CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Opowiada o bliźniakach, którzy przyszli do pralni, dwóch mężczyznach w jego wieku, dość młodych, dość dziwnych i raczej małomównych. Znamienne, że zabrudzili swoje garnitury w dokładnie taki sam sposób (…) A kiedy mówili, to jeden zaczynał, a drugi kończył.
 
– Majgull Axelsson „Ta, którą nigdy nie byłam” –

(Nie)chciana metamorfoza, czyli raz jeszcze o bliźniaczce i o tym jak stałam się nie sobą

Dawno nie było o mojej (nie)istniejącej siostrze bliźniaczce. Mam wyrzuty sumienia, bo ostatnio mało o niej myślę. Od lat rozgryzam jak to z nią jest i choć nie wszystko rozumiem dynamika jej zniknięć i powrotów staje się coraz bardziej czytelna.

Ostatni raz widziałam ją w styczniu, po przeprowadzce. W mieszkaniu, do którego się wprowadziliśmy został stary drewniany taboret. Nie pozbyłam się go, postawiłam w kuchni, między szafką a kuchenką gazową. Za każdy razem kiedy wchodziłam do pomieszczenia, wydawało mi się, że widzę ją kątem oka. W rogu ścian, po prawej stronie…

Continue reading

Wyciągnijcie nas, nie bójcie się.
Przecież was nie zjemy.
Wyjemy. Wyjemy. Wyjemy.

– Córki dancingu –

Śpiew słodkopłynny. Motyw literacki: syrena

Syrena: domniemane zwierzę morskie. Od jakiegoś czasu ta mitologiczna istota coraz częściej pojawia się w kinie, serialach i literaturze – nie tylko fantastycznej. Wystarczy przywołać hipnotyzujący polski film Córki dancingu, współczesną baśń z elementami horroru, w bardzo wyraźny sposób odwołującą się do baśni o syrenie, która zakochuje się w człowieku i dla niego rezygnuje z dotychczasowego życia, wyrzeka się swojego ciała i staje „pełnowartościową” kobietą. Warto zwrócić uwagę także na dużo bardziej stonowany i poetycki obraz Blue my mind obrazujący odwrotną przemianę.

Poniżej zebrałam literackie wyimki na temat syren. Antycznych, legendarnych, prawdziwych i fałszywych. Wizerunek tych istot jest dość spójny, ale każda lektura odsłania ich nowe atrybuty. Wyraźnie też widać sieć wzajemnych inspiracji. Opowieść jest jedna, ale ma wiele obliczy.

Continue reading

Za oknem mruga noc
hamulec bezpieczeństwa kusi

Marcin Karnowski „Kuszetka”

Słowo, obraz, surrealizm. „Zawsze jest na krótko” – niezwykła książka w pudełku

Obracam w dłoni coś, co trudno zdefiniować. Kartkę książki, pocztówkę, kartę do literackiej gry w klasy? Wiersz zilustrowany kolażem albo kolaż dopełniony wierszem? Czytam, patrzę, obracam dookoła i staram się uchwycić, gdzie tu góra, gdzie dół, który obraz połączyć z którym tekstem… Perspektyw jest wiele. Mnóstwo możliwości. Chaos to nierozszyfrowany porządek – pisał José Saramago. Lubię taki niby chaos, jaki reprezentuje Zawsze jest na krótko.

Trochę dadaizm, wyraźnie surrealizm, zdecydowanie postmodernizm. Dwadzieścia kart. „Książka w pudełku”, która symbolizuje rozpad, przypadkowość, zmienność, wariantywność. Przesunięcie znaczeń i rozbicie kontekstów. Zarówno w obrazie jak i słowie.

Continue reading

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst?

– Bolesław Leśmian „Szczęście”

Realizm (nie)magiczny Joanny Bator. „Chmurdalia” i inne dale

Duch męża Jadzi, który nawet po śmierci ogląda telewizję z ulubionego fotela. Fotograf Ludek, który na zdjęciach widzi, kto niebawem opuści świat żywych. Schorowana Halina planująca zakup własnej trumny, żeby zaoszczędzić kłopotu synowej. Dwie nierozłączne stare panny, które pewnego dnia zamieniają się w syreny. Żółtooka Murzynka Sara, nowe wcielenie hotentockiej Wenus. Młoda Polka, z pozoru pozbawiona właściwości dziewczyna-mimikra, która ciągle jest w ruchu, wszędzie się dopasowuje i w której każdy widzi kogoś innego. Nagłe zniknięcia bez śladu i ludzie pojawiający się znikąd. Na styku życia i śmierci, na styku tego, co bliskie i dalekie. W Berlinie, Frankfurcie, Kamieńsku, Nowym Jorku, Paryżu i Wałbrzychu. Teraz i kiedyś. Dawno, dawno temu…

Continue reading

Za chwilę zjawi się tu człowiek ze świata Prawdy. Mamy rozsądzić spór między nim a człowiekiem ze świata Złudy.

