiewało mnie pijackie zachowanie małych dzieci. Bełkoczą, zataczają się, potykają, wrzeszczą, ni stąd, ni zowąd przestają się śmiać i zaczynają płakać lub odwrotnie, w sekundę zasypiają, nagle się budzą, wymiotują, sikają w ubranie albo w pościel.

A co by się działo, gdyby jeszcze piły alkohol! 

– Roland Topor „Myśli zawiązane na supełek” –

„Klasa w przepaści”. Roland Topor życzy zabójczego roku szkolnego

Pierwszy września w tym roku wypadł w sobotę, wakacje przedłużyły się o dodatkowe dwa dni. Ale, ale… zaczęło się. Jako osoba pochodząca z rodziny z nauczycielskimi tradycjami, nie mogłam sobie darować, musiałam podzielić się tym makabrycznym opowiadaniem. W ramach ciekawostki, jego autor, Roland Topor, wytrzymał w zawodzie nauczyciela jeden dzień (więcej na temat Topora przeczytacie niebawem na portalu Niezła Sztuka; jeśli jesteście zainteresowani biografią artysty i pisarza, wypatrujcie za około tydzień mojego artykułu). Ja miałam mniej rozumu, męczyłam się przez prawie dwa miesiące…

Continue reading

 Dziś na Zebraniu Społeczności wypisujemy plusy i minusy oddziału. Plusów sporo, bo każdy liczy na profity za podlizywanie się. W niewielu minusach na pierwszą pozycję wysuwa się brak izolatki dla najcięższych przypadków.

Pacjenci chcą więc sami sobie ograniczać wolność. Widocznie aż tak nie ufamy sobie nawzajem i aż tak ufamy samym sobie, bo każdy myśli, że jego to nie dotyczy. A może to instynkt? Jak zwierzęta odganiające od stada śmiertelnie chore osobniki, i my chcemy pozbyć się umierających i najciężej chorych.

– Olga Hund „Psy ras drobnych” –

Statek obłąkany. Olga Hund „Psy ras drobnych” [przedpremierowo]

W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem
Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali
Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem
I nie dbałem czy głupia latarnia się pali!

Arthur Rimbaud, Statek pijany

Psy ras drobnych – zbiór miniopowiadań, albo powieść w odcinkach. Miejsce akcji – krakowski szpital psychiatryczny. Czas akcji – współczesność, ale okoliczności są na tyle uniwersalne, że może to być kiedykolwiek. Narratorka – skażona prozą Nałkowskiej młoda dziewczyna, która po raz kolejny trafia na oddział. Znajome miejsce, przed laty odwiedzała tu matkę. Felerne geny.

Książki o domach wariatów kojarzą mi się z okrucieństwem (treść) i patosem (forma). Oczywiście są wyjątki, ale historia taka jak ta opowiadana przez Olgę Hund nie zdarza się często. Notatki dające pozór zapisywanych na bieżąco, dialogi pacjentek, reminiscencje i zabawne anegdoty, składają się na kolaż – czy raczej skomponowaną w przemyślany sposób trójwymiarową dioramę – tego świata na opak. Instrukcja obsługi wariatkowa. W humorystyczny sposób wyłożone zasady, rytuały i prawa, te martwe, których nikt nie przestrzega i te, które są bezwzględnie respektowane. Hund nie diagnozuje rzeczywistości, ani się nie mądrzy, ona oswaja. Wstyd i strach. Rejestrując migawki codzienności podmiejskiego psychiatryka, który jest jak wyjęte z orbity odrębne uniwersum, ale też miniatura świata „na zewnątrz”. Oddając cały cykl pobytu w izolacji w kilku prostych zdaniach.

Continue reading

 Waldek mówi też Wiolce, że do szpitala z lenistwa poszła, choć sam wezwał karetkę, jak już odciął jej pasek. A teraz dzwoni do niej i opowiada, jak sam musi robić wszystko i jaki jest spracowany. I pyta Wiolkę, co Wiolka robi, a chce usłyszeć, że leży.