– Szymon An-ski „Dybuk”

O wędrówce dusz. Motyw literacki: dybuk

Słowo dybuk wywodzi się z hebrajskiego i oznacza „połączenie z kimś”, „przywiązanie do kogoś”. Dybukiem nazywa się ducha, a także fenomen jego wtargnięcia i przejęcia kontroli nad ciałem żywego człowieka, szeroko rozpowszechniony w żydowskim mistycyzmie i wierzeniach.

Większość literackich – i filmowych – przedstawień dybuka ma swoje korzenie w prekursorskim dramacie Szymona Ans-kiego (Szlojme Zajnwela Rapoporta), który autor tworzył aż do śmierci, na przestrzeni lat 1914-1920. To historia nieszczęśliwej miłości i złamanej obietnicy. Opowieść o duchu młodzieńca, który zamieszkał w ciele swojej ukochanej.

Continue reading

Była zima. Chajtele razem ze swoimi towarzyszami, Żydami, musiała nagle uciekać z kryjówki. Miała maleńkie dzieciątko. Porzuciła je w śniegu. Ocalała.

Włodek Goldkorn „Dziecko w śniegu”

O śmierci, świadkach Zagłady i pamięci. Włodek Goldkorn „Dziecko w śniegu”

Kilka dni temu na blogu Kronika kota nakręcacza, pojawiła się recenzja Domu z dwiema wieżami. I choć nie miałam jeszcze w dłoniach książki Macieja Zaremby Bielawskiego, czytając jej recenzję, odniosłam wrażenie, że właśnie poznałam jeden z wariantów tej samej historii. Jedną z opowieści o Żydach, Niemcach i Polakach, o Holocauście, obozach zagłady, tych, którzy zginęli i tych, którzy przetrwali dźwigając ciężar pamięci. O żydowskiej rodzinie, która po swojemu zmagała się z wojenną i powojenną rzeczywistością.

Continue reading

W ciemną parną noc wczesnym latem Biff Brannon stał za kasą w „New York Café”. Była północ. Na ulicy pogaszono latarnie, światło padające z okien restauracji tworzyło na chodniku ostry, żółty prostokąt. Ulica była pusta, lecz w lokalu znajdowało się jeszcze paru gości, którzy pili piwo, wino „Santa Lucia” lub whisky. Biff przyglądał się im flegmatycznie, z łokciem opartym o ladę.

Carson McCullers „Serce to samotny myśliwy”

Literacka ekfraza z perspektywy podglądacza. Antologia opowiadań „W świetle i w mroku”

Siedemnaście kultowych oraz tych mniej znanych dzieł Edwarda Hoppera. Siedemnaścioro popularnych a także tych mniej znanych autorów, historyków sztuki, ludzi kultury, którzy zasiedli do stworzenia opowiadań. Inspiracją miał być dla nich jeden konkretny obraz Amerykanina. Co na nim zobaczyli?

Co widzisz ty, spoglądając na malowidła pędzla Hoppera? Ja, do tej pory, miałam szereg spójnych skojarzeń. Po lekturze W świetle i w mroku horyzont tych wyobrażeń mocno się poszerzył.

Continue reading

Niektóre miały celowe wady: jednej dałam zbyt grube brwi, innej długi tułów z krótkimi, grubymi nóżkami. Gdzieś na świecie żył chłopczyk albo dziewczynka, którzy pragnęli czegoś niedoskonałego. Lalki, ułomne jak prawdziwe dzieci, obsiadły rzędami półki na podobieństwo sierot wypatrujących tego, kto je przygarnie.

– Tayari Jones „Nasze małżeństwo” –

„Nasze małżeństwo” Tayari Jones. Powieściowy dramat w kilku aktach [recenzja premierowa]

Na świecie są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy opuszczają swój dom rodziny, i ci, którzy tego nie robią. Brzmi (grzmi) pierwsze zdanie Naszego małżeństwa. Czy jest to powieść o bezdomności? W pewnym sensie. Na pewno jest o wykorzenieniu.

Tayari Jones snuje opowieść o małżeństwie z niewielkim stażem, które zostaje rozdzielone. Kilkanaście miesięcy po ślubie Roy pada ofiarą niesłusznego oskarżenia o gwałt i trafia do więzienia. Wyrok – dwanaście lat. Jego ukochana Celestial nie czeka, układa sobie życie na nowo. Związuje się z innym mężczyzną, robi karierę, jej ręcznie wykonywane lalki – owoc artystycznych aspiracji, ale też egzorcyzmowania wewnętrznych demonów – są cenione i dobrze się sprzedają. Pozornie ma wszystko, nie potrafi jednak zamknąć poprzedniego rozdziału życia. Skazuje męża na trwanie w zawieszeniu i niepewności. Stopniowo usuwa go poza margines swojego obecnego życia. Sprawia, że mężczyzna nie ma do czego ani kogo wracać.

Continue reading

Zdarzały mi się chwile wielkości lecz zaraz potem
Odwieczny Lokaj płaszcz mi podawał z chichotem

– T. S. Eliot „Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka” –

Nie takich sobowtórów szukam, czyli o metodzie kopiuj-wklej i o tym jak zostałam splagiatowana

Dzisiaj będzie brutalnie szczerze, ze śladowymi ilościami empatii i bardzo egoistycznie. Zupełnie jakbym nie ja to pisała. Jakbym w wyniku szoku pękła na pół i wylazła ze mnie ta moja zła bliźniaczka, która zamierza zrobić porządek. Wykrzyczeć, że nie jestem – metaforycznie – cholernym dawcą organów, z którego można sobie wyciąć myśli, frazy, zdania a nawet całe akapity.

Wczoraj znów nie mogłam spać. Tuż przed świtem odkryłam, że jedna z moich recenzji, z czasów gdy blog raczkował, została splagiatowana. Link do artykułu nieznanej mi blogerki znalazłam na facebookowym profilu wydawnictwa, które opublikowało recenzowany tytuł. Chciałam sprawdzić, co o tej nietuzinkowej książce sądzi inna miłośniczka książek, a znalazłam tam… moje własne słowa. Ogarnęło mnie uczucie niesamowitości, coś jak déjà vu, które przecież zdarza mi się często. Ale nie takie.

Continue reading

Kiedy piszę, wiem, że w nurcie, który płynie przez mój umysł i ciało, mieszają się dwa teksty: ten dzienny, świadomy, poddany kontroli, i ten bliźniaczy, spod spodu, pulsujący pod powierzchnią, ciemny.

– Joanna Bator „Wyspa Łza” –

Przecinanie pępowiny, nowy początek, twinless twin i dybuk mojej siostry [zapiski lunatyka]

Wracam z basenu. Tym razem zamiast relaksu i przyjemnego zmęczenia dostarczył mi bólu i gonitwy nieznośnych myśli. Jeszcze nigdy nie czułam się taka ciężka w wodzie. Nie mogłam utrzymać się na powierzchni, nie unosiła mnie, coś ciągnęło mnie na dno. Jakbym ważyła dwa razy tyle, a czas zwolnił, jakbym zdrętwiała i straciła kontrolę nad ciałem, jakbym wpadła pod lód i bezskutecznie próbowała przedrzeć się na powierzchnię.

Od kilku dni nie opuszcza mnie ból kręgosłupa. W wodzie to odczucie się nasiliło. Nie mogłam przestać wyobrażać sobie, że coś niewidzialnego usiadło mi na plecach, wbiło pazury w krzyż i nie chce puścić. Może znów próbuje mnie utopić, jak w dziewięćdziesiątym siódmym podczas zaćmienia słońca. W ten sposób chce powstrzymać to, co niedługo nastąpi.

Continue reading

Mój psychoanalityk powiedział, że to nie szkodzi, jeśli uważam się za Chrystusa. Moi czytelnicy, moi męczennicy.

– Christine Angot „Kazirodztwo” –

Literacka sekcja zwłok w Boże Narodzenie. „Kazirodztwo” Christine Angot

Od środy nie udaje mi się przegnać myśli o Bożym Narodzeniu, codziennie płaczę z powodu Bożego Narodzenia. Nie mogę zapomnieć o Bożym Narodzeniu. Płaczę, nie mogę zapomnieć, chciałabym, nie mogę. Płakałam, zerwałam z nią, dałam się dusić, biłam samą siebie po twarzy. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie. Kłopoty z pamięcią, to mi nie dolega. Nie mam amnezji, cierpię raczej, jeśli coś takiego istnieje, na mnezję, nadmierną pamięć, zbyt dobrą. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie.