– Olga Hund „Psy ras drobnych” –

(Nie)uwaga, to nie jest tekst o książkach, czyli dlaczego zniknęłam na pięć miesięcy

Przez cały ten czas nie mówiłam o tym, ale dzisiaj powiem. Trzy tygodnie temu, umarł jeden z moich psów. Płakałam tylko pół dnia, a później kupiłam ciastka kokosowe i poszłam z przyjaciółką do kina. Gdyby to się wydarzyło rok temu, podeszłabym do najbliższej kanapy lub fotela i przyrosła do niego na tydzień, dwa. W tych samych łachach, płacząc i śpiąc na zmianę. Przerabiałam to nie raz. Udało mi się przeżyć trzydzieści dwa lata i cztery miesiące bez wizyty u psychiatry, ale to już nieaktualne.

Continue reading

 Nawet nie wiem, dlaczego zabrałem z pobocza tego zabitego jeża.

– Christos Armando Gezos „Jeż” –

(Nie)przypadek. One są wszędzie! Motyw literacki: jeż

Dzisiejszy wpis jest sponsorowany przez nerwicę natręctw. Zliczanie (nie)przypadkowych zjawisk i usilne szukanie powiązań tam, gdzie ich nie ma. Bo to, że w dwóch czytanych pod rząd książkach natknęłam się na jeża, przecież musi coś znaczyć. Dodatkowo ciągle mam w głowie to przedziwne opowiadanie greckiego autora, to o jeżu. A jakby tego było mało, przedwczoraj na drogę wyszedł mi… nie no, w tym akapicie jest zdecydowanie za dużo powtórzeń.

Tylko nie zrozumcie mnie źle, jeśli szukacie najprawdziwszych, najzwyklejszych w świecie jeży, tu ich nie znajdziecie. Tu są jeże metafory. Kto by pomyślał… Jeż jako symbol w tekstach najeżonych samotnością, strachem, szaleństwem, bólem i rozkładem.

Continue reading

 Spacerujemy pod tym blokiem, o którym mówisz mi, że to raczej nie blok pod spacery, że stąd spadają majtki, telewizory i samobójcy.

– Ewelina Krupska „Mapa zalesienia” –

Duchologia dzieciństwa i dorastania ǀ Mapa zalesienia Eweliny Krupskiej

Powstało mnóstwo teorii na temat nienazwanej grozy czyhającej w końcówce banana. Byłam zwolenniczką tej mówiącej o egzotycznym robaku, o bananowym czerwiu, który wlazł do środka w Afryce po to, by wyleźć w Polsce prosto do mojego układu pokarmowego i siać tam spustoszenie. Jeśli nie było go w bananie osobiście, a mogło naprawdę z wielu powodów, zostawiał tam robalowate jaja, przez co miałam szanse stać się naiwnym inkubatorem dla afrykańskich owadzich noworodków. Nic przyjemnego. W całkowitej ciszy i niemałym skupieniu obserwowałam więc wymuszane odcinanie obu bananowych końcówek i czasami wydawało mi się, że robal wystawia łeb, by zakląć, pogrozić mi i zapowiedzieć, że jeśli nie tym razem, to kiedyś na pewno go skonsumuję – przez lenistwo albo na skutek dorosłości, która nie daje wiary podobnym historiom. (Końcówka banana, fragment)

Nie zastanawiaj się, tylko odpowiedz spontanicznie. Ile masz teraz lat? Nie pytam o prawdziwy wiek, tylko o to w jakim momencie życia jesteś teraz myślami. Już rozumiesz. Tobie też to się przytrafiło? Czas się cofnął… To tylko niewielki wycinek Mapy zalesienia, jednostka na skali 1:150, ale nawet tak niewiele wystarczy, by poczuć, że to nie jest zwyczajna książka, to podróż. Wyprawa, której plan znalazłam przypadkiem. Mapa zalesienia oraz Papier, nożyce, SŁOWO, miejsca, w których nie można się nie zakochać. Ale to dziwne zauroczenie. Słodko-gorzkie, pełne niepewności i obaw. 

Continue reading

 Here we are, a bunch of psychopaths helping each other out.

– Freddie Lounds (postać fikcyjna) –

Happy End i inne tragedie ǀ Michael Haneke i jego filmowi psychopaci [zapiski lunatyka]

Nie zapominając, że psychopata już dawno przestał być utożsamiany z seryjnym mordercą, a psychopatię definiuje się jako zaburzenia osobowości, które charakteryzuje brak empatii i trudność w nawiązywaniu „zdrowych” relacji międzyludzkich, można śmiało powiedzieć, że w filmach Michaela Hanekego roi się od psychopatów.

Benny’s Video, check. Ukryte, check. 71 fragmentów, check. Funny Games, check and check. Obrazy, które nie epatują już tak silnie przemocą i brutalnością, ale nadal traktują o okrucieństwie: Siódmy kontynent, Pianistka, Biała wstążka, check, check, check. Wreszcie najnowszy film reżysera, Happy End. Idąc do kina, spodziewałam się kolejnego filmowego psychopaty, ale nie byłam przygotowana na to, że okaże się nim dwunastoletnia dziewczynka. 

Continue reading

przychodzicie w nocy
zza drzwi bez klamki z domu
bez okien z klaustrofobicznej mojej
pamięci

– Damian Dawid Nowak „Inaczej niż w lustrze” –

Ze wszystkich na nowo obcych miejsc ǀ Damian Dawid Nowak ǀ Inaczej niż w lustrze [recenzja]

Prosta, surrealistyczna grafika na okładce. Dwa światy. Jeden wklejony w drugi. Kontrasty, które płynnie się stapiają. Inaczej niż w lustrze, czwarty tomik poetycki młodego autora, Damiana Dawida Nowaka (1989). Starannie i estetycznie wydana książka, w środku pięćdziesiąt pięć wierszy. O dorastaniu i wkraczaniu w dorosłość; o wielkim mieście, przestrzeni odczuwanej jednocześnie jako obca i swoja; o rodzinie i stracie; o wierze i jej braku, współczesnych fałszywych bożkach. Poetycki komentarz do ponowoczesnego świata i naszego wirtualnego życia, momentami wręcz jawna krytyka cywilizacji, w takiej formie jak ją oglądamy od około dekady; wieszczenie końca prawdziwej sztuki i kultury wysokiej; wreszcie liryka miłosna. Bogaty tematycznie zbiór, który można odbierać jako wyraz lęków, zwątpień i pragnień.

Continue reading

 Wszystko nosi w sobie
piętno odwrotnego znaku.

– Ryszard Kapuściński –

Ryszard Kapuściński nieznany ǀ Prawa natury [łyk poezji]

Przypadkowe odkrycie: Ryszard Kapuściński pisał wiersze. Mistrz literackiego reportażu, autor fascynującego Hebanu oraz wstrząsającego Cesarza i Imperium parał się poezją. Zaskoczenie, ale przede wszystkim ciekawość. Jakie są te wiersze? O czym?

W moje ręce wpadł tomik Prawa natury opublikowany przez Wydawnictwo Literackie. Blisko sześćdziesiąt tekstów utkanych z ulotnych wrażeń, olśnień, wspomnień. Kapuściński nie zaprzątał sobie głowy wymyślną metaforyką czy chwytliwymi tytułami. Notował, dzielił się myślami. Z reporterską precyzją, ale liryczną sugestywnością. Wychodząc od z pozoru banalnych spostrzeżeń, tworzył poezję prostą, obrazową, skondensowaną, z mocno zarysowaną puentą.

Continue reading

 Chciał wprowadzać zamęt i zbijać z tropu, wywoływać ataki śmiechu i okrzyki przerażenia, łamać serca, zatruwać umysły i zatracać się w szalonym tańcu z własnym sobowtórem w parze.

– Paul Auster „4321” –

Tetralogia nowojorska ǀ 4 3 2 1 Paula Austera ǀ Wszystkie żywoty Archibalda Isaaca Fergusona

Trochę wody upłynęło od ostatniego wpisu… Nie ma co udawać, pisze mi się ostatnio ciężko, czyta też nielekko. Napotykam na lekturowe rozczarowania i autorskie blokady, ale pojawiła się na horyzoncie pewna książka, o której muszę opowiedzieć, i której nie mam za złe, że wykradła mi tydzień z życia.