Kolejna podróż w czasie za mną. Dokładnie rok temu, dwudziestego drugiego grudnia, zabrałam się za czytanie pewnej książki. Kazirodztwo. Powieść autobiograficzna pod wiele mówiącym tytułem. Wynotowałam kilka cytatów, napisałam szkic recenzji i… w świątecznym szaleństwie zapomniałam o tej historii. Dziś postanowiłam do niej wrócić. Nie dlatego, że jest to wybitna literatura, ale ze względu na temat, otwartość i szczerość – a właściwie skrajny ekshibicjonizm – autorki i fakt, że polski przekład przeszedł niemal niezauważony, chociaż w ojczyźnie pisarki, Francji, powieść sprowokowała falę dyskusji oraz zainspirowała innych autorów.

Continue reading

Bandażowano szpital we dnie
bandażowano szpital w nocy
Siedząc na ławce rzekłeś: ledwie
spod gazy jedna cegła broczy 

– Tadeusz Nowak „Psalm zabandażowany” –

Zimowy „Psalm zabandażowany” Tadeusza Nowaka [łyk poezji]

Otwieram rano oczy i czuję się jakbym umarła. Za oknem nicość. Biel, która oślepia. Ocukrzone śniegiem drzewa. Obandażowane dachy domów i wstęgi dróg. Jest pięknie, cicho, spokojnie, ale też niepokojąco nieruchomo. Jakby ktoś zatrzymał czas, zamroził powietrze, zmumifikował pejzaż. Jakbym znalazła się w baśni, albo metaforycznym wierszu, w którym śnieg nie jest tym, czym się wydaje.

Continue reading

The finest day i ever had was when tomorrow never came.

– Kurt Cobain –
___________

Should I die again
Should I lie around

The pounds of matter willing through space
I know I’ll never know
Until I come face to face

With my own cold dead face
With my own wooden case

– Michael Pitt „Death to Birth” –

Kapela M. Others, kopia mistrza i wehikuł czasu. Jak to jest być sobowtórem Kurta Cobaina?

W tym tygodniu podróże w czasie sponsorowali Kurt Vonnegut i Kurt Cobain. W środę byłam na niecodziennym koncercie. Mam na myśli występ ukraińskiego zespołu M. Others, który gra covery Nirvany. No, może niezupełnie. A raczej, nie tylko. Właściwie to trzyosobowa kapela jest namiastką nieistniejącej już legendy amerykańskiej sceny grunge’owej.

Kiedy Kurt Cobain wypisał się z tego świata, miałam osiem lat. Rzecz jasna nie słuchałam jeszcze wtedy Nirvany, ale dokładnie pamiętam szum wokół samobójstwa muzyka. Szczególnie zapadła mi w pamięć rozmowa moich starszych kuzynek. Po kolejnej wzmiance w prasie, dyskutowały na temat teorii spiskowych, które pojawiały się lawinowo. Bliscy nie mogli uwierzyć w samobójstwo Cobaina. Fani nie mogli uwierzyć w jego śmierć. Tacy ludzie są przecież nieśmiertelni.

Continue reading

Konwojent kazał im zapamiętać ich nowy, prosty adres, na wypadek gdyby zagubili się w wielkim mieście. Adres ten brzmiał: Schlachthof-fünf. Schlachthof znaczy rzeźnia. Fünf to po prostu pięć. Tam ukryli się amerykańscy jeńcy skierowani do pracy. W pustej chłodni na mięso, wykutej w litej skale pod budynkiem rzeźni. 

– Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” –

Wojna, podróże w czasie i kosmici. „Rzeźnia numer pięć”. Climax według Vonneguta

Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę. Tymi słowami rozpoczyna się najsłynniejsza powieść Kurta Vonneguta. Nie chcę tu opowiadać, ile pieniędzy, czasu i nerwów kosztowała mnie ta cholerna książka. Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – czytamy na kolejnej stronie. Ta książka była obsesją i przekleństwem autora. Powstawała latami, rodziła się w bólach, ale musiała ujrzeć światło dzienne. Tak to już jest z obsesjami, że prędzej czy później trzeba je wyegzorcyzmować. Na papier, taśmę filmową… Albo człowiek oszaleje. Zdarza się.

Continue reading

I am immune from sanity or insanity?

– June Gibbons –

„The Silent Twins”. Książki, po których chodzę posiniaczona, czyli raz jeszcze o bliźniętach

Przechodzę żałobę. Kolejny raz. Naszła mnie myśl, że powracająca fantomowa żałoba nawiedza mnie dlatego, że nigdy nie miałam okazji przeżyć tej właściwej, realnej. Nie jestem pewna kogo tym razem opłakuję. Jennifer Gibbons, swoją nieistniejącą bliźniaczkę, wszystkie rozdzielone albo zmarłe bliźnięta, siebie?

Continue reading

They separated them (…) They discovered that even when the twins were unable to watch each other or pass any messages, they would be sitting in the same posture, doing the same thing, at the same time but in different places.

 – Marjorie Wallace „The Silent Twins” –

Zagadka sobowtórstwa. Od bliźniaczek June i Jennifer Gibbons do Stefana Grabińskiego

Ostatnio spędzam wieczory na lekturze pewnej niepokojącej historii. Pewnie niewielu o niej słyszało, bo nie została wydana po polsku. The Silent Twins Marjorie Wallace to książka non-fiction, przybliżająca życiorys(y) dwóch czarnoskórych bliźniaczek, June i Jennifer Gibbons.

Fascynująca opowieść siostrzanej więzi, którą paradoksalnie czytam bardzo powoli. Kilkanaście, kilkadziesiąt stron dziennie, a później godziny rozmyślań i analiz. To reportersko-literacki zapis egzystencjalnego cierpienia, samotności, okrucieństwa i zgubnych pragnień. Wędrówek po brytyjskich aresztach, więzieniach i szpitalach dla obłąkanych. Głodu, milczenia, egzorcyzmowania wewnętrznych demonów poprzez zapisywanie na papierze słów, które nie chciały przejść przez gardło. Bolesnej rozłąki i równie nieznośnego bycia razem.

Continue reading

Stara wybuchła śmiechem, mówiąc biedna mała księżniczka, biedna mała rani, a potem gestem, którego się nie spodziewałem, wzięła garść rybich wnętrzności (…) i wepchnęła je do buzi Kitty.

– Ananda Devi „Zielone sari” –

Nietypowe écriture féminine. „Zielone sari” Anandy Devi

Jeden umierający mężczyzna. Trzy kobiety, dwie żywe, jedna martwa. Trzy straumatyzowane pokolenia i trzy rodzaje przemocy: psychiczna, fizyczna i seksualna. Jeden monolog. Zafałszowane wspomnienia, urojone krzywdy, jadowite ataki, werbalne tortury… Potok trujących słów. Zwyrodniała litania. Jeden dom, który jest jak czyściec. Skoro już trafiłem do tego przedsionka piekła i nie ma drogi powrotnej – myśli starzec – przynajmniej po raz ostatni się zabawię.

Continue reading

Tak żyło się zawsze. Zmian nie było nigdy. Zmian nie było. Zmian nie mogło być. Zmian nie będzie. Zmiany nie istnieją w przyrodzie. Podręczniki historii kłamią – nigdy nie było żadnych pradawnych  czasów (…) Zawsze, od zarania dziejów, na świecie i we wszechświecie wznosiły się te wielopiętrowe bloki z betonu i cegły, brzydkie i obdrapane, otoczone pętlami tramwajowych torów.

– Ołeksandr Irwaneć „Choroba Libenkrafta” –

Ukraińskie teatro grottesco. Paraboliczna powieść Ołeksandra Irwaneća, „Choroba Libenkrafta”

Zaczyna się od morderstwa. Młody chłopak zostaje zlinczowany w tramwaju przez współpasażerów. Tłumem rządzi strach. W ruch idą pałki i inne ciężkie przedmioty, które mogą posłużyć jako broń. W morderczym szale napastnicy zapominają o podstawowej zasadzie: nie dotykać! Kopią, biją… rozszarpują gołymi rękami. W pierwszej części powieści scenariusz ten powtarza się wielokrotnie.

Wszyscy przyłączyli się do pogromu. Otoczyli starą szczelnym kołem i zaczęli metodycznie zadawać ciosy nogami. Tłukli ze dwie minuty. W końcu jeden z mężczyzn zwyczajnie wskoczył na leżącą nieruchomo kobietę i podnosząc wysoko nogi w kolanach zaczął mocno deptać obcasem jej szyję, głowę i pierś. Reszta stała dookoła, ciężko dysząc.

Continue reading

« Older posts