Ostatnia notka na blogu dotyczyła prozy Siri Hustvedt, dziś o monumentalnej książce jej męża, cenionego amerykańskiego powieściopisarza, Paula Austera.

Znacie to uczucie, kiedy bezpośrednio po przeczytaniu książki albo obejrzeniu filmu, macie ochotę zrobić powtórkę? Teraz, od razu. Zdarza się, jak mawiał osobliwy pisarz. Albo coś za mną chodzi, jak zauważył pewien oryginalny reżyser. Auster i jego 4321 chyba jeszcze długo będą za mną chodzić. I na pewno zdarzy mi się wrócić do tej niecodziennej powieści. A kiedy już to zrobię, posłużę się – być może wbrew intencji autora – pewnym kluczem. Postąpię tak, jak z jedną z najoryginalniejszych powieści jakie czytałam, postmodernistyczną Grą w klasy Julio Cortázara. Książką, którą można czytać na dwa sposoby: od deski do deski, strona po stronie albo według stworzonego przez pisarza szyfru. Kluczem do ponownej lektury 4321 będzie właśnie ta numeracja, tyle że odwrócona. Najpierw przeczytam wszystkie rozdziały z życia Fergusona pierwszego, późnej Fergusona drugiego, następnie trzeciego i czwartego. Może wtedy uda mi się złamać kod Austera, upewnić się, czy wewnątrz poszczególnych rozdziałów wprowadził pewne sprzeczności i alternatywy, na które – zdaje mi się – natrafiłam, ale złożona natura tej książki nie pozwala mieć pewności po jednorazowej lekturze.

Continue reading

Może w starciu opowieści z historią to prawda zawsze wychodzi poturbowana?

– Ignacy Karpowicz „Sońka” –
*
Był nałogowym blagierem. Do samego końca niezmordowanie wymyślał się na nowo.

– Siri Hustvedt „Świat w płomieniach” –
*
Jestem w bajce, pomyślał, w bajce o życiu. W innej konwencji życie jest nie do zniesienia (…) Pomyślał, że kontakt z baśnią lub mitem wyniszcza ciało. I że dzieciństwo na zawsze w człowieku zostaje.

– Ignacy Karpowicz „Sońka” –
*
W mglistych obszarach dzieciństwa nie ma ani jednej historii, która by cię wyjaśniała.

– Siri Hustvedt „Świat w płomieniach” –

Twarz za maską ǀ Świat w płomieniach Hustvedt ǀ Sońka Karpowicza [zapiski lunatyka]

Dziwnie układa mi się ostatnio życie czytelnicze. To nie jest żaden wielki plan – prędzej bezplan, kompulsywne czytanie, mniej więcej pół na pół, nowości wydawniczych i książek, które od dawna czekają na półkach – ale sięgałam przez ostatnie tygodnie niemal wyłącznie po tytuły napisane przez kobiety. Tajemna historia Tartt, Zapiski z domu wariatów Lavant, Kazirodztwo Angot, Purezento Bator, Macocha Hůlovej, Tajemnica Brokeback Mountain Proulx, Rok magicznego myślenia Didion, Chłopcy, których kocham Ciarkowskiej, Świat w płomieniach Hustvedt. Do tego wyimki z poezji w wydaniu kobiecym. Aż tu nagle przyciąga mnie Sońka Ignacego Karpowicza. 

Czytałam ją w bezpośrednim sąsiedztwie Świata w płomieniach Siri Hustvedt i zaskoczyło mnie, że pomiędzy tymi dwoma powieściami istnieje symboliczny pomost. Dwie zupełnie różne książki. Z pozoru nie mogą mieć wiele wspólnego… A jednak mają.

Continue reading

Nie zapuszczałyśmy żadnych korzeni, nigdy i u nikogo.
Rano wstawałyśmy z nie swoich łóżek, robiłyśmy kawę
w nie swoich kubkach, wychodziłyśmy w swoją stronę.
Czasem wracałyśmy wieczorami,
słuchałyśmy na nie swojej kanapie
nie swoich historii o nieważnych dla nas sprawach.
Czasem porzucałyśmy różne rzeczy
na wieczne zaprzepaszczenie, niewyzbierane ślady.
Czasem po prostu któregoś dnia
nie wracałyśmy.

– Anna Ciarkowska „Chłopcy, których kocham” –

Ból z powyłamywanymi słowami. Anna Ciarkowska „Chłopcy, których kocham” [premierowo]

Chłopcy, których kocham i Mikromy, dwa projekty Anny Ciarkowskiej, pierwszy literacki, drugi graficzny. Podglądam od dawna. Kiedy autorka dzieliła się w sieci pierwszymi krótkimi wierszami, byłam pod ogromnym wrażeniem. Otwartości i prostoty jej tekstów, które jednocześnie skrywają wielki ładunek emocjonalny. Z miejsca uznałam Chłopców, których kocham za fenomen. Liryczne notatki z codzienności, z kochania i bycia kochaną, z rozstań, z pustki, która paradoksalnie potrafi pochłonąć i zmielić człowieka jak tornado. Teoretycznie mogłaby je stworzyć każda kobieta. Tyle że niewiele z nas potrafiłoby znaleźć odpowiednie słowa, przekuć tęsknotę i rany w coś tak poruszającego, intymnego a równocześnie uniwersalnego jak ten tomik.

Continue reading

Artysta nie zaczyna malować ot tak. Trzeba trochę posiedzieć i pomyśleć nad koncepcją obrazu, żeby potem wstać i wykonać odpowiednie pociągnięcie (…) Wystarczy na początek zalążek pomysłu, który pobudzi cię do działania, w moim przypadku wszystko, co następuje później, jest tak zwanym procesem akcji i reakcji. Proces ten zawsze polega na budowaniu i niszczeniu. By potem z tych zniszczeń znowu coś wydobyć i budować dalej.

– David Lynch „W pogoni za wielką rybą” –

Panopticum Davida Lyncha. Wystawa „Silence And Dynamism”, CSW w Toruniu

Często perwersyjna, prawie zawsze prowokacyjna, czasem hermetyczna – taka jest sztuka filmowa Davida Lyncha. A jak z innymi dziełami sławnego reżysera i artysty? Przy okazji wizyty w Łodzi, zorganizowałam sobie spontaniczny wypad do Torunia, gdzie obejrzałam wystawę David Lynch. Silence And Dynamism. Zobaczyłam i przeczytałam rzeczy, które trudno będzie wymazać z pamięci. Wstąpiłam do twinpeaksowskiej Czarnej Chaty, stanęłam vis-à-vis tajemniczej szklanej klatki – portalu między światami – w której lewitowali bohaterowie Twin Peaks. Za krótko – dużo za krótko – przechadzałam się po toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej. Wyszłam stamtąd oszołomiona, z wściekle czerwonym plakatem pod pachą (przezornie weszłam do przymuzealnego sklepu z pamiątkami przed obejrzeniem wystawy, zapewniam, że po wszystkim zakupy będą ostatnią rzeczą, o której pomyślicie). Widnieje na nim ludzik, który stracił głowę. Stracić głowę, oto co może się wam przydarzyć, jeśli wybierzecie się na Silence And Dynamism.

Litera, alfabet, słowo, zdanie, treść. Obraz. Pożar, ogień, który trawi… Trawienie, narządy wewnętrzne, flaki, wymiotowanie. Dosłownie i w przenośni. Mózg, który rzyga bezsensownymi zasadami, głupotą i psudowiedzą. Zdemontowane ciała, ludzko-zwierzęce hybrydy, niepokojące cienie. Przemoc, krzyk, strach. Niepewność, zagubienie, poszukiwanie domu. To hasła, które Lynch mógłby wymalować na ścianach muzeum. Zamiast tego umieścił na nich setki wykonanych najróżniejszymi technikami prac, które w symboliczny, surrealistyczny, często makabryczny sposób niemo wykrzykują te słowa. 

Continue reading

Older posts